Liczba postów: 464
Liczba wątków: 30
Dołączył: Sun Oct 2018
Pismo elamickie
Ewolucja języków z grupy elamejskiej jak i towarzyszących ich systemów pisma jest jedną z najlepiej zbadanych przez językoznawców Imperiusa. Przyczyną tego jest ogrom materiału badawczego w formie bibliotek i archiwów klasztorów Lonlan, z których najstarsze istnieją nieprzerwanie od ponad dwóch tysięcy lat. Niektóre z klasztorów uległy zniszczeniu podczas Rewolucji Żółtych Sztandarów, albo zostały opuszczone niedługo po niej, jednak rewolucjonistom nie starczyło z reguły czasu czy zapału na zniszczenie rytych w kamieniu stel, czy grobowców, których ściany pokryte były reliefami opisującymi życie i dokonania w nich pochowanych. Badania pozwoliły na prześledzenie ewolucji pisma elamickiego aż do jego prapoczątków w III wieku przed naszą erą. Ewolucji, którą przytoczony tekst jako popularnonaukowy jedynie pobieżnie omówi z złożoności i rozległości tematu.
Przed przybyciem plemion Medów i Elamitów, wtedy jeszcze stanowiących faktycznie jeden lud ziemie przez nich zajęte kontrolowane były przez dwie wielkie cywilizacje – Stygię i Lonlan. W owym okresie zarówno liczne królestwa Lanów jak i Stygia były zaledwie cieniem dawnej świetności – wyniszczone przez druzgoczącą epidemię żółtej gorączki i osłabione wojnami o hegemonię, którą toczyli między sobą lanijscy królowie. Stygia tymczasem chwiała się w posadach osłabiona wieloletnią wojną sukcesyjną, która płynnie przeszła w wojnę religijną, gdy nowy władca spróbował zaprowadzić w całym kraju kult Boskiego Słońca. Najazd koczowników z południa był absolutnie druzgoczący. Zarówno Lonlan jak i Stygia przestały istnieć, a ziemie nad Djallą na długie lata stały się prawie bezludne – ostatnie pozostałości po Stygii zostały zaś zmiecione przez przybyłych w trzy wieki później Aetów.
Elamici zaczęli szybko prowadzić osiadły tryb życia, osiedlając się w Dolinie Daru. W owym czasie nie posiadali oni własnego pisma, a władcy pierwszych miast-państw szybko zrozumieli potrzebę posiadania biurokracji pozwalającej im na kontrolę rozrastających się włości. W celu tym początkowo sprowadzono lanijskich mnichów z górskich klasztorów, którzy przynieśli ze sobą swoje własne pismo ideograficzne. Szybko okazało się jednak, że różnice między językiem elamickim (wtedy jeszcze językiem elamickim) a lanijskim są zbyt znaczne aby umożliwić łatwą adaptację lanijskich ideogramów – złożoność gramatyki elamijskiej wielokrotnie przekraczała lanijską, co prowadziło do trudności z interpretacją poprawnego znaczenia danych znaków. Aby poradzić sobie z tymi problemami mnisi i elamiccy urzędnicy zaczęli próbować modyfikować ideogramy, poprzez wprowadzenie elementów mających oznaczać formę danego słowa. System ten został jednak z czasem zarzucony na korzyść alfabetu staroelamickiego, stworzonego według tradycji w mieście Szapur. Alfabet elamicki zawierał jedynie spółgłoski – samogłoski nie były w nim oznaczane. Z czasem alfabet elamicki wyparł użycie ideogramów w większości zastosowań – poza sakralnymi, gdzie poprzez wpływ religii starolanijskiej nadal stosowane były „boskie znaki”.
Gwałtowny rozrost cywilizacji elamijskiej wraz z kolonizacją prowadzoną przez miasta-państwa oraz podbojami Aszura Wielkiego doprowadził do dywersyfikacji języka elameckiego – z którego prócz języka medyjskiego wydzieliły się wtedy zróżnicowane dialekty poszczególnych miast Elamu. Dialekty te czerpały obficie z języków miejscowych, asymilowanych plemion co z czasem stać się miało przyczyną kryzysu staroelamickiego. Przykładowo w dialekcie uryjskim słowo Molk oznaczało byka zaś Amolk – krowę. W dialekcie chatuszyjskim krowę opisywano zaś słowem Melk, podczas gdy w dialekcie kharyjskim Molk oznaczało… oracza. Wszystkie te słowa zaś zapisywane były zaś w jeden sposób – MLK. Można wyobrazić sobie do jakich nieporozumień musiało to prowadzić. W pełni uwidoczniło się to po narodzinach państwa Anszanidów, które zjednoczyło miasta Elamu i plemiona Medów (a także wiele innych ludów). Praca królewskiej kancelarii i urzędników była prawdziwym horrorem, a spisy dóbr czy wykazy podatkowe były prawdziwą zagadką – w końcu inny był podatek od poddanych, inny od byków a inny od krów! Na rozkaz Bessosa Wielkiego grupa uczonych mężów miała rozwiązać ten problem – a wynikiem ich prac stała się abugida elamicka. Do dotychczas istniejących liter dołączone zostały znaki diakrytyczne, które dołączone do spółgłoski oznaczały towarzyszącą jej samogłoskę – podczas gdy standardową samogłoską towarzyszącą nieoznaczonej literze stało się „a”. W abugidzie elamickiej doszło również do ponownego wprowadzenia elementów ideogramów lanijskich – w formie specjalnych „świętych znaków”. Już od dłuższego czasu niektóre pojęcia, głównie wywodzące się z religii zapisywane były nie fonetycznie, a przy pomocy ideogramów wywodzących się z języka lankijskiego. Dotyczyło to w szczególności imienia Ormuzda, które uznawane było za święte. Napisanie go przy pomocy liter uchodziło za świętokradztwo, które popełnić mógł tylko niedoświadczony użytkownik języka, a w historii doszło nawet do wojny wywołanej przez „świętokradczą” korespondencję dyplomatyczną. Ciekawostką jest również fakt, że w owym czasie rozpowszechnić się miała tradycja „świętych imion”, przyjmowanych początkowo przez władców. Prócz zwyczajnego imienia, przy wstępowaniu na tron każdy król przyjmował nowe miano, zapisywane właśnie lanijskimi znakami, a które stanowić mogło swoistą deklarację czy to polityczną czy też wiary, albo odnosić się do jego czynów w przeszłości. Przykładowo imieniem jednego z anszanów z dynastii Bahramidów było Mocarny-Lew-Zachodu. Z czasem imiona takie stały się wyróżnikiem arystokracji jak i były nadawane przez władcę w uznaniu dokonań, jako sposób uhonorowania. Tradycja ta w prostej linii wywodziła się ze zwyczajów klasztornych, gdzie składający śluby wieczyste porzucali dotychczasowe imię i przyjmowali nowe – które były tatuowane na ich ciele.
Wraz z zniszczeniem wielu dotychczasowych centrów kulturowych, przymusowym przesiedleniom jak i zwyczajnym migracjom w ramach zjednoczonego imperium anszanidzkiego dotychczas istniejące dialekty języka elamickiego zaczęły ponownie upodabniać się do siebie – proces ten miał dotknąć nawet język medyjski, co z upływem wieków miało doprowadzić do jego stopniowo zaniku, tak że w czasach nowożytnych został on z trudem zrekonstruowany. W owym czasie język nowoelamicki zyskał również wiele zapożyczeń, głównie z języka aeckiego, za pośrednictwem masowo przybywających na kontynent artystów, urzędników czy lekarzy, którzy stali się „modni” na dworach anszanidzkich możnych. Wraz z nimi przybyło również pismo aeckie, które podobnie jak język zaczęło zyskiwać na popularności – zwłaszcza w kręgach kupieckich, stając się jednak również popularnym „językiem dyplomacji”. Z owego okresu pochodzą również niezgrabne próby zapisu języka elamickiego przy użyciu alfabetu aeckiego, które są zmorą studiujących języki staro-elamejskie studentów.
Cornelius Randalus, Imperius Times
Liczba postów: 464
Liczba wątków: 30
Dołączył: Sun Oct 2018
Mroczne Bóstwa
Dewowie - złe duchy powstałe z najczystszej ciemności, z której stworzył ich Aryman. W każdym człowieku ściera się dobro i zło - pierwiastek Ormuzda i Arymana - w Dewach nie ma jednak nic dobrego - są one bowiem tworami z czystego mroku - istotami czystego zła. Obcy nazywają często Dewów - "mrocznymi bogami", jednak takie przetłumaczenie ich miana jest niedokładne, przynajmniej według ortodoksji vohanistycznej - Dewowie i Aszowie nie są bowiem "bogami" w rozumieniu innych ludów, a jedynie duchami stworzonymi przez dwójkę bóstw vohanizmu.
Vohanizm narodził się relatywnie późno, wchłaniając w siebie ogrom miejscowych religii, w tym również politeistycznych kultów. Każdy z nich posiadał swoje złe duchy, których "panteon" został ponadto zasilony w okresach czystek, gdy niszczono wyznania, które nie chciały podporządkować się nowo tworzonej ortodoksji. Gdy wykuwano anszanidzkie mocarstwo, niejedne miasto czy społeczność zostały unicestwione - a ich bogowie wyklęci i uznani za potwory. Wiara jednak umiera powoli, a ocalali z tych hekatomb umknęli w niedostępne góry czy skryli się pośród prawowiernych Vohanitów. Pełni gniewu, żalu i złości knuli przeciw tym, którzy odebrali im wszystko - a wraz z nimi zmienili się ich bogowie... Ludzie z różnych powodów zwracają się jednak ku mrocznym kultom, a sztywna struktura społeczna Anszanatu, granicząca wręcz z podziałem kastowym - dogmat reinkarnacji sprawia bowiem, że w powszechnej opinii każdy jest w miejscu, które mu się należy, napędza tych którzy są niezadowoleni z swojej pozycji i chcą wywrócenia obowiązującego porządku. Innych przyciągają typowo ludzkie słabości czy żądze, których spełnienie obiecują kultyści...
Kina
Tańcząca na zgliszczach
![[Obrazek: kali_by_highdarktemplar_d8ucpda-pre.jpg]](https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/intermediary/f/87c47315-8df7-4cb1-8502-d931a2f5f535/d8ucpda-3b3167ae-2320-473b-a799-840741f9d0cc.jpg/v1/fill/w_1192,h_670,q_70,strp/kali_by_highdarktemplar_d8ucpda-pre.jpg)
Kult Kiny jest starszy od Elam, wywodząc się z dziś już zapomnianej cywilizacji, po której nie pozostały już prawie żadne ślady - a której potomkowie dawno już zapomnieli o swym dziedzictwie. Nadal jednak pozostała z nimi ich pani - Kina. Wyznawcy Kiny wierzą, że ich bogini jest ostateczną siłą zniszczenia - tą, która unicestwi ułomny świat. Kultyści Kiny uważają że świat jest nieodwracalnie spaczony - że jest jedynie nieudanym, kalekim tworem, który musi znaleźć swój koniec, aby narodzić się mógł nowy. Tym samym ich celem jest siać zamęt i chaos, aby przybliżyć ten moment. Wszyscy wyznawcy Kiny wyczekują momentu, w którym ich bogini wkroczy do świata, aby go zniszczyć - aby to się mogło wydarzyć, musi być jednak przelana rzeka krwi - Kina wzmacniana jest bowiem przez ofiary złożone w jej imieniu. Ofiary te winny być poświęcone w skomplikowanych rytuałach, w których zadawane są niezliczone rany - kapłani wpadają podczas w nich w ekstatyczne transy, wykonując "krwawy taniec", mający być odwzorowaniem ostatniego tańca, który ich bogini wykona na zgliszczach upadłego świata. Kina przedstawiana jest jako bogini o wielu rękach, w których dzierży czasem obcięte głowy - a wierni podczas rytuałów wkładają w ręce posągów głowy nieszczęsnych ofiar które pozyskają.
Set
Wąż
![[Obrazek: snake_door_by_alientan_d67rnku-pre.jpg]](https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/intermediary/f/99a84a8d-5ce1-4616-819e-8c371b338a6a/d67rnku-13766f8a-aa5d-4cb4-8c57-f92e3fb3a238.jpg/v1/fill/w_1170,h_683,q_70,strp/snake_door_by_alientan_d67rnku-pre.jpg)
Kult Węża Seta pochodzi ze starożytnej Stygii – cywilizacji, która popadła w ruinę na niedługo przez przybyciem na północ Elamitów i Medów. Stygijczycy posiadali liczny panteon bóstw, wśród których jednym z ważniejszych – acz darzonych zarówno strachem jak i szacunkiem był Set – ten, który łaknie. Set był zazdrosnym bogiem, którego wyznawcy twierdzili, że jest bogiem najwyższym – a wszyscy inni są mu poddani. Rzecz jasna stało to w sprzeczności z obowiązującą ortodoksją, w której oddawano cześć przede bogu słońca – Ra i Nut – bogini księżyca. Przypuszczalnie Set w czasach przed zjednoczeniem Stygii był bogiem jednego z kraików, które weszły w jej skład – a potem został dołączony do większego panteonu. Kult Seta koncentrował się wokół okultystycznych praktyk – jego wyznawcy studiowali pradawne pisma, odprawiali mistyczne rytuały i parali się alchemią – jednak nie obce były im też bardziej plugawe praktyki, jak choćby ofiary z ludzi. Wyznawcy Seta wierzą, że ich bóg jest dawcą wszelkiej wiedzy – i jest skłonny podzielić się nią z tymi, którzy wzbudzą jego zainteresowanie – Set wspiera bowiem ambitnych, tak samo jak on chce przejąć władzę nad światem bogów, tak i swych wyznawców zachęca do władania. Kilkukrotnie w dziejach Stygii doszło do wojen domowych, w których Setyci występowali przeciw panującemu królowi – jednak za każdym razem byli oni pokonywani, a nawet jeśli na krótki czas obejmowali władzę – rychło ją tracili, głównie wskutek wewnętrznych starć – prawa Seta mówią bowiem, że tylko silny ma prawo rządzić… tym samym zachęcając do bezlitosnej walki o władzę, która niszczy kabały jego wyznawców. W vohanizmie Setowi przypisana została rola pożeracza księżyca – ma być pierwszym ze sług Arymana, którego ten posłał, aby zgasić latarnię księżycową i pogrążyć noc w mroku – czyniąc ją królestwem Arymana. Set raz za razem usiłuje pochłonąć księżyc, jednak gdy tylko to uczyni, nie mogąc znieść mocy Ormuzda, musi go wypluć. Tym samym fazy księżyca są pokazem potęgi Ormuzda, która przezwycięża nawet najpotężniejszego sługę Arymana. Księżyc pełni ważną rolę w tradycjach Setytów – zawsze spotykają się oni w trakcie nowiu, gdy odprawiają swoje rytuały i knują swe złowieszcze plany.
Moloch
Byk Szaleństwa
![[Obrazek: moloch.jpg]](https://4.bp.blogspot.com/-S8KRpNpxXNo/V-iBz0uUI9I/AAAAAAAAbvc/xYaS23aerKc0LiqF9j4fzJWdgTJWMwVewCLcB/s640/moloch.jpg)
Kult Molocha jest tak stary jak Elam – według starej legendy, Byk czczony był w jednym z najstarszych miast starożytnego Elamu. W mieście tym ludzie ulegali wszelkim słabościom i popełniali najgorsze wszeteczeństwa – w tym składanie ofiar z ludzi swemu bogu, który w zamian obdarzać miał ich obfitymi plonami i zsyłać na wrogów klęski i katastrofy. Wyznawcy Molocha wszczynali wojny z sąsiadami tylko po to, aby pozyskać ofiary, które następnie palono w piecach Molocha, które miały nigdy nie wygasać. W końcu ogrom ich okrucieństw stał się tak wielki, że zazwyczaj skłóceni Elamici zawarli sojusz – wszystkie pozostałe miasta zgodnie zjednoczyły swe armie pod jednym sztandarem i ruszyły pod miasto Molocha. Jego wyznawcy zamknęli jednak bramy, ufni w potęgę swych murów. Oblegający byli jednak zdeterminowani, aby pozbyć się wyznawców plugawego bóstwa – zanim jednak dokonali szturmu na mury, ziemia zaczęła się trząść, a miasto runęło, grzebiąc swych mieszkańców. Uznano to za gniew Ormuzda, który postanowił zmieść z powierzchni ziemi bluźnierców. Nazwa miasta została wymazana ze wszelkich kronik, a samo miejsce – na wieki miało pozostać zapomniane. Kult Molocha objawić się miał raz za panowania Sargona Odnowiciela – gdy właśnie utajeni wyznawcy Byka pośród gwardzistów Sargona zamordowali go podczas przeglądu wojsk przed wielką wyprawą. Wraz ze śmiercią Sargona zginęły też nadzieje na odrodzę imperium elamickiego. Od tamtej pory, choć wielokrotnie wydawało się, że brutalny i okrutny kult Molocha był niszczony, odradzał się raz za razem, za każdym razem prowadząc bezlitosną wojnę przeciw wszystkiemu i wszystkim związanemu z Elamitami. Kult Molocha jest kultem krwi i śmierci – ale też kultem szalonej pomsty. Jego wyznawcy, choć znani z krwawych jatek, potrafią również działać w cieniu, ofiarując pomoc w zemście – za prawdziwe lub urojone przewiny – w ten sposób ten, kto przyjął ich pomoc staje się współwinnym i musi pomagać kultowi… Czeka go bowiem śmierć czy to z rąk przedstawicieli prawa czy samych kultystów. Molochianie niosą przez wieki zemstę której tylko oni chcą dokonać – zniszczyć Elam, w odwecie za unicestwienie ich dawnego domu… I choć dawno wyginęli ci, którzy z niego pochodzili, ich następcy kontynuują zemstę. Ostatecznym celem każdej inkarnacji kultu jest orgia zniszczenia i chaosu – to co uwielbia Moloch. Będą siali chaos i dążyli do momentu, w którym ulice spłyną w krwi, a ludzie pogrążą się w morderczym amoku – to jest bowiem największy dar Molocha…
Dagon
Pan plag
![[Obrazek: Sauls_head_in_Dagon_temple_(1_Chron_10_10)_1184-490.jpg]](http://bibleencyclopedia.com/picturesjpeg/Sauls_head_in_Dagon_temple_(1_Chron_10_10)_1184-490.jpg)
Dagon był bogiem Elam – Pierwszego Miasta, największego z miast starożytnego południa. Zamieszkiwać miał w podwodnym pałacu pod wodami Szafirowych Wód – wielkiego jeziora, nad którym rozłożyło się Elam. To Dagon zsyłał dobroczynne deszcze, to on dbał o to, aby z gór obficie spływała woda – i to jemu Elam zawdzięczało swoje bogactwo i potęgę. Tych, którzy sprzeciwiali się jego woli, Wielki Dagon karał chorobami, które postrzegano jako gniew i objaw niełaski. Przez wieki pyszne świątynie Dagona w Elam i jego koloniach przyciągały niezliczonych wyznawców, a kult kwitł. Kres położyła mu decyzja władców miasta, którzy podczas negocjacji zamordowali Cyrusa Anszanidę – króla Medów i zdobywcę Elam. Jego syn, Bessos wywarł straszliwą zemstę – wymordował wszystkich mieszkańców Elam, a miasto zburzył, ruiny każąc posypać solą – tak aby nigdy się nie odrodziło. Wraz z upadkiem Elam, Bessos zakazał kultu jego bogów, w tym Dagona, którego posągi zostały obalone w całym anszanidzkim imperium, a jego świątynie zrównane z ziemią. Dagon z opiekuńczego bóstwa stał się dewą – złym duchem Arymana. Z czasem jego imię kojarzone było już tylko z jego złowieszczym aspektem – pana plag, a opowieści o podwodnym pałacu cudów przekształciły się w ukradkiem powtarzane mity o potworze, śpiącym pod falami, który gdy nadejdzie dzień jego przebudzenia, pożre ludzkość. Dagon czczony jest przez ludzi przeklętych i zdesperowanych – tych, których dotknęły nieuleczalne plagi i których przegnano precz. Na takich nieszczęśników czekają wyznawcy Dagona, gotowi przekonać ich, że toczące ich plagi nie są przekleństwem – a błogosławieństwem Dagona, który rychło zabierze ich do swego królestwa, aby tam razem z nim czekali na przebudzenie… Wyznawcy Dagona naśladują swoje bóstwo, praktykując kanibalizm i porywając w tym celu nieszczęsnych wędrowców, których zdybią pośród zapomnianych ruin, nekropolii i najgłębszych części slumsów gdzie kryją się w mrokach, łaknący i cierpiący… Niektórzy twierdzą, że wyznawcy Dagona powrócić mieli nawet do ruin Elam, gdzie zmierzają wszyscy aby wydać ostatnie tchnienie i spocząć w świętym mieście swojego potwornego bóstwa. Pielgrzymi ciągnący do Wielkiego Zigguratu i strażnicy tego miejsca – jedynej oszczędzonej świątyni Elam, gdzie płonie jeden z świętych ogniów vohanizmu opowiadają o cieniach pośród ruin, obserwujących podróżnych z których niektórzy nie powracają już do domów…
Liczba postów: 464
Liczba wątków: 30
Dołączył: Sun Oct 2018
Rok Pięciu Królów
Panowie Arsesa, znanego później jako Złoty było czasem pokoju i prosperity dla państwa Anszanidów. Po czasach wielkich wojen i podbojów jego dziada, Kserksesa Zdobywcy i krótkim panowaniu Bessosa II, Arses odziedziczył silne i bogate państwo. Rządy anszanidzkie na podbitych ziemiach nie były szczególnie opresywnie - Anszanidzi rzadko naruszali miejscowe struktury polityczne i społeczne, pozwalając wschodnim ludom rządzić się na wpół samodzielnie tak długo, dopóty podatki spływały na czas, zaś satrapowie zajmowali się głównie tłumieniem nielicznych buntów, w owym czasie nie dochodząc jeszcze do wpływów i władzy typowych dla okresu upadku imperium, gdy byli w stanie prowadzić nieomal niezależną politykę. Zjednoczenie ogromnych połaci ziemi w jednym państwie i likwidacja licznych zwaśnionych państewek na terenie dzisiejszego Varangardu i Raszim pozwoliły na ożywienie handlu. Rządy Arsesa cechował spokój, a on sam zyskał sobie przydomek dzięki wręcz bajecznym bogactwom swego dworu - do dziś zresztą funkcjonuje powiedzenie "bogaty jak Arses", czy "skarby Arsesa". Król królów znany miał się również stać ze swojego licznego potomstwa - z kilkoma żonami i konkubinami spłodził on ponad dwudziestu synów. Stać się to miało przyczyną pierwszego poważnego kryzysu państwa Anszanidów, dziś znanego jako Rok Pięciu Królów.
Rzec, że najstarszy syn Arsesa, Dariusz był nielubiany byłoby wielkim niedopowiedzenie. Butny, arogancki i o wybuchowym temperamencie, Dariusz szybko zantagonizował większość krewniaków jak i dworzan. W zyskiwaniu przyjaciół niewątpliwie nie pomagała mu nadmierna szczerość oraz fakt, że był jedynym potomkiem pierwszej żony Arsesa, a tym samym brakowało mu sojuszników spośród młodszego rodzeństwa. Gdy w końcu król królów znalazł się na łożu śmierci, ku zaskoczeniu acz uldze wszystkich wydziedziczył on Dariusza, zamiast tego jako władcę wskazując swojego ulubieńca - czwartego w kolejce do tronu Bessosa. Większość zgadzała się, że była to dobra, acz zbyt późna decyzja i niewielu stanęło w obronie praw do tronu pierworodnego. Gdy ten tylko dowiedział się o śmierci ojca (w owym czasie prowadził wojska przeciw południowym koczownikom), miał wpaść w szał i własnoręcznie zamordować kilkudziesięciu więźniów - po czym zaczął zbierać tych, którzy byli mu lojalni, aby pomaszerować na Kyrusię - ogłaszając, że ojciec musiał zostać otruty, a gdy jego umysł osłabł w wyniku trucizny - zmanipulowany przez Bessosa.
Tymczasem Bessos pospiesznie koronował się w Anszanii, przy pełnym poparciu reszty klanu Anszanidów i możnych stolicy. Wydawać by się mogło, że szybko stłumi on powstanie Dariusza - z reszty kraju spływały deklaracje poparcia od wasali i satrapów, a wojska lojalne Dariuszowi były nieliczne. Bessos był całkowitym przeciwieństwem swego brata - zawsze uprzejmy, przyjazny i łatwo nawiązujący przyjaźnie... takie przynajmniej były pozory. W istocie był on sprytnym manipulatorem i paranoikiem. Historycy po dziś dzień spierają się o przyczyny tego co nastąpiły - niektórzy uważają, że faktycznie istniał spisek wymierzony w Bessosa, inni zaś że nie wytrzymał on presji, albo po obaleniu brata zaczął obawiać się, że spotka go to samo. Na uczcie koronacyjnej Bessosa zgromadzili się prawie wszyscy jego bracia i większość klanu Anszanidów jak i dziesiątki przebywających wtedy w stolicy możnych. Bessos zaś... otruł wszystkich swoich krewnych i większość innych gości, poza tymi których lojalności był absolutnie pewny i którzy wspomagali go w tym spisku. W przeciągu jednej nocy klan Anszanidów został przetrzebiony, podobnie jak elity władzy imperium. Tak zwana Czarna Uczta zszokowała wszystkich - okrucieństwa nie były rzadkością w imperium, wspomnieć należy choćby zniszczenie Elam, ale zawsze czyniono je jawnie - nie zaś podstępem. Nie pozostał jednak nikt, kto mógłby w tym momencie przeciwstawić się Bessosowi... Tak mu się przynajmniej wydawało. Miesiąc później, gdy dokonywał on przeglądu wojsk przed wyprawą przeciw Dariuszowi, został on niespodziewanie zaatakowany przez kilku przekupionych gwardzistów i zamordowany na oczach całej armii, która nie garnęła się do zareagowania. Jak się miało okazać, tym który przekupił gwardię królewską był jeden z ocalałych braci Bessosa - Kawad. Polityczną próżnię która zapanowała po śmierci króla królów wykorzystał Dariusz, który pospiesznie pomaszerował na stolicę i bez żadnych walk - zdobył. Oczywiście od razu zostało to kontestowane przez ocalałych Anszanidów - jego brata Kawada i wuja, Narsesa. Obydwaj wycofali się do dóbr swych zwolenników aby gromadzić tam siły, podczas gdy Dariusz konsolidował swoją władzę. Nie potrwało to długo, bo po kilku tygodniach niefortunnie poślizgnął się podczas wizyty w łaźni i skręcił sobie kark. Był to o dziwo faktyczny przypadek i wyjątkowo nieszczęśliwy wypadek.
Kawad i Narses tymczasem rzucili się sobie do gardeł, pospiesznie gromadząc wojska swych zwolenników i najemników. Do bitwy doszło niedaleko Aszur. Kawad wykonał swój ulubiony manewr i przekupił kilku spośród dowódców armii Narsesa. W kluczowym momencie bitwy rzucili się oni na pretendenta i zamordowali go. Tymczasem jednak starcie nie szło po myśli Kawada, który został zmuszony do odwrotu. Podczas niego koń władcy potknął się, a Kawad został przez niego przygnieciony. Niedługo potem został on zabity przez przypadkowego najemnika, który połasił się na bogato zdobiony naszyjnik Kawada.
Gdy opadł dosłowny i metaforyczny kurz po bitwie, imperium znalazło się w swoistym zawieszeniu. Kryzys i wojna domowa, choć był niewątpliwie intensywny trwał wyjątkowo krótko i ograniczył się do rdzenia ziem państwa Anszanidów - w wielu jego częściach nie wiedziano nawet co dokładnie się dzieje. Ostatnim ocalałym z potomków Arsesa był niejaki Cyrus - o którym reszta pretendentów zwyczajnie zapomniała. Cyrus nigdy nie interesował się polityką, będąc kulawym nigdy nie mógł również zostać wojownikiem. Jako znajdujący się daleko w linii sukcesji robił co chciał - czyli głównie oglądał aeckie przedstawienia teatralne. Rok Pięciu Królów zastał go na Wyspach Fokijskich, które odwiedził aby oglądać Igrzyska Panaeckie. Gdy dotarły do niego wieści o wydarzeniach na kontynencie, szybko opuścił wyspy i powrócił do Anszanii aby objąć opustoszały tron. Jego panowanie trwać miało prawie czterdzieści lat, na które cieniem rzuciła się tylko Wojna Samozwańca. Cyrus, znany od tej pory jako Szczęśliwy nauczony smutnymi doświadczeniami Roku Pięciu Królów miał niedługo potem rozwiązać gwardię królewską i zastąpić ją Nieśmiertelnymi, mniej podatnymi na próby przekupstwa czy rozgrywki polityczne.
Liczba postów: 464
Liczba wątków: 30
Dołączył: Sun Oct 2018
Cyrus Mnich
W historii Anszanatu, a wcześniej imperium anszanidzkiego wielu było władców-zdobywców, znanych ze swej bezwzględności i okrucieństwa. Byli wśród nich prawodawcy i budowniczowie, który zakuli lud w jarzma surowych, acz sprawiedliwych praw czy wznieśli, kosztem tysięcy żyć monumenty które po dziś dzień zachwycają potomni. Byli też utracjusze, którzy trwonili bogactwa zachodu na bajeczny przepych swych dworów czy zwyczajni szaleńcy, których okrucieństwa nie miały żadnego większego celu poza zaspokojeniem ich obłędu. Jednak żaden z nich nie jest równie często wspominany jak Cyrus II, znany jako Mnich czy Dobry Anszan.
Droga Cyrusa wydawała się być ustalona od narodzin - jako pierworodny anszana Bahrama III miał któregoś dnia objąć tron po swym ojcu. Jako najstarszy syn, od wczesnej młodości wprawiany był w sztukach rządzenia i wojny. Tak jak winien każdy przyszły władca Anszanatu, Cyrus miał odwiedzić wszystkie krainy swej domeny, aby poznać kraj którym miał rządzić. Podczas podróży do Lanii, ziemie przez które podróżował orszak księcia dotknięte były klęską nieurodzaju. Anszan pozostawał obojętny wobec cierpień ludu, zajęty raczej planowaniem wyprawy wojennej przeciw północnym barbarzyńcom i budową nowej stolicy w Anszanii. Wyniszczony głodem i podatkami na rzecz wojny kraj który ujrzał Cyrus miał głęboko wstrząsnąć księciem. Gdy przybył do Lanii, zgodnie z tradycyjnym ceremoniałem udał się na pielgrzymkę do górskich klasztorów. Podróż, która dla większości władców była jednak tylko czystą formalnością okazała się być jednak wydarzeniem, które całkowicie zmieniło życie Cyrusa. Wysłuchując nauk o wiecznej walce Ormuzda z Arymanem, której orężem są nie miecze - a czyny ludzi, oraz o łasce którą okazywał ludziom Ormuzd - którego odbiciem niebiańskiej władzy była, jak głosiła dworska teologia, władza anszana, Cyrus podjął decyzję o pozostaniu w klasztorze, aby lepiej zrozumieć wiarę, do której wcześniej nie przykładał większej wagi. Powrócił z niego dopiero po roku, wezwany przez zniecierpliwionego przedłużającą się nieobecnością potomka ojca. Gdy Cyrus objął władzę po śmierci Bahrama III, wsławił się jako władca łaskawy wobec prostego ludu i szukający pokoju. Przebaczył grupie możnych, która na początku jego panowania próbowała go obalić (przywódca spisku był tak zawstydzony tym nietypowym dla władców zachodu aktem łaski, że zdecydował się popełnić samobójstwo), doprowadził do zawarcia pokoju z sąsiednimi barbarzyńskimi ludami i zmniejszył obciążenia podatkowe ludności Anszanatu. Z jego inicjatywy odnowiono wiele zaniedbanych świątyń - jak i wzniesionono nowe. Cyrus nakazał również odnowienie wielu zniszczonych przez zawieruchy dziejowe systemów irygacyjnych, oddalając w ten sposób groźbę głodu. Władca zwykł wysłuchiwać nawet zwykłych chłopów podczas swych podróży po kraju, czym bulwersował wielu dworzan - i pouczać oraz karać nadużywających swej władzy urzędników. Gdy syn Cyrusa osiągnął wiek odpowiedni do sprawowania rządów, anszan jako jedyny w dziejach kraju ustąpił z tronu, abdykując na rzecz potomka - po czym samemu wyjechał do Lanii, aby wstąpił do klasztoru. Po kilku latach miał opuścić Lanię i z niewielką grupą towarzyszy udać się na zachód - za Wielki Erg, aby zanieść tam słowo Pana Światła. Był to ostatni raz gdy ktokolwiek słyszał o Cyrusie - a jego dalsze losy owiane są tajemnicą i stały się obiektem wielu legend. Najpopularniejsza z nich twierdzi, że daleko na zachodzie założył nowe królestwo, którym włada po dziś dzień (lub czynią to jego następcy) - królestwo, w którym wyznawana jest wiara w Pana Światła w swej najczystszej, niesplamionej ludzkimi słabościami formie - i gdy nadejdzie dzień wielkiej próby, na pomoc Anszanatowi mają przybyć hufce Cyrusa Mnicha... Choć wielu wyśmiewa tą legendę jako bujde, to wśród ludu nadal żyje pamięć o szlachetnych czynach anszana, któremu drogi był każdy poddany - nawet ten najniższego stanu...
|