Przodkowie (Religia)
#1
Information 
[Obrazek: 71cLXH1oeCL._SX425_.jpg]

ASTRIDR

[indent][indent][indent][indent]
Asleif - władza zwierzchnia, przewodnictwo, ród (aspekt ojca)
małżonka: Airgid - ziemia
[indent][indent]Þìr - prawo, honor
Þór - siła, witalność[/indent][/indent]

[/indent][/indent][/indent][/indent]

ASLINDR

[indent][indent][indent][indent]
Asgrim - wyprawy morskie, handel, dobrobyt
małżonka: Mhuir - morze
[indent][indent]Þain - kupiectwo
Þaliæin - żeglarstwo[/indent][/indent]
partnerka: Oidhche - noc
[indent][indent]Þingardæira (Canada) - złodziejstwo[/indent][/indent]

[/indent][/indent][/indent][/indent]

ASVÆNIR

[indent][indent][indent][indent]
Asgerda - pomyślność, wierność, rodzina (aspekt matki)
małżonek: Ædró - ludzie (aspekt opieki)
[indent][indent]Þurl - rzemiosło, miasta
Þvisa - rolnictwo, wsie
Þrida - płodność, domostwo[/indent][/indent]

Asìnna - piękno, rozwiązłość, miłość, magia
małżonek: Riaghladair - ludzie (aspekt władzy)
partner: Leann żądze i pasje / zabawa
[indent][indent]Rhiannon - pieśni i sagi, runy[/indent][/indent]
partnerka: Glóir piękno przyrody / sztuka

[/indent][/indent][/indent][/indent]

ASFLÓKJÆR

[indent][indent][indent][indent]
Asvindur - wojna, grabież, walka
małżonka: Beatha - zwierzęta
[indent][indent]Vili - taktyka, dyscyplina, duma
Vali - strategia, cichy mord, spryt w boju
Varga - furia, nieokiełznanie, odporność na rany
partner: Ædró
[indent][indent]Ais - ochrona bezbronnych, opieka, pomsta
Canarl - żądza krwi, łowiectwo, przemoc[/indent][/indent][/indent][/indent]  

[/indent][/indent][/indent][/indent]
Odpowiedz
#2

DYNASTIE BOSKICH PRZODKÓW

[indent]Stare bóstwa Varangów są czczone jako "Hautþrenning" (wysoka trójca) i zarówno Asmund, Þorunn jak i Astrid mają swe niewielkie figurki umieszczone na zaszczytnych miejscach w kaplicach. Kult tych bogów jednak nie ma większego znaczenia w ujęciu ogólnym i dotyczy jedynie tych klanów, dla których żywa jest spuścizna przodków (Hautættin, Varangowie z unii valberskiej, oraz większość Væirdinnczyków). Trójka starych boskich przodków varangskich uznawana jest za opiekunów dawnych ziem i ludu, który pozostał na zachodzie.
Varangowie, którzy przybyli w te rejony północnego morza, przez wieki stworzyli nowy, bliższy im panteon własnych przodków, którzy dostają właściwą cześć, ale choć czci się ich mocniej niż Hautþrenning, to uznaje się ich faktyczną niższość względem starych przodków Varangów (Asmunda, Þorunna i Astrid).

Wieki otoczenia przez ludy, które wierzyły w faktyczną boskość celów ich modłów, zaowocowało przyjęcie tego przez samych Varangów ‘wschodnich’. Tak jak ich pobratymcy z zachodu, z kolebki ich ludu, wierzą oni w to, że bogowie byli kiedyś ludźmi. Jednak czyny tychże przodków i wiara w nich oraz cześć im oddawana przez ludzi (a także pewne wydarzenia opiewane w sagach) wyniosły ich do nieśmiertelności i boskiej mocy. Długo trwało zanim w wierzeniach przodkowie całkowicie ewoluowali w bogów, ale stało się to faktem. Tacy bogowie znani są jako "Asìr" (dochodzący do boskości)

Jednakże żywe pozostało traktowanie bogów wedle ich ludzkich cech obecnych za życia. Ci bogowie przypominają ludzi, których losy opisane są w legendach i sagach. Bawią się, ucztują, zwyciężają, polują i… płodzą potomków. Tak tedy w wierzeniach powstał drugi typ bóstw: "Þìr" (zrodzeni w boskości). To boskie potomstwo uznaje się za niższe w mocy względem Asìrów.
Powód powstania Þìrów w mitologii Varangskiej nie jest do końca jasny, ale zapewne wynika z kontaktów z Andronizmem, oraz innymi religiami posiadającymi wiele bóstw opiekuńczych odpowiadających za jakieś aspekty cywilizacyjne (handel, prawo, etc.), których sami Varangowie nie mieli.

Problemem ‘zamiecionym pod dywan’ było z kim Asìrowie mogli płodzić Þìrów… Sagi starały się omijać ten temat traktując problematykę różnie: a to ze śmiertelniczkami, a to z niebem, ziemią, czy księżycem, a to z duchami przodków (którzy zasłużyli się ludowi, ale nie na tyle, żeby uznać ich za Asìrów). Wszystko zmieniło się, gdy doszło do mieszania się Varangów z Dìnndilæńczykami. Wiara tubylców opierała się na personifikacji mocy natury w bóstwa, którym oddawano cześć. Już dwa stulecia przed najazdem wypierającym wpływy Annariettczyków, kontakty Varangów z Dìnndilæńczykami zaowocowały zrębami przenikania się tych religii.
Wszak Varangowie, którzy przybyli z zachodu szanowali wiary obcych ludów, toteż główne bóstwa Dìnndilæńczyków z uznanym statusem ‘mocy i ponadludzkości’ stały się łakomym kąskiem dla tych, którzy chcieli jak najbardziej określić żony i małżonków Asìrów (a więc ojców/matki Þìrów), oraz by rozbudować panteon o personifikację sił przyrody.
Z drugiej strony takie na poły spontaniczne włączenie bóstw dìnndilæńskich (zwanych "Gódkonæn") do panteonu Varangów, stało się atrakcyjne dla tubylców. Tym bardziej, że ich wiara cierpiała na brak bóstw sprawujących patronat nad atrybutami cywilizacyjnymi (rzemiosło, handel, etc), a te przymioty posiadali własnie Asirowie i Þìrowie.

Aktualnie w panteonie są następujące dynastie bogów:
[indent]1. Ród Astridr (ludzki ród Astridseenów wymarł) - wywodzący się od ludzkiego rodu, który wykazywał iż wielka Astrid jeszcze jako śmiertelniczka należała do ich linii. Zapewne był to fejk mający dać legitymizm przewodnictwa Astridseenom nad falą Varangów ruszających ze wschodu na północne morze i kolonizujących tereny dzisiejszej unii valberskiej (jak to wcześniej Astrid poprowadziła Varangów z gór).
Głównym bóstwem tej boskiej dynastii jest Asleif, czyli Leif Astridseen, pierwszy jarl Varangów na wschodzie i założyciel Valbergu. Ta dynastia cieszy się największym szacunkiem wśród wyższych warstw społecznych, Hautættin, gdyż Asleif patronuje władzy zwierzchniej.

2. Ród Aslindr (ludzki ród Lindreholmów wymarł) - wywodzący się od Grima Thorlofsona Lindre, wiernego towarzysza i poplecznika Leifa Astridseena, który wedle legend obdarował inicjatora migracji na wschód okrętami, które zdolne były wytrzymać tę podróż. Wedle sag choć większość życia spędził na morzu (głównie w wyprawach handlowych) okręt kierowany przez niego ani razu nie natknął się na sztorm.

3. Ród Asvæanir (ludzki ród Vænìrów sprawuje władzę królewską) - wywodzący się od sióstr-założycielek Lykkenheim (Asìnna i Asgerda), sprawiających władzę w imieniu ojca przez 40 lat gdy ich rodziciel cierpiał w niewoli cesarza Ta’in w którą popadł wraz z większością wojów podczas nieudanej wielkiej wyprawy na wschód. Okres tych rządów był najpomyślniejszym okresem w historii wschodnich Varangów przed najazdem na ziemie Dìnndilæńczyków. Ten boski ród cieszy się największym poważaniem wśród zwykłych æìrdińczyków, gdyż dwóch najpotężniejszych bogów Dìnndilaeńskich w świadomości ludzi uznano jako małżonków tych sióstr.

4. Ród Asfójlkær (ludzki ród Fójlkærów lideruje unii valberskiej) - wywodzący się od jarla Vindura Czerwonego, niepokonanego w boju zarówno w pojedynku, jak i jako dowódca oraz przewodzącego w swym życiu 46 udanym wyprawom wojennym i łupieżczym. Wedle sag otacza się najwybitniejszymi ze zmarłych wojowników dając im nieśmiertelność w zaświatach o wiele częściej niźli inni bogowie.[/indent]

Odpowiedz
#3

ANTAGONIŚCI BOSKICH PRZODKÓW

[indent]W wierzeniach Æirdinnczyków nie występuje żaden ponadnaturalny, boski byt będący przeciwnikiem Asirów, Þìrów i Gódkonæn. Przodkowie, oraz ich małżonkowie i potomkowie, nie tworzą panteonu zgodnego i zjednoczonego razem. Wręcz przeciwnie, wśród boskich rodów jest wiele niesnasek i nie brak wśród nich złośliwości, a czasem wręcz wrogości. Bogowie są jednocześnie podobni ludziom i posiadają swoje wady, tak jak ludzie ścierają się z przeciwnością losu i zwykłych, spotykających ich zdarzeń. W tej sytuacji ponadnaturalny byt będący ich przeciwnikiem dla swoistej równowagi po prostu nie miał racji bytu i nie przyjął się w religii Æirdinnczyków.

Wszelkie niepowodzenia, tragedie itp. przypisywane są własnym słabościom lub po prostu losowi, dlatego i w tym aspekcie nie było miejsca na powstanie w świadomości Æirdinnczyków bytu odpowiedzialnego za zło. W religii tej zresztą nie ma specjalnie mocno zaakcentowanego dobra i zła, bo charakteryzuje się ona sporą dozą relatywizmu.
Aczkolwiek z bardzo rzadka można natknąć się na herezję personifikacji tego złego losu w byt nazywany "Lókkey". Ci,  którzy w swej słabości nieszczęścia przypisują losowi spersonifikowanemu w byt, rozumieją Lókkeya jako pana ognia.
Ma to dwojakie korzenie: po pierwsze w wierzeniach Dinndileańczyków  istniał bóg Lughe, który władał ogniem, z drugiej strony żywioł ten jest najbardziej nieprzewidywalny i czy to w miastach czy na wsi, nagłe, niszczycielskie pożary najbardziej kojarzyły się ze złym losem.
Z rzadka Lókkey czczony jest 'na wszelki wypadek', aby uchronić się od złego losu.  Jest to tępione.

Istnieje natomiast bardziej namacalne zagrożenie.
W kulturze Varangów istniała pamięć o olbrzymach zwanych “Jotun”, którzy przepędzili ich z gór północnego zachodu, zaś w kulturze Dìnndilaeńczyków istniał lud podobnych olbrzymów, “Firbolg” mających kiedyś wyjść z morza szerząc zagładę. Te dwa wyobrażenia splotły się w jedno. Olbrzymy nie są przeciwnikiem bogów (raczej rozrywką w aspekcie zwierzyny łownej), ale zagrożeniem dla samych ludzi, które może przyjść i wygubić ludzkość.[/indent]

Odpowiedz
#4
Information 

STWORZENIE I KONIEC ŚWIATA

[indent]Motyw pochodzenia życia i świata jest problematyczny nie tylko dla Æirdinnczyków i wschodnich Varangów, którzy nie zasymilowali się z Dinndileańczykami. Wszak nawet lud z którego się wywodzą - Varangowie żyjący na wschodzie, nie podchodzą do tego w sposób mogący tłumaczyć jak powstał świat i ludzie. W sytuacji gdy nawet Adroniści nie sięgają w tym aspekcie do nazwania i opisania praprzyczyny oraz procesu kreacji, ciężko byłoby wymagać tego od ludu, który religie swą opiera na przodkach, a więc ludziach, którzy już istnieli (jak Asmund) zanim narodził się ich kult i osiągnęli boskość.

Dla Æirdinnczyków szukanie odpowiedzi na to skąd wziął się świat nie ma sensu - on wszak trwa i istnieje od zawsze, z tego podejścia wynika również brak jakiegokolwiek odniesienia do ewentualnego końca świata. W koncepcji religii æirdinnskiej wszyscy żyją w "Meeþeíumtíma" (środek czasu) i jeżeli nawet faktycznie istniał jakiś początek i jeżeli naprawdę będzie jakiś koniec świata, to ten drugi jest tyleż odległy co pierwszy.
Zatem żyjącym, a także ich dalekim potomkom koniec świata nie grozi.

Z drugiej strony Æirdinnczycy wierzą, że istniał początek ludzkości i musiał on nastąpić już po tym gdy istniał świat. Przy takim założeniu, w świadomości Æirdinnczyków jest możliwy koniec ludzkości, po którym świat będzie istniał dalej, a jeżeli ma nastać jakiś koniec świata, to już po tym gdy wyginie ludzkość... To kolejny powód, dla którego religia ta nie przywiązuje wagi do początku i końca.

"Verdtíma" (Czas świata) w koncepcji religii wygląda mniej więcej następująco:
[indent][indent]1. Gammaltíma: Świat przed pojawieniem się ludzi, kwestia jego początku nieistotna
2. Fæþmannbur: pojawienie się ludzi (w tym narodziny ludu Varangów pochodzących od Asmunda)
3. Meeþeíumtíma: era ludzi
4. Daudmannbur: wyginięcie ludzi
5. Rokktíma: Świat po wyginięciu ludzi, kwestia jego końca nieistotna[/indent][/indent]

W przypadku gdy Fæþmannbur, czyli początek ludzkości i wykształcenie się zrębów cywilizacji wiązane jest z olbrzymami (takowym był w wierzeniach Varangów Asmund), nietrudno zgadnąć, że powiązywany jest z nimi również Daudmannbur.
Z północnego zachodu, z gór mają zejść Jotun, olbrzymy ziemi, znane ze starych sag varangskich.
Z północnego wschodu z morza wyłonią się Firbolg, olbrzymy wody, przyjęte z wierzeń Dinndileańczyków.
Przyjmuje się, że i na południu uderzą podobne im istoty z gorących piasków pustyń i morskich wichrów południowego wschodu.
Wiara Æirdinnczyków nie jest jednak jednolicie fatalistyczna w tym aspekcie. Owszem, koniec ludzkości wiąże się z najazdem gigantów, ale ci optymistycznie patrzący w przyszłość uważają, że może uda się ich odeprzeć raz i drugi nim w końcu zatriumfują.[/indent]

Odpowiedz
#5

ZAŚWIATY

[indent]Według wierzeń Æirdinnczyków po śmierci jaźń człowieka zapomnianego przez żywych rozwiewa się jak pył na wietrze, a ci o których pamięć trwa w kolejnych pokoleniach pozostają w miejscu zwanym "úmbra" (dosł. - "w cieniu"). Nie jest to jakaś kraina zmarłych, lecz raczej duchowa płaszczyzna przenikająca normalny świat i będąca jego odbiciem, zmarli zapamiętani przez żywych są zatem tuż obok, w duchowym wymiarze tego świata, czasem mając bardzo dyskretny wpływ na wymiar realny w którym istnieli za życia.
Im więcej żywych wspomina zmarłego, tym większe doznania i moc ma on po śmierci. Zmarli których wspomina się dobrze, mogą liczyć na status ‘pączka w maśle’ póki pamięć o nim nie zaginie. Zmarli, których wspomina się źle, tułają  się w mroku i chłodzie przypominając raczej udręczone upiory wolące rozmyć się w niepamięci niż toczyć tę straszną pośmiertną egzystencję.

Jest to ważne w aspekcie sprawowania władzy. Rządzący nie może sobie pozwolić na tyranię i gnębienie poddanych, by nie zostać przez nich przez pokolenia wspominany źle. Ten kij ma jednak dwa końce bo ci, którzy występują przeciw władzy, muszą liczyć się z tym, że w razie niepowodzenia, to ta władza po jego śmierci może budować obraz buntownika wśród ludu i wykreować wśród ludzi pamięć o nim skazującą na pośmiertne potępienie.
Owocuje to dwoma ważnymi kwestiami:
[indent]1. dużym przywiązaniem władców (nie tylko króla, ale i niższych hautættin) do głosu i oczekiwań poddanych, ale również o wiele większą wiernością poddanych względem władzy.
2. sporym etosem pracy i spełniania się w obranym zajęciu. Czy to jako wojownik, czy jako rzemieślnik, czy też kupiec, po śmierci można liczyć na tyle ile (i jak) ludzie wspominać będą jego czyny za życia.[/indent]

Osoby wybitne z wszech miar oczywiście liczyć mogą na to, że po śmierci wspominanie ich będzie tak mocne i żywe, przez większość ludu, że otworzy się furtka do zostania “Asirem” i dołączenia do boskiego panteonu. Można być pewnym, że gdy jakiś Æìrdińczyk dokona czynu, który wyniesie go do uwielbienia przez lud, to z prawie fanatycznym zacięciem będzie parł by mocniej budować swoją legendę. Takie persony są zazwyczaj błogosławieństwem i przekleństwem władców, bo może ich czyny będą na korzyść dla Æìr Dinn, ale na dłuższą metę ich działania mogą być problematyczne.
Z drugiej strony zdarzają się ludzie, którzy już za życia mogą być pewni zapamiętania swego imienia bardzo źle wśród ludu i nie widzą szans na odwrócenie tego by oczyścić swą legendę, albo aby skazać się choćby na zapomnienie i po śmierci rozmyć w nicość miast cierpieć katusze. Wedle wierzeń Æirdinnczyków zmarli wspominani źle, ale ze strachem, cierpienia pośmiertne w umbrze spędzają jako "draugr" (dosł. "upiór"), a strach we wspomnieniach ludzi daje mu namiastkę spełnienia w umbralnym potępieniu.

Jest jedna furtka dzięki której Æìrdińczycy mogą mieć nadzieje na istnienie po śmierci pomimo braku pamięci ludzi. Jest to wykazanie się w oczach bogów-przodków. Æìrdińczycy wierzą, że nawet gdy nie przetrwają w pamięci potomnych, któryś z bogów może mieć inne zdanie i uzna za wartego wzięcia go na swój dwór w głębokiej umbrze. Najczęściej wiązane jest to z bogiem Asvindurem i wzięło się to nie bez przyczyny.
Jeżeli cały hufiec zostanie wyrżnięty do nogi w bitwie, to któż wspomni wręcz epickie i nadludzkie wyczyny zabitych w tej bitwie wojów? Naturalnie jedynie Asvindur. Niejednokrotnie ludzie, którzy nie osiągnęli tyle by być dobrze i mocno zapamiętanymi, porzucają swój fach, aby niejako rzutem na taśmę poszukać szans jako wojownik, licząc na uznanie Asvindura. Nazywa się ich berserkir. Powiedzieć, że tacy ludzie są straszni w boju, to przesada. Najczęściej ich przygotowanie wojenne jest po prostu słabe, ale pasja, fanatyzm i uniesienie w walce bliskie szałowi, nadrabia na tyle, że na polu bitwy stają się jednostką nieobliczalną.
Czasem bywa, że groźba nie zapamiętania (lub zapamiętania źle wśród ludzi) dotyka żołnierzy. I oni wtedy obierają drogę próby przypodobania się Asvindurowi. Niewielkie grupy takich berserkir, to już prawdziwy bicz boży dla wroga na polu bitwy. Casus tego ‘boskiego wyboru’ w miejsce pamięci ludzi przeszedł również na inne aspekty życia, nie tylko wojskowość. Jednak kupiec, rzemieślnik, czy rolnik. ryzykuje o wiele bardziej celując w uznanie innych bogów, bo oni o wiele rzadziej wybierają na swój dwór zmarłych śmiertelników niż Asvindur.
[/indent]

Odpowiedz
#6

KAPŁANI I ŚWIĄTYNIE

[indent]W społeczeństwie Æìrdińczyków nie wykształciła się jednolita warstwa kapłańska, ale można zaobserwować kilka funkcji w społeczeństwie, które z powodzeniem ją zastępują lub spełniają funkcje w innych społeczeństwach zarezerwowane dla kapłanów. Te posługi wiążą się niejako z czterema aspektami: przewodnictwa w obrzędach, porad duchowych, przekazywania fundamentów wiary, oraz sprawiania opieki nad miejscami kultu.

Pierwszą z tych funkcji społecznych jest "godi", czyli przewodnik religijny społeczności. Najczęściej jest to zwierzchnik danej społeczności, ale nierzadko wiąże się to nie z realną władzą, a z autorytetem. Istnieje wielu godich na różnych szczeblach komórek społecznych, odpowiadających za celebrację obrzędów w ich obrębie. W zakresie rodziny i domostwa godi (najczęściej głowa domu) odprawiać będzie obrzędy na poziomie husu, czyli choćby składanie ofiar w domostwie, czy też modły o wstawiennictwo Asirów i Þìrów dla członka rodziny. W przypadku obrzędów odprawianych na poziomie klanowym, będzie je czynił godi klanu (najczęściej głowa klanu). Śluby, pogrzeby i wprowadzanie niemowląt w społeczność, to już zwykle obowiązek godiego wsi lub nawet wyższego - godiego całego miasta czy prowincyjnego fylke, a są nimi wtedy na przykład burmistrz lub jarl. Niekiedy (najczęściej na thingach) w różnorakich obrzędach i celebracjach świąt bierze udział ludność całej prowincji przez co funkcje godiego pełni udzielny książę lub królewski namiestnik zarządzający tymi ziemiami. W ogólnopaństwowych uroczystościach godim zazwyczaj jest sam król. Idąc tym tropem na okręcie godim będzie jego kapitan lub sternik, a w armii głównodowodzący.
Oczywiście, jeżeli osoba dzierżąca nominalną lub praktyczną władzę nad społecznością biorącą udział w obrzędach nie cieszy się dostatecznym szacunkiem, lub znajdzie się osoba wybitna pod względem cieszenia się autorytetem, a zgromadzeni są zgodni, to wskazują innego godiego mającego pełnić ceremonie. Nie zawsze wiąże się to z dyshonorem dla osoby dzierżącej władzę, która nominalnie powinna odprawiać obrzędy, ale czasem jest to odbierane jako potwarz. Nierzadko ci, którym teoretycznie należałaby się funkcja godiego, ale są świadomi obecności kogoś o niesłychanym autorytecie, zrzekają się religijnej posługi na jego ręce. Jest to postrzegane jako wielki honor dla obydwu i oszczędza czasem mniej lubianemu możnemu wskazania innego godiego przez społeczność.

Drugim typem osób związanych z posługami przynajmniej w części związanymi z religią są "druidhr" i "Völva". Ci pierwszy to najczęściej osoby obdarzone dużą mądrością i wedle wierzeń ludzi obdarzeni ograniczoną możliwością zaglądania w umbrę, a co za tym idzie sięgania po porady przodków. Najczęściej takie osoby, w celu budowania wokół siebie aury powagi i tajemniczości, wybierały życie na skraju społeczności, lub z dala od niej wiodąc życie półpustelnicze. Taki tryb życia bardzo przypominał dinndileańskich druidów, stąd z czasem przylgnęła do nich ta nazwa. Druidh bardzo często przyjmują funkcje mówcy praw na thingach, a bywa, że i godiego, gdy zwierzchnik społeczności nie cieszy się sympatią i autorytetem u zgromadzenia.
O ile druidh polegają na swej mądrości i (jak się wierzy) umiejętności zerkania w umbrę, to w świadomości Æìrdińczyków volvy pod względem mistycznym zostawiają ich daleko z tyłu. Powszechnie uważa się, że wieszczki te wpadając w trans potrafią nie tyle zaglądać do umbry, ale wręcz do niej wstąpić, a zatem ich przekazy porad od zmarłych są pełniejsze. Podobno najlepsze z volv potrafią swym jestestwem sięgnąć do głębokiej umbry, a oznacza to możliwość obcowania z Asirami i Þìrami. Podobnie jak w przypadku druidh, volvy nierzadko pełnią powinność godich w obrzędach.

Trzeci pełniących niejako posługi religijne, odpowiadają za pamięć o tych, którzy wśród Æìrdińczyków najgodniejszymi się stali przez swe czyny by ich zapamiętać. Oczywiście najbardziej chodzi tu o samych boskich przodków i ich potomstwo, ale również o słynnych ludzi, którzy nie osiągnęli może boskości, ale warci są by przekazywać o nich pamięć, aby trwali w umbrze opływając w dostatki (dzięki czemu mogą kontaktować się z nimi volvy i druidh). Dbających o to zwie się "skaldami" i przekazują oni społeczeństwu sagi i pieśni o zamierzchłych czynach. Od zwykłych pieśniarzy dostarczających ludziom rozrywki (zwanych z dinndileanska: "bard"), odróżnia ich większe skoncentrowanie na własnie sagach, czyli poematach o życiu i czynach przodków.
Skaldowie nader często wiodą żywot tułaczy, toteż rzadko wiążą się na stałe z jakąś społecznością, za wyjątkiem skaldów nadwornych króla, książąt, czy niektórych jarlów mogących pozwolić sobie na ich utrzymanie przy sobie. Dlatego o ile ich mądrość i wiedza zapewnia im z rzadka godność mówców praw na thingach, to prawie nie zdarza się by skald prowadził obrzędy jako godi.

Czwartym i ostatnim typem ludzi poświęconych szerokopojętej æirdinnskiej religii są "Vernr" (opiekunowie), którzy opiekują się miejscami kultu boskich przodków. Świątyń w Æir Dinn nie jest wiele, bo nie ma również przymusu czczenia przodków i bogów, lub zanoszenia do nich próśb, w konkretnych miejscach. Domowe kapliczki wystawiane zmarłym członkom rodu, a nawet stawiane czasem po wsiach i miastach kapliczki Þìrów, są raczej pokazowym elementem czci lub oddania danego miejsca pod ich opiekę. Nie potrzebują one przy tym nikogo do opieki.
Większe świątynie napotkać można jednak w miastach i przy siedzibach najmożniejszych rodów, mają one głównie znaczenie prestiżowe i choć czci się w nich cały panteon jako i przodków, to zazwyczaj poświęcone są patronatowi jednego z Asirów, (lub rzadziej Þìrów), oraz uwypukla się w nich pamięć wybranych zmarłych. Takie miejsca oddawane są już pod opiekę vernom. Niekiedy świątynie stawiane są też w miejscach uznanych za święte poprzez uznanie specyficznej więzi danego miejsca z jednym z bogów, lub dokonania w nim przez kogoś niebywale chwalebnego i ważnego dla społeczeństwa czynu. Wierzy się, że kurtyna oddzielająca umbrę jest tam o wiele cieńsza, a zatem i modły mają większą szansę dotrzeć do uszu boskich przodków. Miejscem takim jest na przykład świątynia przy nabrzeżu portowym Valborga, gdzie Leif Astridseen, czyli bóg Asleif, przybił swym drakkarem kończąc morską wyprawę i rozpoczynając zasiedlenie tych ziem przez Varangów.
Równiez małe kapliczki pozbawione opieki vernów i poświęcone rodowym przodkom, stawiane są często w miejscach, w których tenże przodek dokonał jakiegoś ważkiego czynu.[/indent]

Odpowiedz
#7

SAGI [FRAGMENTY]

[indent]
O Asleifie i Airgid
Cytat:(...) i gdy Leif Astridseen zszedł na ląd spojrzał na góry okalające fjord, które choć niegościnne się zdawały, oraz dla rolników mizerne były, to spodobały mu się bardziej niż inne.
Tak wtedy powiedział:
- Biorę tę ziemię w posiadanie, bom od wejrzenia ją ukochał. Lepiej mi łono tej, co tak dziką i nieprzystępną się zdaje, pługiem orać i do plonów przysposabiać, niż żyźniejszą może, ale jakże mniej urokliwą. Dom na wschodzie przypomina tak bardzo, że na niej mi domowe ognisko budować, a gdy szczeznę, w jej ramionach się pogrążyć (...)

(...) Gdy prochy Leifa złożono w ziemi, cały lud wysławiał go tak bardzo, że duch jego mocą pamięci i uwielbienia się wypełnił. Dużo wody w rzekach miało upłynąć, by ta moc nie słabnąc przetrwała próbę czasu sławiących go pokoleń i wyniosła do tego co na zachodzie Asmund i Astrid osiągnęli. Nawet gdyby wspomnienia o nim osłabły to Leif nie zajmował się tym, teraz już nic uczynić nie mógł, a jedynie cieszyć się tym jak umbra jawiła się jego duchowi: ciepłem, jasnością i pięknem nieopisanym.
I wnet ujrzał kobietę wielkiej urody idąca ku niemu w brunatnej szacie. Oblicze jej o rysach ostrych, nadąsanym się zdawało, aczkolwiek w brązowych oczach widać było kpiące iskry.
Tak mu rzekła:
- Oto ten, kto ogłosił, że mnie w posiadanie bierze i łono mi orać będzie bym mu rodziła. Zuchwalec, którego jako śmiertelnika karać było mi zbytnim zniżaniem się, teraz jest w mej pomsty zasięgu.
Leif nie cofnął się, jedynie głowę pochylił i tak odpowiedział tej, w której Airgid, dinndileańską boginię ziemi rozpoznał:
- Wywrzyj tedy pomstę, ale i przyjmij podziękowania. Mogłaś gniewem się unosząc plonów nie dać, a jednak ludzie moi z głodu nie cierpieli.
Ona mu tak na to rzekła:
- Mogłam, alem tego nie zrobiła boś ukochał mnie pod postacią nieprzyjazną i surową, nie jako urodziwą dla oka i lemiesza, nęcącą miękkością.
Leif tak wnet powiedział:
- Gdy dumnej dzikiej i nieprzystępnej urok odkryć i ukochać, to pod każdą postacią pragnąć jej się będzie i się nią cieszyć przyjdzie. Czy ziemia to czy niewiasta.
Airgid pokręciła głową lekko i odwracając się odrzekła:
- Pomsty nie wywrę za bezczelność, cieniu człowieka, ale teraz jeno. Trwaj tedy tu, póki pamięć o tobie żywa, a i mnie nie szukaj, unikaj raczej, co bym zdania zmienić nie chciała.
On zaś rzekł za odchodzącą.
- Nie jako cień człowieka cię znajdę a Asir i po wtóry raz zaślubię (...)

(...) Gdy Leif syn Tormuda z rodu Astrid po wielu latach jeszcze większym szacunkiem wśród śmiertelników się cieszył i pamięć o nim nie zbladła, mocą swą do głębokiej umbry się udał, gdzie najmocniejsze duchy mieszkały. Szedł tam jako Asleif, sławiony w sagach równy Asmundowi i Astrid. Tam, głęboko w cieniach odnalazł Airgid, a ona mu się nie broniła.
I plony wtóry raz mu wydała, dwóch synów, Þìra i Þóra, z których pierwszy w ojca się wrodził z prawości słynąc, a drugi boskiej matki, ziemi, siłę odziedziczył (...)

O Asgrimie i Mhuir
Cytat:(...) gdy Grim Lindre, syn Thorlorfa długi już czas w umbrze spędzał, z roku na rok czuł, że nie traci na swym znaczeniu jak to wśród cieszących się coraz mniejszą pamięcią zmarłych bywa, a wręcz przeciwnie. Żeglarze i kupcy sławili jego imię z pokolenia na pokolenie i zwracali się ku niemu z prośbami o pomoc w rejsach i w majątku pomnażaniu. Tak Leif został Asleifem i pierwsze co uczynił gdy wstępującą weń boską moc poczuł, było ruszenie na poszukiwania swego dawnego jarla i druha, z którym z zachodu na nowe ziemie pożeglował (...)

(...) Nie kryli obaj wzruszenia trzymając się w objęciach i plwali na to, że nie przystoją mężom łzy w oczach. Dwóch co tak związało się za życia, do boskości pamięcią ludzi wyniesionych zostało.
Asleif z szerokim uśmiechem spojrzał raz jeszcze na swego druha i powiódł go ku suto zastawionemu stołowi, stojącemu pośrodku wielkiej halli jego pałacu - Rosekild. Siedziały tam dwie niewiasty tak różne od siebie, a jednocześnie ulotnym podobieństwem się mieniące. Jedna piękna, wysmukła i gibka o włosach niebieskozielonych i błękitnych oczach, druga nie mniej urodziwa choć krępa i o rysach ostrych i twardych, ciemnych włosach i wnikliwych oczach koloru brązu.
Wtedy rzekł Asleif wskazując ciemnowłosą.
- To żona ma, Airgid, pani ziemi. Ta zaś to...
Nim dokończył Airgid przerwała i mrużąc swe oczy do gościa się zwróciła:
- Tyś Grim Żeglarz, co morzu życie poświęcił?
Asgrim odpowiedział:
- Nim byłem za życia i w pamięci ludzi, aż Asgrimem mnie obwołali.
Bogini ziemi znów zapytała:
- Wielbiłeś piękno morza nie raz, aleś bez prawdy był w sercu w te słowy. Bo przecież gdy niespokojne to strach i niechęć wzbudza.
Tak jej odrzekł druh Asleifa:
- Piękny to widok baczyć na jego furię tak czystą i szczerą. Nie niechęci mi czuć wtedy, a podziw i śmiejąc się przekrzykiwać huk sztormu z jego chwałą na ustach. Alem po prawdzie prawdziwego szału oceanu za życia nie doświadczył.
Airgid tak powiedziała na to:
- Wtedy inaczej byś mówił o krok od śmierci. Przeklinałbyś morze, które zgubą w oczy ci świeci.
Asgrim głowa pokręcił i odezwał się w te słowa:
- Przeklinałbym, że więcej go nie ujrzę, ale gdyby zabrać mnie chciało to z ochotą bym mu się oddał. Zawszem do niego należał.
Pani ziemi głowę przekrzywiła i tak mu rzekła:
- Ale nie powiesz mi, że zbrzydło ci nie raz, gdy w bezwietrzną pogodę niczym tafla lodu było, nawet lekką bruzdą nie marszcząc powierzchni, nudą wionąc i beznadzieją.
Żeglarz odpowiedział jej:
- Cieszyć mi się wtedy jego spokojem i pięknem poznawanym w ciszy. Patrzeć jak śpi zmęczone harcami i nie budzić, wiosłem jeno pieszczotliwe taflę wody tknąć jak skórę kochanki, czekając aż sił nabierze by falą mnie ponieść ze sobą.
Airgid wyciągnęła ku niemu palec i zmrużyła oczy. Te słowa wypowiedziała:
- A jednak nie rzekniesz mi, że nie znajdziesz piękniejszych z widoków. Równin ukwieconych, gór dumnych, po stokroć bardziej ponętnych. Nie rzekniesz mi tego, bo wiesz kim jestem.
Asgrim zadumał się na czas długi, aż w końcu jej odrzekł:
- Rzeknę ci to pani ziemi, bo choć ponętna jesteś i słów czasem brak by twe piękno wysławiać, to widząc je i bez tchu podziwiając, uschnąłbym i szczezł z tęsknoty do widoku, który więcej wielbię, milszy mi i w rytm fal duszą mą targa.
Nic mu na to Airgid nie odpowiedziała i ku mężowi odeszła, któren wymianie zdań przysłuchiwał się z dyskretnym uśmiechem.
Wtedy druga niewiasta powstała powoli z oczyma błękitnymi roziskrzonymi lekko. Była to Muihr, siostra Airgid, pani wód i mórz, suzerenka fal i oceanicznej toni (...)

(...) Tak zgodne małżeństwo tworzyli, że próżno gdzie indziej takiego szukać. Asgrim jak za życia sztormu morza nie zaznał tak i później nigdy skierowanego ku sobie gniewu Muihr nie zobaczył. Zrodziła mu dwójkę dzieci: Þaina, któren ojca nawet przerósł w dóbr pomnażaniu i język miał ze złota, oraz Þaliæin, morską dziewicę, która po matce falami władała i ukochała ludzi podążających morskimi szlakami (...)

O Asgrimie i Oidhche
Cytat:(...) Asgrim jako za życia podróżować lubił w najdalsze zakątki świata. Razu pewnego na drodze swej spotkał kobietę, której nagość skrywały jedynie sploty długich do ziemi czarnych włosów spowijających ją niczym całun. Oczy miała jak dwa węgle, a skórę tak bladą jakby nigdy ni jeden promień słońca jej nie sięgnął.
Głos jej był cichy niczym szept, a postawę dumną nosił do przesady. Zimną zdawała się być i opryskliwą. Gdy zabawić rozmową ją chciał to jakby z wymuszoną łaską mu na to pozwoliła.
Asgrim o podróżach swych opowiadał i o miejscach, które odwiedził, lecz ona zbywała go w tym twierdząc, że wszystko to widziała. Ku dniu się miało gdy zirytowany zdecydował się dać jej nauczkę. Zbierała się do odejścia tuż przed świtem od jego obozowego ognia, na pożegnanie szydząc z niego, że wiele podróży przed nim, a i tak nieśmiertelności mu nie starczy by ujrzeć te wszystkie miejsca, w których ona była. Wtedy Asgrim tak rzekł:
- Jest miejsce, w którym z pewnością nie byłaś, a jam je widział.
Ona odrzekła z przekąsem:
A jakież to?
Asgrim głową pokręcił i powiedział:
- Nie opisać mi je, prędzej pokazać, ale niebezpiecznym dla niewiasty takiej jak ty jest, tedy uczynić tego nie mogę.
Czarnowłosa wtedy rzekła:
- Nie ma na świecie miejsca takiego, którego nie byłabym wszechwładną panią. Zabierz mnie tam, albo zaznasz mego gniewu.
Asgrim posłusznie łódź swoją przysposobił, a ona ułożyła się na dnie ospała i okryła kocem, by słońce jej nie sięgło (...)

(...) Słońce nisko nad ziemią stało gdy Asgrim zerwał w końcu koc z niewiasty wybudzając ją lekko. Ona jeno oczy mrużyła powolna będąc, jakby źle znosiła ożywcze ciepło ognistej kuli na niebie. Otępiała się zdawała i marudna niczym człek wyrwany ze snu w środku nocy.
Asgrim tak wtedy rzekł wskazując dłonią na lodowe pole.
- To tutaj.
Czarnowłosa potoczyła wkoło wzrokiem, a wszędzie widziała lód. Nie był to zbity śnieg pokrywający ziemię, a zamarznięty ocean tak daleko na północy, że ziąb mroził nawet żywe wody morza.
Prychnęła i tak się zwróciła:
- Byłam i tu, również tego miejsca jestem panią. Zabierz mnie teraz stąd, albo gniew mój poznasz.
Asgrim głową pokręcił i powiedział:
- Dumnaś i butna, nauczki potrzebujesz. Choćbyś i błagała nie zabiorę cię stąd.
Na jej zaspanej twarzy pojawił się dziki gniew. Ze złością syknęła:
- Słabam, ale poczekaj jeno słońce zajdzie, a wtedy choćbyś i bogiem był, w mojej mocy się znajdziesz. Biada ci.
On roześmiał się w głos i tak rzekł:
- Wiele sobie poczekasz. Wiem kim jesteś. Tyś Oidhche pani nocy, a tutaj ledwie dzień wstał i trwać będzie pół roku nim słońce zajdzie.

Przerażenie wykwitło na bladej twarzy bogini i ton zmieniła. Nie groziła już, ale błagała i wiła się prośbach i obietnicach by zabrał ją tam, gdzie panuje mrok. Asgrim wciąż kręcił głową, aż żal mu się jej zrobiło, ale nauczkę dać jej przecież chciał i był w tym zawzięty. Podjął w końcu decyzję jaki uszczerbek zostawić na dumie pani nocy za to jak się z nim obchodziła:
- Zabiorę cię stąd, jeżeli oddasz mi się, a za to w przyszłości na mnie i na nikim innym pomsty nie poszukasz.
Oidhche w furię wpadła, choć w stanie jej ospałości śmieszną niż groźną bardziej się zdawała. Złorzeczyła mu i groziła na powrót, ale w końcu uległa.
Asgrim bardzo długo sycił się jej ciałem, aż uznał że dosyć gdy słońce prawie w zenicie było, połowę swej dziennej drogi osiągając. Czarnowłosą w łodzi swej złożył, kocem okrył i pożeglował z powrotem (...)

(...) biesiadowali wspólnie Asleif, Asgrim i ich małżonki: Airgid i Muihr, a także dzieci z tych związków, gdy z mroku pod powałą utkała się sylwetka niewiasty otulonej czarnymi włosami. Na rękach miała tobołek niewielki, który zoczyli, gdy opadła na podłogę i ku Asgrimowi go wyciągnęła.
Tak rzekła:
- Oto owoc twego złoczyństwa, gdyś mnie podstępem posiadł. Obiecałam, że pomsty szukać nie będę i tak się stanie. To jednak Canada, córka nasza i niechaj ona pomstę wywrze. Sprytnyś i zawsze łatwo było ci wielkie majątki osiągać, wiedz tedy, że ona zawsze przeć będzie by ci odebrać to co twoje. Ja zaś zawsze w potrzebie otulę ją, przed wzrokiem skryję i opiekę dam by mogła to czynić. W mój czas drżyj przed nią. Oto moja odpłata.
Oidhche złożyła otulone w koc dziecię na stole i rozmyła się w mroku.
Asgrim w pierwszym odruchu chciał zabić to dziecko, ale Asleif zabronił mu, czyn ten uznając niegodnym. Muihr poparła go. Choć za zdradę większej urazy na mężu nie czuła, bo nie z miłości panią nocy posiadł, a dla krotochwili, to chciała by i on nauczkę miał, a dziecię to przypominało mu o zdarzeniu.
Asgrim zabronił tedy wymawiać imienia "Canada" i nadał córce inne imię: Þingardæira, z nadzieją, że w ten sposób odmieni jej przeznaczenie.
Nic z tego rzecz jasna nie wyszło (...)

O Asgerdzie, Asinie, ich małżonkach i wojnie dinndileańskich bogów
Cytat:(...) tak tedy dwie siostry, których ojciec w niewolę popadł przez lat czterdzieści, w imieniu jego rządy sprawiały i czas to był tak dla ludzi dobry, że Gerda i Ina, córki Eryka Długonogiego, stały się najpierwsze do wychwalania. Pierwsza wierna, dobra i przepełniona ciepłem, druga piękności jakiej świat nie widział omamiała i wokół palców owijała mężów, co władzę chcieli im odebrać, a i znała tajniki magii seidr. Kobiety zaznające ciepłego dotyku dłoni Gerdy i jej uśmiechu rodziły zdrowe silne dzieci, a wyprawy wojów żegnanych dobrym słowem Iny wracały z bogactwami. Siostry rządy sprawiały mądrze i rozważnie po starszej siostrze, ale i z dozą werwy i odrobiny szaleństwa młodszej, co przecież tak Varangowie kochali. Obie córki Eryka wysławiane pod niebiosa po wielu latach stały się Asgerdą i Asiną, bo pokolenia po pokoleniu wspominano je chwalebnie i żywo, a i zwracano się do nich wiele częściej niż innych przodków.
W głębokiej umbrze gdzie najsilniejsze duchy zamieszkiwały jak i bogowie dinndileańscy liczni i przytłaczający swą mocą Asirów, siostry nie mogły opędzić się od adoratorów, aż w końcu wybrały mężów. Dwóch najsilniejszych z bogów tej ziemi, Ædró i Righladaira.
Nie były to jednak małżeństwa szczęśliwe. One przywykły do sprawowania rządów i bycia ponad mężczyznami, a ich małżonkowie najpotężniejsi z innych dinndileańskich bóstw nie chcieli myśleć o przewodnictwie swych żon. Obaj zdecydowali się w końcu ujarzmić swe połowice.
Asina panująca magii przewidziała to i tak rzekła siostrze:
- Zabić musimy naszych małżonków inaczej zniewolą nas i odbiorą pozycję, nie spoczną by to osiągnąć.
Tak jej Asgerda odparła:
- Nie godzi się to, a i myślę, że z Ædró dojdę do zgody, mniej on zapalczywy a i ja nie szukam nad nim wielkich przewag.
Siostra jej ze złością na to fuknęła:
- Mój Righladir nie z takich, a ja się nie ugnę. Nie chcesz pomóc, niech i tak będzie, sama sprawy w ręce swe wezmę.

Tak się składało, że choć bóstwa dinndileańskie siłom natury przewodziły, to ci dwaj najpotężniejsi sióstr małżonkowie nad ludźmi pieczę sprawiali, co ich do większej potęgi wyniosło, gdyż modłów częściej zaznawali. Ædró skłaniał się ku roztaczania nad ludźmi opieki, a Righladir celował w sprawianie władzy podobnie jak Asleif nad Varangami. Na tym Asina uknuła intrygę tak straszną w skutkach (...)

(...) Tak rzekła bogini piękna i miłości gdy w łożu z małżonkiem swym leżała po nocy upojnej. Głos jej cichy po spełnieniu rozespały był jakby do siebie mówiła na granicy snu:
- Choć może zawistna być powinnam, to przecież nie potrafię. Siostrę mą wszak kocham, jej szczęściem się cieszę. Źlem myślała, powinnością żony pod mężem jest być, nie równą się wołać, tedy dobrze, że będzie ona Ædró powolną, gdy za to nazwać się będzie mogła żoną boga co jeden nad ludami równin, wzgórz i lasów stoi.
Righladir aż uniósł się na łożu i zakrzyknął:
- O czymże ty mówisz?!
Ona na to ręką usta zakryła, a w chwilę potem wydukała:
- Nie słuchaj mnie mężu, to nic, przyśniło mi się co jeno...
Righladir nie słuchał tych tłumaczeń i natarczywie domagać się od niej zaczął prawdy, a ona szlochając wiła się jak piskorz. W końcu zdruzgotana wymogła na nim, że powie co wie pod warunkiem jednym, że siostrze jej, Asgerdzie, nijakiej krzywdy nie uczyni. Gdy to przyobiecał Asina wyjawiła, jakoby Ædró przyobiecał swej małżonce, że jeżeli ta jego prymat w związku uzna, to on wyniesie ją najwyżej z Asin, bo równy stanie się Asleifowi. Tak jak ten zwierzchnią władzę nad Varangami ma, Ædró przyobiecał jedynym, najwyższym bogiem Dinndileańczyków zostać.
W Righladira furia wstąpiła i z łoża się zerwał. Złorzecząc Ædró ruszył swych sojuszników zbierać i do krwawej rozprawy się gotować (...)

(...) Asina stała na wzgórzu przyglądając się bitwie w dole, gdzie na równinie Idawall dinndileańskie bóstwa mordowały się zawzięcie. Bój trwał długo, bardzo długo, a bogowie zaścielali ziemie i zalewali ją swoją krwią. Jeno garstka została, gdy Ædró w końcu przebił swą włócznią wyjącego w furii Righladira, ale próżno było szukać na jej pięknej twarzy smutku z utraty męża. Blady uśmiech satysfakcji jawił się na jej licu, choć przyćmiony przerażeniem gdy spoglądała na swe krwawe dzieło, bo nie tego się spodziewała co tu zaszło.
Również ocaleli z rzezi dinndileańscy bogowie na wstrząśnietych wyglądali. Wielu z tych, co z tego pola z życiem uszło, uciekli jak najdalej, wyrzekając się ludzi, o których toczyła się ta walka. Żaden nie chciał pozostać przy Ædró i uznać go za najwyższego z nich, bo choć to Righladir braterski bój rozpętał, to na Ædró rękach krew wciąż mieli widzieć.
Asina czując wyrzuty sumienia, bo złą przecież nie była i nie wiedziała do czego jej plan doprowadzi, wzięła pod swoją opiekę dwójkę najmłodszych z dinndileanskich bóstw: Leanna, pana żądz i pasji, oraz urokliwą Glóirl, uosobienie piękna przyrody. Oboje tak poranieni byli, że i ujść sami nie mogli, azyl w pałacu Asiny odnajdując. Z czasem oboje kochankami jej się stali i pod wpływem Asiny zmienili się, bliżej ludziom stając niźli dzikości przyrody. Leann stał się panem zabaw, a Glóir patronką sztuki (...)

(...) Wciąż jeszcze oblany krwią tak rzekł Ædró do Asgerdy:
- Dałbym wszystko, aby do tego nie doszło, ale się stało. Teraz jam najwyższym bogiem ludu oddającego modły mi podobnym, jednym z ostatnich, jedynym panem ludzi z równin, wzgórz i lasów. Teraz żono nie może być inaczej, niż byś mi się poddała w małżeństwie mą władze uznając.
Asina wyłoniła się zza niego i tak rzekła do siostry:
- Mówiłam ci, on nigdy nie zrezygnuje ze stanięcia ponad tobą. Musimy go zabić.
Asgerda tak jej odpowiedziała:
- Nie. Wierną pozostanę.
Na to jej piękna siostra odrzekła:
- Sama go zatem zabiję, bo nie ścierpię widoku twego niżej od mężczyzny.
Głos wtedy Ædró zabrał:
- Odejdź wiedźmo i w pokoju nas ostaw. Jam teraz równy Asleifowi w sprawowaniu władzy nad mym ludem tak jak on przewodzi swemu. Nie może to być, abym żonę miał ponad sobą.

Nikt nie zauważył, że rzeczony po cichu zjawił się w czasie rozmowy i na kamieniu przysiadł. Tak najwyższy z Asirów się odezwał:
- Nie będziesz mi równy, bo gdy ludy nasze zmieszają się, jeden z nas drugiemu wyzwanie wtedy rzuci i powtórzy się to, do czego tu doszło. Wezmę od ciebie brzemię przewodzenia ludowi równin, wzgórz i lasów, a ty będziesz mógł zgodnie żyć z żoną nie szukając nad nią władzy.
Tak odparł mu Ædró:
- Nie oddam ci tego, co do mnie należy i co z grotem włóczni z ciała Righladira wyrwałem.
Asleif wstał sięgając po topór, a za nim stanął Asgrim. Synowie Asleifa, Þìr i Þór, tudzież pod bronią stanęli. Ædró był sam, bo inni mu podobni go opuścili, przerażeni tym co stało się na bitewnym polu. Był zmęczony bitwą i stawić czoła przemocy nie mógł.
Asleif mocnym głosem powiedział:
- Odbieram ci przewodnictwo nad ludem równin, wzgórz i lasów. Od teraz wraz z moim ludem  mi podlegli będą. Ale byś nader urazy nie chował pozwolę im szukać u ciebie opieki, szczególnie tym, którzy nie przyjmą zwyczajów mego ludu i z dala od jego dziedziny pozostaną. Ty zaś dumy się wyzbędziesz i nad swą małżonką przewag więcej szukać przestaniesz.
Ædró skinął na to głową w milczeniu, ale Asina odezwała się okręcając wokół palca złote pukle włosów i patrząc spod rzęs na przewodnika Asirów:
- Czyż nie ja, żona Righladira, powinnam po nim otrzymać władzę nad ludem równin, wzgórz i lasów?
Asleif tak jej odpowiedział:
- Tyś już dosyć uczyniła, skup się na tym by zadośćuczynić temu ludowi utratę ich patronów, miast szukać nad nimi przewodnictwa.
Asina uśmiechnęła się tylko bez żalu. Wszak władza zwana jest najgorszą ze służb czynioną poddanym, a ona nigdy służyć nikomu nie chciała i nie zamierzała (...)

O Rhiannon i jej darach dla ludzi
Cytat:(...) Asgerda była dobrą małżonką i nie wywyższała się nad męża, nie dając mu odczuć nic złego w równości panującej w ich związku. Dała mu trójkę dzieci, Þurla, Þvisę i Þridę, które od matki przejęły patronowanie ludziom w pomyślności, a od ojca opiekę nad nimi w miastach, na wsiach i w domostwach.
Asina była inna, nie wyszła powtórnie za mąż żyjąc wolna, a będąc rozwiązłą nie zamykała łoża przed innymi, choćby i silnymi duchami przodków cieszących się wśród ludzi dobrą pamięcią, ale zbyt słabym szacunkiem by wynieść ich między Asirów. Najczęściej spółkowała z dwoma dinndileańskimi bóstwami, które wzięła pod opiekę i którzy stali się jej kochankami: Leannem i Glóir.
Tak zaszła w ciążę z dawnym bogiem pasji i żądz, a dzisiejszym patronem szumnych zabaw.
Asina czuła się źle w czasie noszenia pod sercem dziecka, a gdy zrodziła córkę matką okazała się być taką jak żoną. Kapryśna, niecierpliwa, nie dała związać się więzami macierzyństwa tak jak nie chciała spętana być małżeństwem. Wychowaniem małej bogini zajęli się jej ojciec Leann, oraz młoda Glóir, oni też nadali jej dinndileańskie imię Rhiannon.
Gdy boskie dziewczę dojrzało cierpiało na brak znaczenia, bowiem nie dostała od matki nic w czym mogłaby błyszczeć jak potomkowie innych Asirów, a jej ojciec nie śmiał tego uczynić, zresztą sam nie bardzo mógł ją czym naznaczyć. Przepowiadano jej być boginią smutku.
Rhainnon cechował jednak silny charakter, dlatego nie obawiała się stanąć twarzą w twarz z rodzicielką. Tak jej wtedy rzekła przekrzywiając głowę ozdobioną krótką, rudą czupryną odziedziczoną po Leannie:
- Nie kochasz mnie matko i nigdy mnie nie chciałaś, nie żywię do ciebie jednak o to gniewu. Nie chcesz mnie tutaj, gdzie kolę cię w oczy i przypominam czas gdy ograniczona noszeniem mnie nie mogłaś oddawać się pełni pragnień. Jestem tu boginią niczego, odeślij mnie do ludzi, wolę tam budować pamięć o mnie. Może ludzie zobaczą we mnie to, czego ty nie możesz ujrzeć i wrócę na fali ich wspomnień i modłów.
Asina spojrzała na córkę nieodgadnionym wzrokiem i owinęła pukiel złocistych włosów na palec. Tak odpowiedziała:
- Jeżeli tego właśnie pragniesz? Idź, obdarzam cię śmiertelnością, odbieram boskość.
Rhiannon zmarszczyła upstrzony piegami nos, lecz nie odrzekła nic. Odeszła (...)

(...) Obrzydliwy karzeł uczepił się Rhiannon jak rzep psiego ogona, coraz częściej podczas wędrówki czyniąc jej niedwuznaczne propozycje.
Tak powiadał:
- Zmiękniesz Ryża Kotko, zmiękniesz. Głód sponiewiera, a nie potrafisz wszak nic. W końcu oddasz się komu, a to będzie pierwszy krok byś i za wyżebrane przeze mnie srebro oddała się i mi.
Przyczepił się do niej gdy mijała go na drodze i już nie odstąpił, a łatwiej było zgubić trąd niż tego pokurcza.
Zmęczona tak mu odrzekła:
- Gdybyż rozłożenie nóg miało mnie od ciebie uwolnić uczyniłabym to, ale precz nie pójdziesz. Naigrywaj się ze mnie dalej jeżeli przyjemność ci to sprawi, z dziewki co nie umie nic by choćby na strawę zarobić.
Karzeł zaśmiał się:
- Nie wie nic i nie umie nic Ryża Kotka, zmięknie, zmięknie...
Rhiannon doprowadzona do rozpaczy, gniewem się uniosła:
- Może nie umiem nic, ale wiem więcej niż wszyscy na świecie! Wiem co rzekł Asgrim skłaniając ku sobie Muihr, wiem kto doprowadził do zagłady dinndileańskie bóstwa! Wiem co uczynił Asgrim pani nocy!
Karzeł przestał się śmiać i tak do niej rzekł:
- Ryża Kotka wie, ale cóż to za wiedza, gdy inni nie wiedzą? Pył na wietrze. Pył.
Dziewczyna zamyśliła się (...)

(...) Rhiannon podzieliła się ludźmi swą wiedzą układając sagi o tym co czynili bogowie. Wielbiono jej pieśni i powtarzano je, a wielu bardów brało ją za przykład, ale nie tym najmocniej zasłynęła. Z początku nieufnie podchodzono do jej sag o żywotach bogów w umbrze, ale coraz więcej druidh i volv potwierdzało jej opowieści. Zbiór jej poematów nazwano "Rhiannada" i do dziś niezmienione stanowią kanon. Z pomocą karła opracowała też znaki, runy, którymi spisywano to co mogło ulec zapomnieniu. Umarła na południu, gdy głosiła sagi wśród obcego ludu, który wierzył w innych bogów. Prawie nagą gwoździami przybili ją do zbitych belek, na odchodne bok włócznią przebijając. Tak zakończyła się człowiecza wędrówka tej, co zrodziła się w boskości, lecz została z niej odarta przez własną matkę i na ziemię zesłana.
W umbrze niosła ją pamięć i uwielbienie ludzi, ale nie tak silne jak jej boskiej matki, ciotki, czy Asleifa i Asgrima. Zwykły śmiertelnik cieszyłby się z pośmiertnego losu który ją spotkał, ale ona, zrodzona w głębokiej umbrze czuła jedynie niespełnienie (...)

(...) Asina przysiadła obok córki patrzącej w dal pięknego krajobrazu i rzekła:
- Szczęśliwaś?
I tak jej Rhiannon odrzekła:
- Tak matko.
Bogini piękna zmrużyła oczy i powiedziała:
- Czuję w tobie smutek.
Najpierwsza ze skaldów zwróciła spojrzenie zielonych oczu na matkę i tymi słowy się odezwała:
- Tak, po wsze czasy, bo nie zapomną mnie nigdy, alem nie okazała się tak godna jak ty i ciotka. Szczęśliwam jeno za to co dałam ludziom, reszta jest pustką. Chciałam byś pokochała mnie gdybym wróciła na skrzydłach ich wiary, ale nie byłam aż tak godna, zostaw mnie.
Asina milczała. W końcu rzekła powoli i poważnie:
- Nie urodziłam się do małżeństwa czy macierzyństwa i zła ze mnie matka, jako złą byłam żoną. Już to co uczyniłaś dość by było, aby zacząć cię kochać, ale ja nie mogę... bom przecież nigdy nie przestała. Siostry mej spytaj zali matka może nie kochać córki.
Bogini piękna powstała i wyciągnęła dłoń, to jeszcze dodała:
- Chodź Ryża Kotko, dawno nie było cię w domu (...)

O dzieciach Beathy
Cytat:(...) Pani bestii nie stanęła do bitwy Ædró i Righladira, a później nie odeszła jak większość bóstw dinndileannskich, które przetrwały rzeź na równinach Idawall. Zawsze bardziej wolała towarzystwo zwierząt niż bogów i ludzi, i to z nimi spędzała czas  umbralnym cieniu najgłębszej ostoi Kædveeńskiej puszczy. Jej dzika zwierzęca natura uwiodła Asvindura, varangskiego pana wojny, ale ona pozostawała obojętna na te umizgi. Nie przeszkadzał jej rozlew krwi ludzi, który szedł w ślad za tym wielkim, boskim wojem, bo nijak nie patronował tym co na czworonogi polowali. Nie był jej też wstrętny, ani z charakteru ani z lica, wolała go nawet, wybuchowego, głośnego i narwanego z trocha, niż innych co do boskości doszli na skrzydłach pamięci przybyszów z zachodu.
Beatha nie planowała po prostu wiązać się z mężem żadnym i tyle.
Z czasem Asvindur coraz mocniej i częściej jej się narzucał, co męczące być zaczęło, tak wtedy mu rzekła:
- Samo utrapienie z tobą, pójdź no legną pod tobą, ale w spokoju mnie zostaw raz a zawsze!
On odparł:
- Kiedy mnie nie o samo legnięcie idzie, tedy podejdź bom ochoczy, ale tego co chcesz nie obiecam.
Beatha ofuknęła go tymi słowy:
- Źle szukasz, gdzie indziej wzrok obracaj. Nie żoną mi być, tako się do tego nadaje jak krewniaczka twa Asina, a i nie bardziej tego pragnę. Nie mi trwanie przy mężu i budowanie domowego ogniska.
Asvindur zaśmiał się w głos:
- Kiedy ja i tego nie chce od ciebie. Jam większość czasu przy mieczu i toporze, przemierzam świat wszędy gdzie ostrze ściera się z ostrzem, lub na czele mego dzikiego gonu duchów i upiorów. Nie czekać ci na mnie z domowym ogniskiem bo i mi do niego nigdy zbyt spieszno nie będzie.
Pani bestii aż tupnęła ze złością i powiedziała:
- Skaranie z tobą, czegóż tedy ty chcesz ode mnie?!
Pan wojny zbliżył się i na barkach jej dłonie złożył, tak rzekł:
- Nic z takiego woja, któren waleczny jak żaden inny, ale nie ma gdzie powrócić. Choćby mnie i czas przez ludzi w pokolenia liczony nie było, chcę mieć czasem gdzie wrócić witany ochoczo. Chcę też syna, który po mnie Władcą Mieczy będzie mógł się mienić.
Beatha skrzywiła się i odpowiedziała:
- Nieśmiertelnyś, a ojciec z ciebie żaden, po cóż ci następca.
Asvindur uśmiechnął się i odparł:
- Rzeknij to mężowi Asiny i innym co nie wstali z pól Idawall. Może i tylko bóg boga zabić może, ale mi najczęściej stykać się z obcymi potęgami, tam gdzie lud mój na inny lud ostrza podnosi.
Opiekunka zwierząt zamyśliła się i trwała tak rozważając co powiedział. W końcu zdecydowała:
- Zgodzę się pod dwoma warunkami. Sama będę stanowić kiedym rada abyś z wypraw twych wrócił by się bliskością ma nacieszyć, zanim znów w bój ruszysz. Na polu bitwy ujrzysz białego rumaka o oczach czerwonych, który nawet piędzi sierści krwią nie będzie miał zbrukanej, to znak będzie, żem rada cię zobaczyć. Sama też obiorę imię dla dziecka, które ci dam.
Tak oto do zgody oboje doszli (...)

(...) Beatha brzemienną była i chciała dać Asvindurowi dziecię jak najlepsze i jak najpotężniejsze, bo polubiła go, a on więcej jej nie nachodził, uczciwie rzeczonego znaku czekając. Zgromadziła zwierzęta i poprosiła je aby oddały dziecku, co w niej rosło, to co mają najlepszego.
Rzekł jej wilk:
- Dam mu umiejętność planowania jak bój stoczyć, jako ma wataha w boju w grupie silna i każden wie gdzie i kiedy ukąsić, tak on i jego woje będą w tym przedni i zgodni.
Rzekł ogier:
- Ja dam mu cierpliwość i dyscyplinę, by nie ruszał w bój pod wpływem pasji, a jeno w tym momencie, który najlepszym się zda by zwyciężył.
Rzekł orzeł:
- Ode mnie weźmie dumę, a inni widzieć będą w nim ten majestat jako we mnie, gdy niebo w posiadanie biorę.
Tak tedy kolejne zwierzęta oddawały co mogły z ochotą a co same potrafiły i z czego były znane. Niedźwiedź odporność, rosomak furię, kot ciche podejście do wroga, i inne darowały mu błogosławieństwa.
Wtedy wyszedł na przód królik i tak powiedział:
- I ja dam swój dar.
Inne zwierzęta wyśmiewały go, bo cóż mógłby dać królik wielkiemu wojownikowi. Zapytywały czym jest ten dar, ale on odpowiedzieć nie chciał. W mrok lasu kicnął (...)

(...) Beatha w połogu powiła syna, ale czuła w sobie jeszcze inne życie, wtedy królik ku niej przystąpił.
Tak jej rzekł:
- Zbyt wiele darów. Zbyt wiele w jednym człowieczym bogu wszystkiego, co najlepsze od tylu zwierząt. Za potężny twój syn by się stał. Wyzwanie Asvindurowi rzucił. Ojcobójcę byś zrodziła. Potem zaś może wojnę bogów by rozpętał, by Asleifa i innych przemocą zmusić, aby mu się pokłonili. Mój dar, to więcej niż jedno dziecię w tobie rosnące. Podzielą się tym co zwierzęta im dały.
Tak tedy troje dzieci Asvindura i Beathy: Vili, Vali i Varga największe walki przymioty posiada, ale różnią się od siebie. Pierwszy spokojny i w boju straszny opanowaniem i majestatem. Drugi śmierć niesie po cichu, z mroku nocy, lub na lotkach strzały i najlepiej zabójstwa planować umie. Trzecia straszna w furii, nieokiełznana, na ciosy odporna niczym skała (...)

O pohanbieniu Ædró
Cytat:(...) Gdy Varga dorosła, unikała innych bogów jak tylko mogła. Niektórych szanowała innymi gardziła, ale najbardziej swą pogardę wylewała na Asgerdę, panią wierności i macierzyństwa, za ten spokój, którego ścierpieć nie mogło jej dzikie serce. Również Ædró wielce nieprzychylne uczucia w niej budził, bo był jej przeciwieństwem. Ona dziewką nieokiełznaną, on mężem co żony nawet nie mógł posłuszeństwem sobie związać.
Gdy raz się spotkali, tak z niego drwiła:
- Jak mąż wyglądasz, aleś niczym wałach co mu najważniejsze szczypcami odjęto. Niczem jesteś, nawet dumy w sobie nie masz.
On uśmiechnął się jedynie pobłażliwie:
- Jam najpierwszym z dinndileańskich bogów co silniejsi od Asirów byli, nim Riaghladair ich do zguby doprowadził. Wszyscy to wiedzą, czy zwierz czy człowiek, czy bóg. Wie to nawet kamień w potoku. Nie muszę potęgi nad nikim udowadniać. Nie odjęto mi tego czego ci tak brakuje, niewiasto zrodzona z królika.
Varga w szał wpadła bo dwakroć celnie, boleśnie ją uderzył. Żałowała, że nie jest mężem, wstyd jej było, że zrodziła się z woli najtchórzliwszego ze zwierząt. Choć czerwień przykryła jej wzrok wiedziała, że nie może Ædró zabić, toteż zrobiła coś by poniżyć go jak najbardziej. Posiadła go przemocą, tak jak wojowie hulają sobie w plądrowanych osadach (...)

(...) Asgerda dowiedziawszy się co zaszło odnalazła Vargę w leśnej kniei i zawołała ze smutkiem:
- Cóż w tobie mieszka, ze czynisz takie rzeczy i pogardą obdarzasz tych, co pokój niosą i zgodę? Nienawidzić cię nawet nie potrafię, jeno żałować. Niech czyn twój nie zostanie zapomniany i bez echa się nie rozejdzie. Błogosławię cię jak mogę najlepiej, choć wiem, że przekleństwem to odbierzesz.
Varga zgięła się wpół zaskoczona czując w sobie coś dziwnego.
Zaskoczona spytała:
- Cóżeś mi zrobiła?
Asgerda odpowiedziała tymi słowy:
- Zrodzisz dziecię spłodzone przez tego którego pohańbiłaś, męża mego, Ædró, opiekuna ludzi. A dziecko to takoż opiekować się nimi będzie, nie jednak tak jak mój małżonek. Ono stać będzie z mieczem i włócznią, przelewać krew takich jak ty i twoi bracia w obronie bezbronnych, a gdy kogo nie uchroni, to bliscy zmarłych do niej zwracać się będą o pomstę. By ukrzywdzić tych co bronić się nie potrafią, przejść będziesz musiała przez własne dziecko.
Varga zawyła dziko i czmychnęła w las (...)

(...) Gdy dzika wojowniczka zrozumiała czym obdarowała ją pani małżeństw i domowego ogniska, strwożyła się. Wnet poszła do matki swej, Beathy prosząc o rade i pomoc, a ta również zaniepokoiła się. Dziecko Vargi miało stawać przeciw jej i Asvindura dzieciom, co jej się nie podobało. Zwołała zwierzęta by nadały dziecku Vargi cechy przeciwne do tych jakimi obdarzyła je Asgerda. Obie, Beatha i Varga zgadywały, że dziecko obdarzone przeciwnymi cechami zatraci się w szaleństwie i nie będzie niebezpiecznym dla ich rodu.
Zwierzęta zgodziły się pomóc i obdarowywały rosnące w dzikiej bogini dziecię krwiożerczością, łowieckim instynktem, umiłowaniem przemocy. Prym tu wiódł kot, co zabijać lubił pierwej dla zabawy niźli aby się nasycić.
W końcu dokonało się i czekać jedynie pozostało na rozwiązanie.

Jakąż mądrą boginią była Asgerda, że przewidziała to co Beatha dla swej córki może uczynić, bo błogosławiąc Vargę, dała jej dwoje dzieci i wszystkie dary zwierząt spłynęły na to drugie.
Tak zrodziła się Ais, obrończyni bezbronnych i pani słusznej pomsty.
Tak zrodził się Canarl zwany krwiożerczym, pan przemocy i ojciec wampirów.


[/indent]

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości