Zjazd i turniej w Vannaheim roku 1205
#1
PODWÓJNE ZARĘCZYNY

[indent]
Bracia królewscy, Volund i Agvindur, nie spieszyli się do żeniaczki i pełną piersią z życia korzystali z dobrodziejstw kawalerskiego stanu. Nie widać było, aby czynili coś w celu założenia rodzin i ustatkowania się. Król Freyr szczególnie wobec goszczenia na swym dworze Lucii z Eichelburga postanowił to ukrócić. Sam miał dwóch synów, ale dla większego sukcesji zabezpieczenia chciał aby i bracia doczekali się następców, gdyby co złego się stało. Ruszając pod Vindhelm, gdzie zbierała się armia mająca wyruszyć do Cao, Freyr zapowiedział obu braciom, że jeżeli do jego powrotu nie znajdą sobie w końcu narzeczonych,, aby pojąć je za małżonki, to sam je wybierze po powrocie. I nijak po urodzie, oraz ich statusie wybrzydzać nie będzie.

Zarówno Volund, jak i Agvindur z początku za nic mieli słowa króla, bo i jak niby miałby on ich zmusić do ożenku, którego nie chcieli? Z dnia na dzień jednak rozważając to- na pewności trafili. Pierwszy złamał się Volund i ruszył na zachód do Còirdìlaes mając zamiar prosić o rękę córki króla Gavyna. Gdy Agvindur dowiedział się o tym też nie zwlekał i postanowił wybrać się na południe, do Annariety, skąd dobiegały pieśni o urodzie sióstr księcia Tankreda.

Volund przybył niedługo po śmierci króla Gavyna i przyjął go nowy władca Còirdìlaes, król Brryce. Nie był on niechętny bratu władcy sąsiedniego królestwa, a niebywała uroda Volunda nie wzbudzała niechęci do ożenku również u Torey, młodszej siostry Bryca. I Volund zapałał uczuciem, bo Torey znana była z niepośledniej urody. Wnet ogłoszono zaręczyny.
Agvindur tymczasem w Kolorowym Pałacu się stawiając i składając bogate dary na ręce księcia Tankreda, ośmielił się prosić go o rękę średniej z jego trzech sióstr, pięknej Iris. Agvindur nie dysponował ani urodą brata ani jego lepszym urodzeniem, ale być może odwagą i intelektem Tankredowi zaimponował. Książę Annarietty zgodę wyraził na ożenek.

Wieści te dobiegły króla Freyra, gdy przewodził on wielkiej armii w Cao. Uśmiechnął się on wtedy podobno pod nosem jeno do siebie i wnet ogłosił, że po powrocie na cześć obu ślubów uczyni wielki turniej pod Fólkvang. Wnet listy też rozesłał z opisaniem swego zamiaru, do swych braci, aby uprosili swe narzeczone i ich braci przekonując do zwłoki z ceremoniami, do wiosny lub lata 1205, kiedy po powrocie armii z Cao Freyr mógł godny turniej przygotować.

Oblubienice i ich bracia zgodzili się na to. Volund z Torey oczekiwali na powrót króla w Fólkvang, a Agvindur pozostał na razie na dworze Tankreda, blisko swej narzeczonej Iris.
[/indent]

[Obrazek: tVXBagg.png]

- Ultimatum króla Freyra wobec braci - muszą znaleźć w końcu małżonki
- Volund Lennartsónn zaręcza się z Torey, siostrą króla Còirdìlaes
- Agvindur Lennartdritt zaręcza się z Iris, siostrą księcia Annarietty
- Król Freyr obiecuje ceremonie ślubne połączyć z wielkim turniejem mającym odbyć się w roku 1205
Odpowiedz
#2
KOLEJNE ZAPOWIEDZI

[indent]
Podczas przebywania Agvindura w Kolorowym Pałacu, rozmawiał on po wielokroć z Tankredem o zwiększeniu ruchu kupców przez Szarą Przełęcz. W trakcie wizyty na dworze księcia, starszy brat króla również okazję miał się spotykać z Marcusem- Rufiusem Erlums aep Westes, z ksiażęcej rodziny Andern, związanej z ligą kupiecką z Elis. Rozmowy wkrótce prowadzono już w trójkę, a ich owocem było podpisanie traktatu mającego zwiększyć wagę szlaku lądowego z Æir Dinn do Elis.
Przyszłe inwestycje w ten szlak, a także potrzeba potwierdzenia go uroczystą pieczęcią, wywołały decyzję o kontynuowaniu tych rozmów w Fólkvvang, a Tankredowi dało to dodatkowy powód aby wybrać się na ślub siostry z rycerzami mającymi wziąć udział w turnieju. Również Markus-Rufius obiecał, że członkowie rodziny książęcej z Andern tam podążą rozprawiać o szlaku i by rycerstwo Andern mogło sprawdzić się w turnieju.

Podobne rozmowy o szlaku handlowym wysłannik króla Freyra prowadził również w Nainpurze - tu chodziło o wymianę towarów przez Niedźwiedzią Przełęcz. Wstępny traktat podpisano i zaproszono również przedstawiciela Radży na dalsze rozmowy i obecność w Fólkvang podczas przystawiania pod traktatem królewskiej pieczęci. Do Æir Dinn wysłany został Dasra Viswan, syn wpływowego możnego Vineta, a z nim kilku kszatrijów mających pokazać północnym ludom jak walczą synowie Nainpuru.

Dwa śluby królewskich braci przerodziły się w wielki turniej, a ten w wielki zjazd okolicznych władców i ich przedstawicieli, tym bardziej, że na wizytę w Fólkvang i obecność na ślubie siostry zapowiedział król Bryce z Còirdìlaes.
[/indent]

[Obrazek: UwCPER6.png]

- Podpisanie traktatu o szlaku annarieckim
- Podpisanie traktatu o szlaku cælìskim
- Sygnatariusze traktatów zapowiadają wizytę w Fólkvang przy okazji turnieju.
- Król Bryce z Còirdìlaes zapowiada przybycie na ślub siostry i turniej
- Turniej rycerski ewoluuje w zjazd władców tej części Imperiusa
Odpowiedz
#3
PRZYBYCIE GOŚCI

[indent]

Nie trzeba było czekać długo, aż zaczęli zjeżdżać się do Fólkvang znamienici goście. Pierwszy przybył na czele bogatego orszaku król Còirdìlaes Bryce  Er'Ardheslaig, wraz z siostrą swą Ioną. Reszta królewskiej rodziny, młodsze rodzeństwo króla: Torey i Firth, już przebywała w siedzibie rodu Vænir, toteż w Fólkvang zgromadził się cały królewski ród Er'Ardheslaig.
W orszaku zobaczyć można było tuzin najprzedniejszych rycerzy Còirdìlaes, a także zawołanych w całym królestwie wojów: Ronana KarMaewitha, oraz Leoda z klanu Cogadh. Prócz walki pieszej zaprezentować się chcieli w turnieju łuczniczym, bowiem królowi towarzyszyło dwóch słynnych strażników: Halt Er'Carrick Gilan Seòma.

Z Annarietty nadciągnął niewielki, ale bajkowo pyszny orszak księcia Tankreda Etchevèrry , który przybył ze swoimi siostrami Anną, Iris i Vivienne. Towarzyszyło mu wiele znanych osobistości, takich jak przyjaciele władcy Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy, artysta Julian Alfred Pankratz wicehrabia de Lettenhove i karzeł Chivay, a także opiekun bajkowego ziela Rhobarè.
Wiele zaciekawienia wzbudzili też najprzedniejsi annarieccy rycerze towarzyszący księciu i mający wziąć udział w turnieju: Eskelè, Reynart de Bois-Fresnes i Eyck z Denesle.

Z Andern przybył orszak książęcy, a godność władcy reprezentowali w nim Rufius Erlus i Festus Terius. Towarzyszyło im grono młodych rycerzy oraz ich giermków z rodów szlacheckich Andern, Oksytii, a także Sewenii.

Ostatni przybył orszak z Nainpuru, który wzbudził wielkie zaciekawieni. Wysłannk Radży Nasatyi, jeden z najmożniejszych Nainpurczyków, Vineet Viswan wraz ze swym synem Dasrą jechali na pięknie ustrojnych słoniach wzbudzjących zachwyt i trwogę. Kilku pysznie wystrojonych młodych kszatrijów towarzyszących powyższej dwójce budziło o wiele mniejsze zainteresowanie.
[/indent]

[Obrazek: PCxLb9b.png]

- Zaproszeni goście wraz ze swymi orszakami i mniej lub bardziej licznym rycerstwem, przybywają do Fólkvang
Odpowiedz
#4
BIESIADY


[indent]
Powitanie gości z Còirdìlaes i Andern zapoczątkowało cykl biesiad.
Król Freyr wydał pierwszą, powitalną ucztę nie czekając na kolejnych kości, ale i zapowiadając, że wszak nie ostatnia to. Prawdę rzekł, bo jeszcze większą wydano po przybyciu gości z Annarietty, a jeszcze następną, największą, gdy do zjazdu dołączyła delegacja Nainpuru.

Goście wymieszani ze sobą zostali co by nie siedzieli zamknięci wśród własnych orszaków, okupujących części suto zastawionych stołów. Wedle etykiety sadzano gości naprzemienni mąż i niewiastę. Tam gdzie na kawalera trafiło, dodawano mu po prawicy pannę, ale i obok innego członka jej rodu, co by nie ostawiać w biesiadowaniu samej między dwoma nieznanymi jej sobie mężami.
Król Freyr już wcześnniej zbierał informacje o tym co najbardziej lubią jego goście i w tej przytomności miejsca rozdzielał. Wnet wtedy zamiast klik rodowych i przedstawicieli orszaków poszczególnych krain, porobiły się inne - tematyczne. Najbardziej zażywne były dwa, po obu stronach w podkowę ustawionych stołów, gdzie skupiły się towarzystwa: wojownicze i łowieckie. Nie nudziły się jednak niewiasty celujące w swym życiu w modę i dworskie niuanse, gdy czy z Æir Dinn, czy z Andern, czy z Còirdìlaes się wywodziły, gdy za towarzyszów miały gości z Annarietty najbardziej przodujących w tych tematach.
W jednym z rogów ciągu stołów usadzeni zostali "biesiadnicy". O ile zwykle tacy nie mieli zbytnio towarzyszy do swych zabaw nie mieli, to tu zgromadzono takich, co z kielichów za kołnierze wylewali, a i niewiasty takie im za towarzystwo dodano, którym przez grube biesiadne dowcipy uszy zanadto nie czerwieniały. Cichcem mówiło się też, że kilka takich kobiet z nazwy jeno było szlachetnie urodzonymi, bo dwórkami Lucji z Eichelburga być mogły.
U szczytu stołów zgromadzono koronowane głowy i wysłanników tych władców, co ich w imieniu swego majestatu wysłali. Służba usługująca biesiadnikom dobrana była też w ten sposób, aby móc tłumaczyć rozmowy przy stole, gdyby towarzysze obok siebie siedzący nie znali wzajem swych języków.

Uczty od biesiad odróżniało jeno to co działo się w ich trakcie. Na tych pierwszych więcej gości było, czyli dopuszczano najwyższe rody aeirdinnskie, a także więcej muzyków i tancerzy zabawiało gości.  Wydawano też wymyślniejsze potrawy.
Wielkie pasztety, co po przekrojeniu wylatywało z nich kolorowe ptactwo. Pawie, które po upieczeniu udekorowane były swym pełnym upierzeniem. Woły pieczone w całości, a i takoż dziczyzna, w tym wielki jeleń, który wjechał na salę w wymyślnej pozie na dwóch tylnych stojąc kończynach.
Mnogość mięsiw, ryb, ciast i owoców podawanych w najwymyślniejszych formach biła po oczach, a nie ustępowała tu mnogość napitków. Sycone miody z Còirdìlaes, przednie wina z Annarietty, a i dla chętnych najlepsze upplandzkie piwa.

Ucztom i biesiadom w Fólkvang zdawało się nie być końca, a i tak największą przewidywano na zakończenie turnieju.
[/indent]

[Obrazek: PFxqHmv.png]

- Uczty i biesiady trwają w Fólkvang przez cały czas trwania zjazdu
Odpowiedz
#5
POJEDYNEK PRZEDMAŁŻEŃSKI

[indent]
W tradycji Còirdìlaes stało, że przed małżeństwem para staczała pojedynek przedślubny na znak ostatniej przemocy między nimi i zapowiedź przyszłego zgodnego związku. Volund Lennartsónn wahał się przy tym wielce. Z jednej strony uchybić nie chciał tradycji kraju narzeczonej, z drugiej zaś ani wygrana, ani wygrana w takim pojedynku nie przyniosłaby mu chwały, a wręcz odwrotnie - sromotę przynieść by mu to mogło.  Volund, znany jako człowiek do szczętu honorowy i dumny był w kropce.

W końcu młodszy brat króla Freyra zaproponował zadość uczynienia tradycji, ale w zmienionej formie. Pomiędzy narzeczonymi miał się odbyć pojedynek, ale w formie konnego wyścigu, a by i wedle tradycji miecze skrzyżowane zostały, w Fólkvang miały odbyć się dwa pojedynki. Volunda z bratem młodszym Torey - Firthem, oraz Torey z siostrą Volunda - Sigridą.

Pojedynki odbyły się podczas jednej z biesiad przez co nie tylko zadość się stało còirdìlaennskiej tradycji, ale dostarczyło nie lada atrakcji gościom.  Oto czworo książąt i królewiąt starło się w boju w głównej halli.

Pierwsze stanęły przeciw sobie kobiety i wnet poznać się dało po czyjej stronie jest sympatia gości. Torey postawna i niebywałej urody, Sigrida zaś w Æir Dinn była raczej pogardzaną. Sama walka ani zbytnio zaciętą była, ani wyrównaną. Torey szybko nad przyszłą szwagierką przewagę uzyskała i nie wypuściła jej aż do końca. Nie minęło kilka minut nawet, gdy Sigrida przyparta do ściany ze sztychem miecza Còirdìlaennki między piersiami poddać się musiała.

W walce mężczyzn większość widzów swe sympatie po stronie Volunda stawiało. Przystojny jakby wyrwany z ballad minstrelów, oraz "tutejszy" i oblubieniec nadchodzącej ceremonii ślubnej, więcej się prezentował niż jego przyszły szwagier Firth. Walka jednak była niesamowicie zacięta i długa. Żaden z pojedynkowiczów przewagi nie mógł zdobyć i dwie tarcze sobie wzajem strzaskali. Po pół godzinie zaciętego pojedynku obaj już się mocno na nogach słaniali gdy Volund siły wszystkie włożył w ostateczny atak. Tarczę swą trzecią i ostatnią odrzucił, miecz oburącz ujął i skoczył z obu nóg potworny cios zadając. Gdyby wytrzymała tarcza Firtha, na którą ten straszny cios sparował, walka byłaby przesądzona, bo Volund nie mógłby się obronić przed ripostą. Pod siłą jednak uderzenia, tarcza Còirdìlaennczyka pękła, tak jak i jego ręka, aż kość złamana na wierzch wyszła. Walka skończona była i Volund zafrasował się wielce, że przyszłemu szurzemu ranę uczynił, ale medycy rzekli już przy pierwszym opatrzeniu złamania, że nic młodemu królewiczowi nie będzie.

Zwycięstwa Torey i Volunda w tradycyjnym rodowym pojedynku odczytano za wróżbę ich długiego i zgodnego małżeństwa.

[/indent]

[Obrazek: nlgAERv.png]

- Odbywa się lekko zmieniony, tradycyjny dla Còirdìlaes, przedślubny pojedynek
- Panna młoda, Torey Er'Ardheslaiq, zwycięża Sigridę Lennartdóttir Vænir
- Pan młody, Volund Lennartsónn Vænir, zwycięża Firtha Er'Ardheslaiq
Odpowiedz
#6
WIELKIE ŁOWY

[indent]
Na czas ostatecznych przygotowań do ceremonii zaślubin i turnieju, dwór wraz z gośćmi przeniósł się do Lindholm Høje. Król Freyr chciał zorganizować wielkie polowanie, a najlepszym do tego miejscem była oczywiście wielka puszcza Kædween. Niestety wielkie dziewicze bory Ostmarku były za daleko, aby zabrać tam wszystkich, co zjechali się na zjazd vannaheimski, ale o wiele bliżej były całkiem dziewicze i obfite w zwierzynę lasy. Wilcze wzgórza.

Myśliwi podzielili się na dwie grupy w pierwszej byli konni, którzy polować chcieli w ruchu, za pomocą włóczni i oszczepów z końskiego grzbietu. Przeważali tu rzecz jasna mężczyźni, ale i kilka niewiast zdecydowało się na tę formę rozrywki biorąc lekkie oszczepy lub myśliwskie, małe, konne kusze. Poruszenie wzbudził Vineet Wiswan i jego syn Dasra, którzy na polowanie wyruszyli na swoich słoniach. Wnet jednak okazało się to błędem, bowiem południowe dżungle, gdzie pod siłą tych potworów padały niewielkie drzewa, to nie to samo co północne bory pełne mocnych buków i dębów. Tam gdzie konny kluczył między drzewami, słoń miotał się nie mogąc powalić drzew i ledwo mieszcząc między nimi swe cielsko. Nainpurczycy wkrótce przesiedli się na rumaki, tłumacząc, że słoń do walki lepszy niż do łowów.

Polując w ten sposób i osiągając nad zwierzyną przewagi, konna część polowania posuwała się doliną zwaną Krętawicą, pomiędzy pasmami Wiedźmich Wzgórz pędząc grubego zwierza przed sobą, podczas gdy po drugiej stronie doliny rozstawili się ci, co w polowaniu celują piesze łowy z łukiem. Tu więcej było niewiast, ale i mężów nie brakowało.

Po zboczach tumult wielki czynili najemni chłopi z okolicznych klanów, co by zwierzęta nie szukały ucieczki w górę, a pędziły jeno Krętawicą ginąc od szyjących w nie od tyłu konnych oszczepników i pędząc wprost przed strzały.  
Wnet okazało się zagrożenie, gdy z boru wypadł dzik tak ogromny, że w życiu takiego nikt nie widział. Pruł wprost na grupę łuczniczą za nic mając wbity w grzbiet oszczep jaki zarobił od któregoś z konnych łowców, oraz wbijające się w ciało jego strzały. Panikę wzbudził w niewiastach z łukami próbujących myśliwskiego rzemiosła i zdać się mogło, że nic nie zatrzyma go przed wpadnięciem w tę ludzką ciżbę, gdy okazało się, ze nie wszyscy tu byli na piechotę by polowania zasmakować. Wyrwał się Eyck z Denesle szarżą na swym rumaku i zwierza kopią przebódł na wylot.

Polowanie kilka dni trwało i wiele przewag dało myśliwym, takoż i dziczyzny na królewskie stoły.
[/indent]

[Obrazek: nmn8K9B.png]

- Odbywa się wielkie polowanie na Wilczych Wzgórzach
Odpowiedz
#7
POSPÓLSTWO ŚWIĘTUJE

[indent]
Wracając po udanych łowach z Lindholm Høje do Vannaheim i zamku Fólkvang, Ogromna świta króla i towarzyszących mu możnych, oraz gości, na powrót przejeżdżała przez gęsto zaludnione i pełne wsi ziemie górnego Ædrinn. Dziwować się wszystkim przyszło, bo im bliżej stolicy tym bardziej wsie wyludnione były jak dotknięte zarazą. Jeno starcy i najmłodsze dzieci wyglądali z zagród patrzeć na wielkie bogate orszaki, w mniejszej liczbie wyrostki i osoby w sile wieku. Im dalej tym większy zator na trakcie się robił, gdy całe furmanki obładowane ludźmi na drodze przejazd blokowały, jakby uchodźcy przed wielkim kataklizmem lub najazdem łupieżczym wroga. Nijak przerażenia po twarzach dopatrzeć się można jednak było, panowała raczej powszechna radość.
Hirdmani władcy musieli srogo się natrudzić, by przez tę ciżbę drogę uczynić dla króla i jego gości każąc wozom na poboczach stawać, przez co podróż wydłużyła się srogo. Zewsząd zaś ciekawe oczy na orszaki patrzyły.

Wszystko wyjaśniło się, gdy w oddali zamajaczyły mury Vannaheim, bo morze ludzi i namiotów pod miastem rozłożone było. Kto mógł, ciskał robotę i parł ku stolicy. Czas na to był dobry, bo już po żniwach było i lud nie miał za wiele roboty na polach, przez co teraz po prostu brakło miejsca dla tych co tu zdążali, takimi hordami przybywali pod stolice. Szybko zaś okazało się czemu...
Król Freyr z Androclesem z Lapeos tak termin zjazdu umyślili, że w dożynki wypadł i ten wybitny organizator świąt i uroczystości podjął się dla ludu święto to zorganizować obok ceremonii ślubnych i turnieju. Wszędzie widać było klanowe biesiady i zabawy. Ludzie tańczyli i bawili się, a nie brakło i wielu gier jak rzut ociosanym balem lub kamieniem, zapasów i innych zwyczajowych wśród Æirdinnczyków. Wszędy ludzie gromadzili się przy zatrudnionych trupach aktorskich, a w miejscu targu bydlęcego postawiono wielkie rusztowanie, na którym trwał pojedynek bardów, skaldów i minstreli.
Na błoniach trwały też już turnieje strzeleckie i pieszych wojów, a w dolinie między Vannaheim i  Fólkvang stały szranki w których zaczął się już turniej rycerski, a raczej wstęp do niego, bo na razie najmłodsi ledwo pasowani rycerze ścierali się między sobą o udział w nim jak im rzekła rada tuniejowa. Miasto całe wielce przystrojone było, a cały rynek pełen był beczek wina i piwa, oraz zastawionych stołów, tam również oko cieszyli aktorzy i tancerze.
W porcie nie mnie ruchliwie i głośno było, bo rozłożył się tam tar w którym uczestnicy  najazdu na Cao sprzedawali łupy wyniesione z wyprawy, jako i jeńców.
Wszystko wokół wypełnione było muzyką i radosnym harmidrem.
[/indent]

[Obrazek: KUp7EJ0.png]

- W ramach zjazdu odbywają się masowe gry i zabawy dla pospólstwa, organizowane przez Androclesa z Lapeos
Odpowiedz
#8
ŚLUBY

[indent]
Æirdinnczycy rzadko stawiali świątynie, ale była w Vannaheim jedn, wielka, w której sławiono czyny bogów przodków. Szczególnie ważna była dla rodu królewskiego, bo najbardziej czczono w niej Asgerdę i Asinę, czyli boginie, które założyły ród Vænir. Król jednak zdecydował się nie czynić tam ceremonii, czy to by nie narazić troje z oblubieńców na zaślubiny w świątyni obcej im wiary, czy to aby śluby te uczynić publicznymi. W świątyni vannaheimskiej rozpoczęto procesję i tam czwórka nowożeńców - synowie i córki króla Lennarta, a rodzeństwo króla Freyra oddało cześć bogom i innym przodkom, wraz z jednym z najważniejszych jarlów północy - Eysteinem z rodu Baldurów, potem zaś cała procesja ruszyła tam, gdzie zbudowano turniejowe szranki.

Król i cała ósemka nowożeńców stanęli na wysokim podwyższeniu, gdzie rozoczęła się ceremonia. Śluby bowiem nie miały być dwa, a cztery.

Pierwszą parą była Sigrida, najstarsza z córek poprzedniego króla. Wedle zwyczaju, najstarsza córka władcy miała wychodzić za tego, co przewodzić miał północy, Unii Valberskiej. Ostatnie zdanie w tej kwestii i tak zależało od thingu upplainndzkiego, ale zięć królewski zwykle nie miał godnego przeciwnika wśród konkurentów. Tu jednak sprawa skomplikowana była, gdyż Sigrida nie córką, a siostrą była obecnego króla, a jego najstarsza córka, Inna przebywająca w Ta'in, za kilka lat dorosnąć miała gotową się stając do zamążpójścia. Eystein Ingolfsónn Balder pojmując Sigridę pierwszym był do przewodzenia północy, ale obecny jarl, Hjalmar Dansónn Fójlkær cioteczny brat króla, żył jeszcze. Okazać się mogło, że po jego śmierci pierwszeństwo na północy da nie Sigrida, a wydana za mąż Inna. Dla Eysteina i tak było to jednak wielkie wyróżnienie.

Drugą parą był kuzyn księcia Andern, który na przypieczętowanie traktatu o szlaku handlowym, pojąć miał najmłodszą z kolei córkę króla Lennarta i siostrę króla Freyra. Æirdinnczycy z miejsca wiedząc o tym ożenku inaczej patrzyli na przybyszów z zachodu. Wedle tradycji najstarsza córka w posagu wnosiła ziemię, druga pieniądz, a trzecia przymierze rodowe. Andernczycy zatem zaczęli jawić się więcej niż przyjaciółmi. Bardziej rozgarnięci tonowali jednak nastroje. Wskazywali, że tradycja mówi o córkach, nie o siostrach, a i oblubieniec, Festus Terius aep Westes, dalszym krewnym władcy Andern jest, to i przymierze poprzez ślub z Jorunn mniej mocne będzie. Wymowa tradycji jednak była tu tak czy owak jasna.

Trzecia para: Volund Lennartsónn i Torey Er'Ardheslaiq, najbardziej wiwatowana była. Oboje piękni jak z obrazka i uśmiechnięci, zdałoby się - szczerze w sobie zakochani. Oboje waleczni i żywiołowi, przyćmiewać zdawali się wszystko i wszystkich. Ludziom szczególnie podobało się, że tu nie było żadnej polityki i jedynie dwoje młodych co do gustu sobie przypadło, z rodów królewskich, połączyć się miało.

Ostatnią parę stanowił Agvindur, syn króla Lennarta i Ta'inskiej nałożnicy, starszy brat króla Freyra, oraz Iris, młodsza siostra księcia Annarietty Tankreda. Księżniczka również wielkie poruszenie i uznanie, bo pięknością była. Ślub ten pieczętował traktat handlowy z Annariettą.

Ceremonie były krótkie i proste, bo Æirdinnczycy nie celowali w wymyślnych ślubach. Freyr uroczyście związał po kolei ręce nowożeńców złotym sznurem i polecił ich opiece Asgerdy dokonując połączenia par. Wiele mówiło się, że Festus Terius na ziemiach swych zapewne powtórzy ceremonię w obrządku adronistycznym, ale dla ludu Æìr Dìnn dokonało się tu i teraz i wiwat wielki się podniósł.

Wnet rozpoczęto turniej i niemożebne pijatyki i zabawy na cześć zaślubin. Æirdinnczycy wnet szybko udowodnili, że o ile uroczysty i rozbudowany ceremoniał zaślubin jest im obcy, to świętowanie ich jest właściwą częścią, której oddawali się ochoczo.
[/indent]

[Obrazek: HWggHVv.png]

- Sigrida Lennartdóttir Vænir wychodzi za mąż za Eysteina Ingolfsónna Baldera
- Jorunn Lennartdóttir Vænir wychodzi za mąż za Festusa Teriusa aep Westes
- Torey Er'Ardheslaiq wychodzi za mąż za Volunda Lennartsónna Vænir
- Iris Etchevèrry wychodzi za mąż za Agvindura Lennartdritta Vænir
Odpowiedz
#9
TURNIEJ STRZELECKI

[indent]
Możni Æir Dinn nie przykładali większej wagi do turniejów strzeleckich, przez co choć odbywały się w królestwie często, to trudno było o takie, gdzie ktoś fundowałby wielkie nagrody. Za radą  Androclesa z Lapeos król Freyr jednak dużo pieniędzy przeznaczył na nagrody dla najlepszych, a na zwycięzcę czekał luk ceremonialny ze szczerego złota uczyniony. Miejsce na zawody i czas tak zostały dobrane, że i możni, oraz goście władcy mogli śledzić rywalizację, oprócz może nawet dziesiątek tysięcy pospólstwa. Finał turnieju strzeleckiego odbył się bowiem w szrankach rycerskich, co większego splendoru dodawało.

Wszyscy ciekawi byli słynnych còirdìlaennskich strażników, z których dwóch przybyło z królem Brycem i zakłady robiono czy lepsi się okażą od zawołanych mistrzów łuku z kædveenskiej puszczy, lub einherjar z hirdu króla.
Największe jednak zdziwienie wzbudził rycerz annariecki Iorwethè, który do zmagań przystąpił, choć zwykle poza polowaniem rycerstwo unikało takich zmagań. W Annariettcie jednak widno inne zwyczaje panowały, a Iorwethè łowiectwo kochał i nijak mu nie było plamą na honorze z niżej urodzonymi w zawody stawać. Radził sobiezresztą wybornie, szył z długiego łuku jak szatan i czwartym z kolei był spośród najlepszych o włos w celności wyprzedzając Gilana Seòmara, co honory strażników còirdìlaennskich bronił i również strzelcem się pokazał więcej niż wyśmienitym.

W końcu trzech ich zostało. Kædweeński myśliwy zwany w puszczy "Trzmielem" (bo podobno jednego w locie ustrzelił), Kata Jensdóttir z klanu Ulfbakker, co najlepszą kuszniczką był w hirdzie króla i nosiła w nim godność Valkyrie, oraz drugi ze strażników z zachodu - Halt Er'Carrick.

Długo trwała rywalizacja, aż z niej Kata odpadła, ale wielkie wiwaty zbierając. Z dwóch ostatnich zawodników Halt zaś górę w końcu wziął nad "Trzmielem" i z Æir Dinn ze złotym łukiem do domu powrócił.
[/indent]

[Obrazek: nY6VrwV.png]

- Turniej strzelecki wygrał còirdìlaennski strażnik Halt Er'Carrick
Odpowiedz
#10
TURNIEJ PIESZY

[indent]
Turnieje piesze nie miały nigdy zbyt wielu reguł, przez co wielce widowiskowe były i trup nierzadko się ścielił. Tym chętniej oglądali go zarówno ubodzy, co bogaci, nisko i wysoko urodzeni. Jeden stawał w pełnej zbroi z włócznią, drugi do pasa nagi z dwuręcznym toporem... medycy zawsze wiele pracy mieli po pieszych walkach.
Nijak to jednak nie odstraszało uczestników, bo wszak nie szło tu jeno o nagrody, które nie były małe. Najlepsi mogli wszak liczyć na miejsce w hirdach możnych, lub nawet dojść do członkostwa w hirdzie króla jako einherjar, lub valkyrie, bo i czasem kobiety do zawodów stawały.
Również podczas zjazdu wielu szczęścia swego próbowało i również z tego turnieju niektórzy do domów nie wrócili. Więcej jednak sobie obiecywano po tych starciach bo i wojowie z ościennych krain decyzją swych władców mieli pokazać się z jak najlepszej strony.

Wśród najlepszych dwie osoby dochodzące do najwyższych laurów zdziwienie wywołały...
Nie zawołani szermierze còirdìlaennscy z bitnymi Æirdinnczykami najlepiej stawali, czego spodziewać się można było, ale z Zakonu Mieczy i Nainpuru.
Hanz Fridrich aep Altmark zwał się knecht, co do walki w pełnej zbroi stawał z wielkim korbaczem. Kto na odległość ciosu się zbliżył wnet zauważał, że niełatwo przebić kutą zbroję, a wszak zbliżając się wystawiał się na cios kolczastym bijcem na łańcuchu. To Hanz sam odpowiadał za  dwa zgony i mocne poturbowanie wielu innych, co z nim stanęli. Ale i on pogromcę swego znalazł, gdy z Nainpurczykiem Chandrashekarem się starł. Chłop ze świty Vineeta Viswana był eunuchem potwornej postury, wielkim jak Varang co na turniej z dalekiego zachodu przybył. Walczył on zwykle za pomocą tarczy i kłębu łańcuchów zakończonych kolcami. Może to praktyka w użyciu tej broni dała wielkoludowi pomysł na dobranie się do opancerzonego Hansa... Nainpurczyk broń swoją odrzucił precz i z gołymi rękami na zakonnika ruszył, a gdy ten cios korbaczem wyprowadził, eunuch nie bacząc na ranione kolcami ręce, bijak w dłonie złapał, pociągnął, knechta tym obalił i już wstać mu nie dał.

Tym dwóm jednak nie równać się było z najlepszymi trzema. Keogh z klanu Ær’Hepburnn, Ketill Andersónn zwany "Okoniem", einherjar z królewskiego hirdu, oraz Ivar Robertsónn z annarieckiego pogórza pierwsze trzy miejsca zajęli, a ostatni z nich złoty topór ze szranków wyniósł, nagrodę zwycięzcy. I on i Keogh zresztą zapewne wkrótce hirdmanami królewskimi zwać się będą mogli, co kto wie czy nie większą jest nagrodą.
[/indent]

[Obrazek: viking-fight.jpg]

- Turniej pieszy wygrał Ivar Robertsónn z Pogórza Annarieckiego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości