Liczba postów: 710
Liczba wątków: 28
Dołączył: Sat Oct 2018
Kult Seta i Anszanat Bahramidów, 1205
Rok 1204 opiewał w wiele wydarzeń. Wśród nich było jedno, niezwykle ważne dla Vohanistów. Zniszczenie kultu Seta, który przez lata był ogromnym zagrożeniem dla miejscowej ludności oraz podróżników, uniemożliwiającym prowadzenie normalnego handlu. Jeszcze długi czas ziemie okupywane przez Setyjczyków będą podnosić się ze zniszczeń, a rodziny cierpieć po stracie bliskich. Armie które utraciły wielu wojowników będą musiały poświecić wiele czasu na szkolenie nowych rekrutów.
Niedługo po decydującej bitwie z kultystami Seta, wkroczono do głównej świątyni tego potwornego boga. Zanim oczyszczono ją ogniem, została przeszukana przez vohanickich kapłanów z Anszanatu. A zostało w niej niewiele, kultyści zniszczyli większość rzeźb oraz przedmiotów. Lecz w jednej z sal zostało odnalezione zaskakujące znalezisko. Księgi, napisane w niezrozumiałym języku i bardzo dziwnie wyglądające.
"Dlaczego ich nie zniszczono? Jaka jest ich treść?" Te myśli przebrnęły przez głowy większości anszanackich kapłanów. Rysunki na niektórych stronach są krótko mówiąc nietypowe ale nie wyglądają zbytnio heretycko. Część z ilustracji przypomina obiekty astronomiczne, inne rysunki kojarzą się z jakimiś roślinami lub ich oddzielnymi częściami. Nakierowuje to kapłanów na medycynę i zielarstwo.
Postanowiono, że księgi zostaną przewiezione do państwa Bahramidów, do samego Anszana Barhama V. Będzie on musiał podjąć decyzję co zrobić z tymi księgami.
Jaką decyzję podejmie władca? Każe je zniszczyć? A może przetłumaczyć? Kto wie co się w nich kryje? Czy heretyckie rytuały a może zapomniana wiedza uczonych?
-W głównej świątyni kultu Seta znaleziono tajemnicze księgi, które zostały przetransportowane do Anszanatu
Liczba postów: 1,367
Liczba wątków: 64
Dołączył: Sat Oct 2018
17-Feb-2019, 03:37 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-Feb-2019, 03:39 PM przez Gacek.)
Imperium Tarcvinium, 1205
Imperium Tarcvinium chyliło się ku upadkowi od wielu lat. Kolejne części kraju już wieki temu przestały być lojalne senatowi w Wiecznym Mieście. Pieśni przeszłości niosły wielkie opowiadania kiedy to imperium zarządzało terenami od Jantaru na zachodzie po księstwo Annarietta na wschodzie, od ziem Djodoarów na północy po wyspy Pretarskie na południu. Imperium wieki temu było jednym z najważniejszych graczy w Imperiusie, a senat był jego głową. Lecz ostatnie wydarzenia mocno wpłynęły na pozycję tego państwa. Najpierw podburzony plebs dokonał rzezi w Aeckiej faktorii mordując większość znajdujących się tam kupców. W następnym roku dokonany zostaje zamach na korpus dyplomatyczny Elis, a kilka tygodni później dochodzi do nieudanego zamach na dyplomatów Zakonu i Alsena de Vergarę. Praesart próbował ratować kraj przed kolejnymi wydarzeniami lecz zwalczające się stronnictwa w senacie skutecznie mu to uniemożliwiały. Natomiast utworzenie czwartej frakcji w senacie - kommunatów obok już istniejących optymatów, adronistów i lojalistów popierających Praesarta doprowadziło do jeszcze większego chaosu w tejże instytucji. Sytuację pogarszał zawiązany sojusz pomiędzy Zakonem, a Elis, który aep Vestinus uznał za wymierzony w jego państwo.
Praesart rozpoczął ofensywę dyplomatyczną. Wysłał delegacje do Ligi z Elis oraz Zakonu Płonących Mieczy i po odbyciu tam rozmów zaczął działać. Przywódca nakazał wyjątkowe zebranie senatu w trybie wyjątkowych ustanawiając ogromne kary za niestawienie się w gmachu instytucji. Gdy senat się zebrał Gwardia Imperialna zajęła się ochroną gmachu tej instytucji, oraz rezydencji senatorów. Bojąc się o własne życie senat zdecydował się przyklepać wszystko co podłoży mu Praesart. To nad czym głosowali senatorowie zaskoczyło wszystkich: najpierw wprowadzono stan wyjątkowy de facto nie podając przyczyn jego ogłoszenia, zatwierdzono w nim prawo do konfiskaty majątku każdego senatora i wyższego rangą urzędnika, które zdecydowałby się opuścić stolicę. Następnie Praesart postawił wisienkę na torcie: ogłoszono restaurację monarchii, a na Rexa Tarcvinium wybrano Wielkiego Magistra Elis i Księcia Andern: Marcusa Piusa aep Westes.
Był to ruch bardzo niekonsekwentny, Praesart który cały czas stawał przeciw Lidze, właśnie doprowadził do ogłoszenia jej przywódcy imperatorem. Krążą plotki jakoby zrobił to obawiając się inwazji, której nie dałby rady odeprzeć rządząc słabym i sparaliżowanym państwem. Praesart postanowił zatem dogadać się z Ligą, de facto sprzedając państwo za silną pozycję swojego rodu i swoich współpracowników. Plotki wyciekają głównie od frakcji lojalistów, którym Praesart obiecał dobrą pozycję "w nowym ładzie".
- Praesart przymusza senat do restauracji monarchii.
- na Rexa Tarcvinium obiera się Wielkiego Magistra Marcusa Piusa aep Westesa.
- Praesart nie widząc szansy na przetrwanie Imperium sprzedaje niezależność państwa w zamian za wpływy dla swojego rodu.
Liczba postów: 710
Liczba wątków: 28
Dołączył: Sat Oct 2018
Księstwo Białojezierskie
1206
Wołodar Iwanowicz Jegorow-Tulajew, daleko spokrewniony z poprzednim carem Ussury, zmarł. Jego księstwo powstało w wyniku rebelii względem Fiodora Michaiłowa Nikołajewa. Objęło przy tym znaczne, acz biedne tereny wschodniej Ussury: prowincje Kisłeńsk, Pogorow i Garnywołosk, który gościł też książęcy dwór. Zaistnienie mu umożliwiła zawiązana na tamtych terenach Konfederacja Słucka, która miała pierwotnie osadzić Wołodara na carskim tronie. Z czasem jednak zagwarnatowała mu tylko godność kniaziowską.
Już od pierwszych chwil istnienia księstwa było ono zależne od sąsiedniego Królestwa Castiglione, któremu złożyło hołd wasalny. Te decyzje nie przysporzyły władcy popularności, a siły konfederacji topniały w oczach. Po jego śmierci - w księstwie pozostali jedynie lokalni mieszkańcy, acz i ich lojalność wobec następczyni - kniaziówny Anny Wołodarowiczówny- jest dyskusyjna. Jest ona bowiem jedyną córką Wołodara, a ponadto zaręczona została z księciem Castiglione - Carlosem Nazario. Wsparcie jej praw oznacza więc de facto przekazanie władzy w księstwie w ręce obcego. Siły jego stronników spośród miejscowych topnieją w oczach, a poszczególni bojarowie rozjeżdżają się do domów... w tym tych poza terenami księstwa. Konfederacja Słucka nie jest oficjalnie rozwiązana, jednakże nie stanowi już jakiejkolwiek wartości bojowej.
Pytanie co dalej. Może okazać się tworem wyjątkowo efemerycznym i zostać wcielone do Królestwa Castiglione... bądź w wypadku jego porażki powrócić na łono Ussury. Obecnie istnieje przede wszystkim dzięki andronistycznej armii, która w zeszłym roku dotarła do stolicy, by walczyć z Ussurą. Jak zachowają się bojarzy gdy wyruszy ona dalej? Ten rok z pewnością będzie przełomowy.
- Śmierć Kniazia Białojezierskiego destabilizuje państwo,
- Jedyna córka - Anna - zaręczona z Castigliońskim księciem Carlosem Nazario
- Większość bojarów opuszcza księstwo
- Konfederacja Słucka traci wartość bojową.
Liczba postów: 710
Liczba wątków: 28
Dołączył: Sat Oct 2018
Anszanat Bahramidów
1206
Kraj rządzony przez Anszana pokrywają w większości góry oraz wzgórza. A na takich połaciach terenu, jak wiadomo, są też i różnego rodzaju podziemne surowce dzięki którym kraj może się bogacić. Nic więc dziwnego że Bahram V wezwał większość krajowych geologów w celu szukania kruszców.. Pięcioletnie badania na które co roku przekazywano 2 tysiące srebrnych monet dały wyniki niezbyt zadowalające. Poszukiwania trwały w okolicach wcześniej użytkowanych kopalń ale też i tych nigdy nieeksploatowanych. W Baktrii odkryto małe pokłady soli a we Wrotach Medyjskich srebro. Geolodzy twierdzą jednak, że prawdopodobnie większość złóż srebra leży już po stronie Varangów a w Anszanacie jest tylko mała część.
-Odkryto pokłady soli w Baktrii,
-Odkryto złoża srebra we Wrotach Medyjskich, prawdopodobnie jednak więcej zasobów znajduje się na terenach kontrolowanych przez Varangów.
Liczba postów: 710
Liczba wątków: 28
Dołączył: Sat Oct 2018
Lud Bhisha
1206
Mbulelo, nowy władca ludu Bhisha, okazał się przywódcą nadzwyczaj kompetentnym w porównaniu do swojego poprzednika. Zmotywował on klany do wysłania swoich wojowników, którzy pod jego dowództwem zaczęli nękać oraz przeganiać grupy łowców niewolników. To mocno uderzyło w handel żywym towarem w Sułtanacie Raszizmu z którego żyje wielu kupców. Ceny niewolników osiągnęły absurdalny poziom gdyż tylko duże i dobrze uzbrojone grupy mogą walczyć jak równy z równym z czarnymi wojownikami. Mówi się, że ostatnio po miastach Sułtanatu a raczej po ich tawernach snuje się pewien człowiek, który mówi, że był dowódcą jednej z grup łowców. Za parę miedziaków opowiada on historię jak walczył pół roku temu z "bandami dzikusów" oraz jak został przez nich zniewolony a następnie zdołał zbiec z niewoli. Najciekawszą częścią jego historii są jednak tajemniczy wojownicy mówiący w nieznanym języku. Czyżby Mbulelo otrzymał posiłki od tajemniczych, południowych królestw? A może to jednak tylko plotki jakiegoś pijaka? Nie wiadomo jednak, najpewniej czas to pokaże.
-Pogłoski o tajemniczych wojownikach u Ludu Bhisha,
-Gwałtowny wzrost cen niewolników w Sułtanacie.
Liczba postów: 504
Liczba wątków: 6
Dołączył: Sat Dec 2018
Cesarstwo Tenku
1206
- Dobrze, że dziś jest mało chmur, a księżyc wysoko stoi – powiedział do siebie wysoki, szczupły mężczyzna stojący na rufie niedużej dżonki, która właśnie wytracał prędkość.
- Kapitanie, łódź gotowa! – powiedział podniesionym głosem jeden z marynarzy zabezpieczających hol w postaci grubej liny na której drugim końcu znajdowała się łódź rybacka. Była to niewielka jednostka pływająca nadgryziona zębem czasu i ledwo nadająca się do operowania na otwartych wodach, przeznaczona maksymalnie dla kilku rybaków.
Po chwili spod pokładu wynurzyło się 13 postaci w ciepłych płaszczach o których nikt nic nie wiedział oprócz kapitana, który dostał rozkaz transportu 13 osób oraz odholowania łodzi z miasta Kûki w pobliże wyspy Nal i Honsiu i co najważniejsze nie zadawania żadnych pytań.
W tych trudnych czasach wojennej zawieruchy, kiedy Cesarska Armia i Cesarska Flota ściera się z sąsiadem Simandru, handel na morzu ustał i nawet rybacy przenieśli się na spokojniejsze wody wschodnie i północne. Jedyny ruch cywilny na tym obszarze obserwuje się w postaci uciekinierów z Honsiu, którzy płyną przeładowanymi zwykle rybackimi małymi łodziami w stronę wyspy Nal właśnie. Po drodze tutaj mimo nocy i niewielkiej widoczności załoga dżonki kilkukrotnie natrafiła na pływające szmaty oraz napuchłych ludzi i ich części pływające swobodnie na wodzie.
Wśród 13 osób wyróżniało się dwóch wysokich i postawnych mężczyzn, którzy byli traktowani przez resztę jakby to oni przewodzili tej grupie.
- Kapitanie, jak wejdziemy na pokład łodzi to macie odciąć hol i zawrócić do Kûki natychmiast – powiedział jeden z mężczyzn z grupy, po czym sprawnie z resztą grupy po drabince z liny zszedł na pokład łodzi rybackiej. Słowa te były pierwszymi i ostatnimi jakie usłyszał kapitan oraz jego załoga od tajemniczych gości, ale skoro sam rozkaz wypłynięcia był od Admirała Cesarskiej Floty to w tym całym zajściu nie było nic dziwnego.
Podczas tej krótkiej podróży jeden z marynarzy opowiadał historię o podobnie dziwnej sprawie, o której opowiadał jakiś pijany marynarz w jednej z tawern w porcie. Opowiadał on o tym, że pewnego dnia kapitan statku handlowego dostał dziwne zlecenie wywiezienia 50 dużych beczek i wyrzucenia ich w pełnym morzu. Było to dziwne, ale jeszcze normalnie dziwne, ale już to że wszystkie beczki były dobrze uszczelnione smołą, a podczas wyrzucania ich z pokładu jeden z marynarzy przysięgał, że słyszał ze środka jakieś dźwięki to historia jak o wężach morskich.
Łódź rybacka z 13 pasażerami na pokładzie ledwo co utrzymywała się na wodzie, ale powoli z pomocą prostych wioseł sunęła w kierunku wyspy Nal.
Gdy przybili do brzegu jeszcze było ciemno i bez słowa ruszyli w głąb wyspy i wmieszali się w tłumy wymizerowanych uciekinierów z wyspy Honsiu snujących się po wsiach w kierunku miasta Mogege oraz twierdzy Mogeko, gdzie też nie dostaną żadnej pomocy.
Było ich 13 w tym dwóch wysokich rangą agentów Kenpachi Katsuki i Ten'nō Jutsu, czterech doświadczonych i siedmiu młodszych agentów. Każdy z nich przeszedł rygorystyczne szkolenie fizyczne oraz przygotowanie do działania na wrogim terenie w tym każdy umiał posługiwać się kilkoma odmianami lokalnego języka.
Mieli jasno wyznaczone zadania i dlatego też podzielili je między siebie według schematu:
- uszkodzić statki floty Republiki Simandru – najlepiej wzniecić kilka pożarów samych statków oraz magazynów portowych – wyznaczeni do tego zadania agenci zdołali wzniecić pożar w kilku magazynach oraz dwóch statków, ale niestety pogoda nie sprzyjała i ciągłe deszcze przed i w trakcie akcji skutecznie gasiły cały ogień. Mimo nieudanych prób, dowództwo floty Republiki Simandru stacjonującej na Nal zaczęło zwracać baczną uwagę na to co się dzieje w porcie i poinformowało o tym resztę dowództwa. Mimo licznych patroli agenci Tenku próbowali jeszcze zatopić łodzie, ale zostali pochwyceni gdy przypadkiem trafili akurat na nocne niezapowiedziane ćwiczenia.
- przeprowadzić próby dywersyjne oraz zamieszanie wśród szeregów wroga – planem było podrzucenie kilku pijanym żołnierzom srebrnych monet wybitych w Tenku oraz dokumentów wskazujących na ich współpracę z wrogiem – agenci spisali się na medal i wykonali swoje zadania. Niestety nie przyniosły one spodziewanego rezultatu, gdyż nikt nie zwrócił uwagi na podejrzane monety, a podłożone dokumenty tylko wskazały sprawców i tu także wyłapano wszystkich agentów. Było to możliwe dzięki zorganizowanym działaniom dowództwa Republiki Simandru skierowanym bezpośrednio przeciwko szpiegom z Cesarstwa Tenku w postaci ciągłych patroli i niezapowiedzianych ćwiczeń. Właśnie podczas jednego z rutynowych patroli wpadli Kenpachi Katsuki i Ten'nō Jutsu, którzy zostali złapani na gorącym uczynku podczas zatruwania studni z której wodę brała garkuchnia wojskowa. Żołnierze Republiki nie dali sobie wmówić, że te nadgniłe zwierzęta wrzucane do studni to nie ich, a w ogóle to oni są pijani i nie wiedzą co robią. Po krótkiej walce i próbie ucieczki agenci zostali złapani.
Liczba postów: 1,282
Liczba wątków: 41
Dołączył: Sun Oct 2018
28-Feb-2019, 10:25 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-Feb-2019, 10:41 PM przez Ellahar.)
Liga z Elis, 1206
Był ciepły lipcowy dzień słońce mocno przygrzewało, Wojciech wszedł do budynki jednej z faktorii kupieckich należących do Antoniusa aep Gratgala jednego z miejscowych kupców handlującego różnego rodzajami tkanin i barwników. Dziś mieli zakończyć transakcję w której Wojciech zakupić miał ogromne ilości jedwabnego oraz bawełnianego sukna, które zamierzał sprzedać w stolicy Królestwa AeirDinn.
Antonius siedział za pokaźnym dębowym biurkiem i coś zapisywał w księdze. Gdy zauważył jak Wojciech z Cejrowic wszedł do jego biura podniósł się i wyszedł na powitanie staremu znajomemu.
- Witaj Wojciechu – Gratgal wyciągnął rękę na powitanie.
- Witaj Antoniusie – Wymienił uścisk - I jak wszystko gotowe?
- Oczywiście całe sukno czeka na placu, jak tylko sfinalizujemy transakcję moi ludzie mogą je ładować na wozy – Wskazał za okno gdzie widać było kilka ogromne bel sukna różnych kolorów.
- Tutaj mam pełną kwotę – Wojciech wyciągnął z worka który miał przeciągnięty przez ramię dwie duże sakwy i położył na stole – Wozy powinny się za chwilę zjawić.
- Dobrze wydam polecenia dla swoich ludzi.
- Muszę już iść. Chcę jeszcze zakupić kilka beczek piwa zakonnego z Ahrengurga które przywiózł wczoraj statek. No i oczywiście wina z wyspy.
- To do zobaczenia za kilka tygodni i życze owocnych targów – Antonius odprowadził Wojciecha do drzwi .
Uścisnęli ręce na pożegnanie a Wojciech ruszył do wyjścia z budynku, Gratgala jeszcze chwilę patrzył za starym przyjacielem który jak zwykle dreptał na bosaka po brudnych ulicach. Nigdy nie potrafił się nadziwić jak on to potrafi, Antonius raz spróbował przejść się po placu swojej posiadłości, lecz pierwszy kamień i przeszywający ból nogi upewniły go że nie podoła temu.
Wojciech wyszedł na zatłoczoną ulicę dzielnicy handlowej Elis i ruszył w stronę portu. Kierował się lekko w dół schodząc w stronę miejsca gdzie kotwiczyły w większości statki kupieckie, jakieś 200 metrów od niego szedł patrol czterech strażników miejskich, łatwo zauważalnych gdyż posiadali oni wysokie halabardy które błyszczały w słońcu.
Wtem coś zwróciło jego uwagę - ktoś go obserwuje! A było to dwóch zakapturzonych mężczyzn. Zwracali na siebie uwagę ponieważ rzadko kto w taką pogodę nosił ciemne stroje i przy tym zakrywał więcej niż było to konieczne dobrym obyczajem.
Nagle jakaś kobieta krzyknęła za nim, odruchowo się odwrócił i to zapewne go uratował gdyż kolejny kapturnik właśnie przebijał długim nożem pustkę gdzie sekundę wcześniej znajdowała się klatka piersiowa Wojciecha. Wojciech widzac to ruszył biegiem w strone strażników.
Kobieta w tym czasie krzyczała: - On ma broń! – Strażnicy jak tylko to usłyszeli ruszyli w kierunku całego zamieszania, jeden z mężczyzn nie odpuszczał i gonił kupca nadal, reszta pierzchała we wszystkich kierunkach by tylko nie dać się złapać. Wojciech zawdzięczał wiele swojej kondycji gdyż utrzymywał odległość od bandziora jakiś dwóch metrów. Podróżnik uciekając przewrócił skrzynię z warzywami z jednego se straganów. Zabójca wpadł w nie i przewrócił się. Jak wstawał strażnicy byli obok. Lecz zakapturzony mężczyzna nie zamierzał się poddawać, rzucił się z nożem na najbliższego, lecz wtem drugi stojący obok jednym Cięciem powalił napastnika tnąc po brzuchu, krew trysnęła a niedoszły morderca zmarł w bólu. Dwójka strażników została z bezpiecznym już Wojciechem, a kolejni ruszyli za pozostałymi napastnikami. Pogoń się nie udała strażnicy zgubili resztę napastników.
Po tych wydarzeniach rozpoczęło się sprawdzanie kto zlecił morderstwo: przy zmarły mężczyźnie znaleziono sakwę monet z Basilei ton Aeton. Śledczy poszli tym tropem: prawdopodobnie jest to sprawka Aeckich agentów. Lecz Wikariusz Skarbowy: Veles Pian aep Aners którego poproszono o sprawdzenie monet zwrócił uwagę na jedna rzecz, były to monety z czasów Belisariosa, co oznaczało że Basilea albo rzuciła gotówkę z głębokich zapasów... albo zlecał to ktoś kto nie ma ostatnio bezpośrednich kontaktów z Aetami.
- Zamach na Wojciecha z Cejrowic nieudany.
- Nie udaje się ująć sprawców, ale ślady wiodą do Basilei.
I1: Królestwo Ephyrii/Zakon św. Joneasza | I2: Communio Angelorum/Hetmanat Westurii+Królestwo Utheru |
I3: Despotatus Antiocheae | I4: Basilea ton Angelon | I5-8: Wieki Ciemne |
I9: Civitas Ordinium | I10: Zerruko Erresuma | I11: La Repubblika/GM/Konfederacja Kantonów Naugrimskich | I12: Basilea ton Aeton
I12: Game Master
Liczba postów: 1,282
Liczba wątków: 41
Dołączył: Sun Oct 2018
Basilea ton Aeton, 1206
Niespokojne czasy nadeszły dla mieszkańców Wysp Aeckich. Śmierć dwóch władców była ciężkim ciosem dla Bailei, zwłaszcza, że młody następca jest nieletni i nie jest w stanie sam rządzić. Co jednak istotne, po śmierci Konstantinosa niepewna stała się sprawa unii z Ephyrią. Tamtejsza eklezja nie zajęła stanowiska co do sukcesji, nie mniej tradycyjnie stolica związku przepełniona była debatami politycznymi i krzykaczami każdej z opcji politycznych. Generalnie jednak obywatele podzielili się na dwa obozy: stronnictwo proaeckie i stronnictwo sceptyków unii, które wobec śmierci basileosa i braku wojsk aeckich w pobliżu, wyszło z ukrycia i otwarcie nawoływało do porzucenia unii z Basileą. Los jednak zdecydowanie im nie sprzyjał. Podczas pewnej debaty pewien unio-sceptyczny mówca spoliczkował swojego oponenta przy okazji wzywając go od zdrajców i szumowin. Wzajemna wrogość narastała i choć wydawało się, że możni w większości popierają unię - wyszły nawet plotki, że zostali czymś przekupieni - to wciąż opozycja wobec niej była silna i zdawała się mieć przewagę.
Wtedy też zaczęli ginąć ludzie. Kilku spośród najbardziej zajadłych zwolenników "złotej wolności Związku" znaleziono z poderżniętymi gardłami w miejskich rynsztokach, z czasem zaczęły się zastraszania, szantaże, a nawet podpalenia podmiejskich willi! Opozycja jest w mocnym odwrocie.
Pozbawieni wsparcia z zewnątrz Ephyrioci będą musieli zaakceptować stan faktycznej unii. Jest to więc ostatnia szansa na wsparcie stronnictwa separatystycznego. Szczególnie, że wojska wierne Basileopolis już kierują się do głównych miast dawnego Związku. Wobec regularnej armii i rozłamu wewnętrznego Ephyria raczej nie będzie miała szans powstać.
- Separatyści Ephyryjscy zastraszeni - ewidentnie przez agentów Basileopolis.
- Wojska Basilei zmierzają w stronę niespokojnych ziem.
I1: Królestwo Ephyrii/Zakon św. Joneasza | I2: Communio Angelorum/Hetmanat Westurii+Królestwo Utheru |
I3: Despotatus Antiocheae | I4: Basilea ton Angelon | I5-8: Wieki Ciemne |
I9: Civitas Ordinium | I10: Zerruko Erresuma | I11: La Repubblika/GM/Konfederacja Kantonów Naugrimskich | I12: Basilea ton Aeton
I12: Game Master
Liczba postów: 1,282
Liczba wątków: 41
Dołączył: Sun Oct 2018
28-Feb-2019, 10:47 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-Feb-2019, 10:47 PM przez Ellahar.)
Anszanat Bahramidów, 1206
Bejlik Gazirehu upadł. Po kapitulacji Ussury bej Dogan Ozmert został groźbami anszana zmuszony do poddania się, w bezprecedensowym akcie oddając swój lud i dom bez walki pod łup napastnika. Bahram V nie silił się nawet na powoływanie jakiegoś marionetkowego państewka na tych terenach, uznając że mająca pewne związki kulturowe z Elamitami i vohanistyczna ludność równie dobrze może żyć bezpośrednio pod jego władzą. Teoretycznie nie był to zły pomysł. W praktyce jednak, przez długie lata współistnienia Anszanatu i Bejliku do tego drugiego uciekało z kraju Elamitów wielu niechętnych wobec władzy opozycjonistów i awanturników. Carska protekcja, wspólna wiara z tubylcami i górskie przełęcze trudne do przybycia dawały poczucie bezpieczeństwa przed ewentualnym pościgiem. Teraz, gdy te oczekiwania zawiodły, społeczności wygnańców z Anszanatu i ich potomków dołączają do wcale nie takiej małej grupy Gazirehów, którym oddanie ich państwa w tak upokarzający i niespodziewany sposób wcale nie przypadł do gustu. Wielu młodzieńców z takich społeczności skupiło się wokół jednego szczególnie charyzmatycznego watażki - pochodzącego z Anszanatu wygnańca AydIna AydIna, którego przodkowie przybyli ponoć do tej krainy w zamierzchłych czasach z dalekiego zachodu. Niezależnie od tego czy to prawda czy nie, wygnaniec ten sprawnie zgromadził wokół siebie około tysiąca byłych żołnierzy, podobnych sobie awanturników i bojowników za wolność starego Bejliku. Wiedząc, że nie mają szans na podjęcie równej walki z Anszanem zadowolili się oni złupieniem paru wsi i powywieszaniem paru najbliższych okolicznych "zdrajców", załatwiając tym samym swoje osobiste porachunki, zanim AydIn postanowił zwrócić swoich ludzi ku pracy jako najemnicy. Wiadomo że darzą oni niechęcią praktycznie wszystkich okolicznych władców - to znaczy tych, którzy wzięli udział w rozbiorach Ussury i doprowadzili do upadku Bejliku. Gardzą również obecnym carem Ussury, który w ich oczach poddał się bez walki, wykazując się tym samym tchórzostwem i zdradą wobec ich wasali. Nowo utworzona grupa sama siebie określiła mianem Dżematu Göktuğ, co w języku Gazirehów oznacza "Grupę-Pragnących-Walczyć". Chwiliowo zapadli się oni w dzikich ostępach pogranicza i przynajmniej na ten moment, nie powinni sprawiać większych problemów - o ile ktoś ich nie wynajmie, żeby to robili...
- Nowa kompania najemników
- Spadek stabilności i ludności na dawnym terytorium Bejliku Gazirehu
+ Edycja kroniki Liga z Elis, 1206 (Wojciech przeżył, zmiana w tekście.
I1: Królestwo Ephyrii/Zakon św. Joneasza | I2: Communio Angelorum/Hetmanat Westurii+Królestwo Utheru |
I3: Despotatus Antiocheae | I4: Basilea ton Angelon | I5-8: Wieki Ciemne |
I9: Civitas Ordinium | I10: Zerruko Erresuma | I11: La Repubblika/GM/Konfederacja Kantonów Naugrimskich | I12: Basilea ton Aeton
I12: Game Master
Liczba postów: 1,282
Liczba wątków: 41
Dołączył: Sun Oct 2018
Carat Ussury, 1206
-Gdzie wy psubraty leziecie? Paszoł won!
-My do batiuszki cara, petycję złożyć.
-Kurwież, Saszka leć po setnika. Kolejni z pismami...
W pałacu cara Fiodora I coraz częściej zjawiali się petenci. Zazwyczaj jednak na takich audiencjach pełno było chłopów, kupców, starców i kobiet – wszystkich co potrzebowali carskiej ochrony, gdyż sami bronić się nie mogli. Jednak to było za starych dobrych czasów, teraz o widzenie starają się rośli bojarzy, często przybywający do zamku pod chorągwiami i w pełnym rynsztunku. A przyjeżdżają wyrazić niezadowolenie z ostatnich działań. Potężne Carstwo niegdyś będące największym mocarstwem w tej części świata, w zaledwie parę lat zredukowane zostało do Eregardu i kilku przylegających ziemstw. I to de facto beż żadnej wielkiej bitwy... Wielu wydaje się nie rozumieć, czemu Fiodor ugiął się pod presją i rozpuścił swe wojska, już gotujące się do bitki. Duże niezrozumienie - a zatem i oburzenie – jest zwłaszcza wśród stanu bojarskiego, który to dotychczas uważał się za tarczę Ussary. Po podpisaniu pokoju, mimo rozwiązania wojsk carskich wielu pozostało w stolicy. Niektórzy nie mieli gdzie wracać, inni zaś jeszcze wierzyli chyba w cud, co odwróci los. Jednak tygodnie mijały, a nic się nie działo – tylko na ziemie coraz więcej uchodźców z utraconych włości przybywało. Taka atmosfera sprzyjała zaś powstawaniu opozycji. Tak oto w tłumie siedzącym i obradującym po karczmach zaczęły się pojawiać głosy nawołujące do obalenie Fiodora I – zwanego już „Słabym”, lecz na szczęście dla cara te głosy jeszcze są nieliczne. Może się to jednak zmienić z czasem, bo brać szlachecka wystosowuje coraz liczniejsze petycje do dworu, a ignorowanie ich może tylko pogorszyć sprawę. Z chaotycznych żądań i wymogów, po pewnym czasie zaczęły się krystalizować postulaty, które spisał ostatecznie niejaki bojar Danił Danilowicz Rumcajew, przez wielu okrzyknięty już jednym z przywódców nieformalnych braci bojarskiej. W liście jaką przygotował zawarto następujące postulaty:
- zapewnienie nietykalności majątkowej i osobistej dla każdego, chociażby najuboższego bojara;
- wymóg uzyskania zgody sejmików na zwołanie pospolitego ruszenie, nałożenie nowych podatków czy stanowienie nowych praw;
- rozdział carszczyzny (ziem cara) pomiędzy bojarów – zwłaszcza tych co przybyli z utraconych ziem – tylko dziesiąta część by w monarszym posiadaniu pozostała;
- gwarancja, że tylko bojarzy będą mogli posiadać ziemie poza miastami;
- zwolnienie z podatku pogłównego dla szlachetnie urodzonych;
- zakaz ingerencji duchowieństwa dowolnych wyznań w sądownictwo.
Rumcajew na osłodę tych żądań zaproponował, że w efekcie przyjęcia petycji, bojarzy będą się sami utrzymywali w razie wojny obronnej, jednak jest to chyba marna pociecha.
Jeśli car przyjmie te żądania to jego władza będzie bardzo ograniczona. Jednak pytanie się nasuwa, czy ma na tyle władzy i autorytetu by na konfrontację sobie pozwolić? Zwłaszcza, że ziemie stołeczne z jakich składa się obecnie Carstwo nie zostały ogarnięte wojną, a dzięki napływającym uchodźcom oraz zakupom żywności z zza granicy, mogą szybko stać się bardzo bogate, jak tylko będą miały spokój. Bogate zwłaszcza w porównaniu z utraconymi terenami, którym zawierucha wojenna jak i uciekające chłopstwo, może zafundować klęskę głodu.
- Bojarzy niezadowoleni z polityki cara chcą ograniczenia jego władzy
- Napływ ludności z ziem zabranych do Caratu
I1: Królestwo Ephyrii/Zakon św. Joneasza | I2: Communio Angelorum/Hetmanat Westurii+Królestwo Utheru |
I3: Despotatus Antiocheae | I4: Basilea ton Angelon | I5-8: Wieki Ciemne |
I9: Civitas Ordinium | I10: Zerruko Erresuma | I11: La Repubblika/GM/Konfederacja Kantonów Naugrimskich | I12: Basilea ton Aeton
I12: Game Master
|