08-Mar-2019, 06:49 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-Mar-2019, 06:50 PM przez Ismerus.)
Anarietta; 1207
Na wschodzie leży sobie (a bywa stan częsty w owym kraju po nadużyciu wina czy bajkowego ziela) Królestwo Annarietta. Kraj ten generalnie nie wadził do tej pory nikomu i nie wypłynął na szersze wody międzynarodowej polityki. Życie płynie w nim spokojnie, a zawieruchy dziejowe wydają się omijać Annariettę. Ostatnio doszło w niej jednak do wydarzeń które wzburzyły krew możnych królestw. Jak wie chyba każdy, kto trzyma rękę na pulsie i interesuje się wydarzeniami w centralnym Imperiusie, Zakon Płonących Mieczy wyruszył na wojnę z Braniborią i jej pogańskimi sojusznikami - Djodoarami. Na pomoc zakonnikom wyruszyła armia odrodzonego Imperium, jednak wsparcie napływa również z odleglejszych stron - właśnie Annarietty. Nie są to jednak zastępy słynnych rycerzy, a kufry pełne złota i srebra słane przez króla Tankreda. Plotki o tychże transferach majątku dotarły w końcu do możnych, którzy jęli się zastanawiać - na cóż to i po co?
W końcu grupa zaniepokojonych udała się do samego króla, aby zapytać go gdzieś to płyną pieniądze z ich podatków, które w końcu z takim oddaniem płacą - i cóż z tego ma Annarietta jak i rzeczeni zaniepokojeni. Król zaś odrzekł im, że zyskują rzecz niebagatelną - albowiem sławę i chwałę obrońców wiary i ludu. Gdy możni przetrawiali jeszcze tą odpowiedź, król dodał jeszcze, że wsparcie dla zakonu pozwoli Annariettcie "podbić Braniborię ekonomicznie", cokolwiek to enigmatyczne stwierdzenie by nie znaczyło.
Możni powrócili do domów i usiedli przy kielichach przedniego wina aby zastanowić się nad słowami władcy. W końcu, po jakimś czasie i pewnej ilości trunku uznali, że takie wyprowadzanie pieniędzy z kraju jest nieopłacalne i dla kraju i dla nich - a jeżeli zyskiwać sławę to jakże lepiej niż w boju - a przecież rycerze nadal zbijają bąki - więc o co właściwie chodzi władcy i w jaki sposób chce zyskać chwałę? Po kilku spotkaniach, pomniejszych turniejach, weselach i innych typowych zjazdach szlachty niezadowoleni zaczęli się organizować - i utworzyli nową dworską koterię, która sformułowała następujące żądania - zaprzestać wysyłania pieniędzy do Zakonu w imię korzyści równie mglistych co jesień na cordilaeskich wrzosowiskach. Jeżeli król chce wesprzeć zakonników - to niechaj pośle rycerzy, ale pierw niech zadba o jakieś realne zyski z całej tej awantury. Wraz z każdym dniem szeregi koterii rosną w siłę, podminowując pozycję i popularność władcy... Podłe zaiste czasy nastały w Annariettcie, że możni zaczęli zaglądać do szkatuły swego suwerena...
-Ogromne sumy pieniędzy wysyłane przez władcę Anarietty za granicę oburzają możnych,
-Możni zakładają koterię polityczną, żądającą zaprzestania wysyłania złota i postulującą pomoc zbrojną ale tylko za uprzednim uzyskaniem realnych korzyści.
Na wschodzie leży sobie (a bywa stan częsty w owym kraju po nadużyciu wina czy bajkowego ziela) Królestwo Annarietta. Kraj ten generalnie nie wadził do tej pory nikomu i nie wypłynął na szersze wody międzynarodowej polityki. Życie płynie w nim spokojnie, a zawieruchy dziejowe wydają się omijać Annariettę. Ostatnio doszło w niej jednak do wydarzeń które wzburzyły krew możnych królestw. Jak wie chyba każdy, kto trzyma rękę na pulsie i interesuje się wydarzeniami w centralnym Imperiusie, Zakon Płonących Mieczy wyruszył na wojnę z Braniborią i jej pogańskimi sojusznikami - Djodoarami. Na pomoc zakonnikom wyruszyła armia odrodzonego Imperium, jednak wsparcie napływa również z odleglejszych stron - właśnie Annarietty. Nie są to jednak zastępy słynnych rycerzy, a kufry pełne złota i srebra słane przez króla Tankreda. Plotki o tychże transferach majątku dotarły w końcu do możnych, którzy jęli się zastanawiać - na cóż to i po co?
W końcu grupa zaniepokojonych udała się do samego króla, aby zapytać go gdzieś to płyną pieniądze z ich podatków, które w końcu z takim oddaniem płacą - i cóż z tego ma Annarietta jak i rzeczeni zaniepokojeni. Król zaś odrzekł im, że zyskują rzecz niebagatelną - albowiem sławę i chwałę obrońców wiary i ludu. Gdy możni przetrawiali jeszcze tą odpowiedź, król dodał jeszcze, że wsparcie dla zakonu pozwoli Annariettcie "podbić Braniborię ekonomicznie", cokolwiek to enigmatyczne stwierdzenie by nie znaczyło.
Możni powrócili do domów i usiedli przy kielichach przedniego wina aby zastanowić się nad słowami władcy. W końcu, po jakimś czasie i pewnej ilości trunku uznali, że takie wyprowadzanie pieniędzy z kraju jest nieopłacalne i dla kraju i dla nich - a jeżeli zyskiwać sławę to jakże lepiej niż w boju - a przecież rycerze nadal zbijają bąki - więc o co właściwie chodzi władcy i w jaki sposób chce zyskać chwałę? Po kilku spotkaniach, pomniejszych turniejach, weselach i innych typowych zjazdach szlachty niezadowoleni zaczęli się organizować - i utworzyli nową dworską koterię, która sformułowała następujące żądania - zaprzestać wysyłania pieniędzy do Zakonu w imię korzyści równie mglistych co jesień na cordilaeskich wrzosowiskach. Jeżeli król chce wesprzeć zakonników - to niechaj pośle rycerzy, ale pierw niech zadba o jakieś realne zyski z całej tej awantury. Wraz z każdym dniem szeregi koterii rosną w siłę, podminowując pozycję i popularność władcy... Podłe zaiste czasy nastały w Annariettcie, że możni zaczęli zaglądać do szkatuły swego suwerena...
-Ogromne sumy pieniędzy wysyłane przez władcę Anarietty za granicę oburzają możnych,
-Możni zakładają koterię polityczną, żądającą zaprzestania wysyłania złota i postulującą pomoc zbrojną ale tylko za uprzednim uzyskaniem realnych korzyści.
