27-Jan-2019, 06:34 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-Jan-2019, 01:33 PM przez Kocurrrek.)
ANTAGONIŚCI BOSKICH PRZODKÓW
[indent]W wierzeniach Æirdinnczyków nie występuje żaden ponadnaturalny, boski byt będący przeciwnikiem Asirów, Þìrów i Gódkonæn. Przodkowie, oraz ich małżonkowie i potomkowie, nie tworzą panteonu zgodnego i zjednoczonego razem. Wręcz przeciwnie, wśród boskich rodów jest wiele niesnasek i nie brak wśród nich złośliwości, a czasem wręcz wrogości. Bogowie są jednocześnie podobni ludziom i posiadają swoje wady, tak jak ludzie ścierają się z przeciwnością losu i zwykłych, spotykających ich zdarzeń. W tej sytuacji ponadnaturalny byt będący ich przeciwnikiem dla swoistej równowagi po prostu nie miał racji bytu i nie przyjął się w religii Æirdinnczyków.
Wszelkie niepowodzenia, tragedie itp. przypisywane są własnym słabościom lub po prostu losowi, dlatego i w tym aspekcie nie było miejsca na powstanie w świadomości Æirdinnczyków bytu odpowiedzialnego za zło. W religii tej zresztą nie ma specjalnie mocno zaakcentowanego dobra i zła, bo charakteryzuje się ona sporą dozą relatywizmu.
Aczkolwiek z bardzo rzadka można natknąć się na herezję personifikacji tego złego losu w byt nazywany "Lókkey". Ci, którzy w swej słabości nieszczęścia przypisują losowi spersonifikowanemu w byt, rozumieją Lókkeya jako pana ognia.
Ma to dwojakie korzenie: po pierwsze w wierzeniach Dinndileańczyków istniał bóg Lughe, który władał ogniem, z drugiej strony żywioł ten jest najbardziej nieprzewidywalny i czy to w miastach czy na wsi, nagłe, niszczycielskie pożary najbardziej kojarzyły się ze złym losem.
Z rzadka Lókkey czczony jest 'na wszelki wypadek', aby uchronić się od złego losu. Jest to tępione.
Istnieje natomiast bardziej namacalne zagrożenie.
W kulturze Varangów istniała pamięć o olbrzymach zwanych “Jotun”, którzy przepędzili ich z gór północnego zachodu, zaś w kulturze Dìnndilaeńczyków istniał lud podobnych olbrzymów, “Firbolg” mających kiedyś wyjść z morza szerząc zagładę. Te dwa wyobrażenia splotły się w jedno. Olbrzymy nie są przeciwnikiem bogów (raczej rozrywką w aspekcie zwierzyny łownej), ale zagrożeniem dla samych ludzi, które może przyjść i wygubić ludzkość.[/indent]
Wszelkie niepowodzenia, tragedie itp. przypisywane są własnym słabościom lub po prostu losowi, dlatego i w tym aspekcie nie było miejsca na powstanie w świadomości Æirdinnczyków bytu odpowiedzialnego za zło. W religii tej zresztą nie ma specjalnie mocno zaakcentowanego dobra i zła, bo charakteryzuje się ona sporą dozą relatywizmu.
Aczkolwiek z bardzo rzadka można natknąć się na herezję personifikacji tego złego losu w byt nazywany "Lókkey". Ci, którzy w swej słabości nieszczęścia przypisują losowi spersonifikowanemu w byt, rozumieją Lókkeya jako pana ognia.
Ma to dwojakie korzenie: po pierwsze w wierzeniach Dinndileańczyków istniał bóg Lughe, który władał ogniem, z drugiej strony żywioł ten jest najbardziej nieprzewidywalny i czy to w miastach czy na wsi, nagłe, niszczycielskie pożary najbardziej kojarzyły się ze złym losem.
Z rzadka Lókkey czczony jest 'na wszelki wypadek', aby uchronić się od złego losu. Jest to tępione.
Istnieje natomiast bardziej namacalne zagrożenie.
W kulturze Varangów istniała pamięć o olbrzymach zwanych “Jotun”, którzy przepędzili ich z gór północnego zachodu, zaś w kulturze Dìnndilaeńczyków istniał lud podobnych olbrzymów, “Firbolg” mających kiedyś wyjść z morza szerząc zagładę. Te dwa wyobrażenia splotły się w jedno. Olbrzymy nie są przeciwnikiem bogów (raczej rozrywką w aspekcie zwierzyny łownej), ale zagrożeniem dla samych ludzi, które może przyjść i wygubić ludzkość.[/indent]
