11-Feb-2019, 10:55 AM
Imperium Tarcvinium, 1204
Jeżeli tej nocy ktoś zapuścił by się w pobliże budynku zajmowanego przez delegację Zakonu w Tarcvinium ujrzałby niecodzienny widok - kilku ludzi zawzięcie podtaczało beczułki z oliwą pod ściany, po czym ją rozlewało. Inny z kolei podpierał drzwi, aby uwięzieni w środku zakonnicy broń Adro nie zdołali umknąć z ognistej pułapki którą im szykowano. Zamachowcy pracowali w ciszy i spokoju... Poza jednym, który biedził się co niemiara z wyraźnie zamokniętą hubką.
- Chol... - mruknął, raz po raz próbując skrzesać ognia. - Co za gówno... - raz jeszcze uderzył krzemieniem.
- Może pomóc? - zza pleców podpalacza zabrzmiał głęboki głos.
- Dzięki, chętnie... - odruchowo odpowiedział podpalacz, po czym aż podskoczył uświadamiając sobie, że nie był to żaden z jego towarzyszy. Gdy odwrócił się, ostatnim co ujrzał była solidna dębowa laga, która szybko zbliżała się do jego głowy. Sekundę później, z towarzyszącym temu głośnym dźwiękiem, świadczącym że łepetyna pechowego zamachowcy była chyba jednak bardziej pusta niż pełna, zwalił się na ziemię. Kilkunastu ubranych w ciemne płaszcze ludzi właśnie otaczało budynek, a podpalacze zbyt późno zorientowali się, że nie mają gdzie uciec...
W przeciągu ostatnich lat Tarcvinium było miejscem zamieszek i prób morderstwa obcych oficjeli... Wszystko wskazuje na to, że obce mocarstwa uczyniły sobie z podupadającego imperium miejsce swych zmagań o wpływy na Imperiusie. Dopiero co doszło do próby zamachu na dyplomatów z Elis, gdy niezbyt bystry acz sprawny w ostrzu osobnik o wyraźnie aeckiej powierzchowności rzucił się z nożem na wikariusza i jego świtę - a rok wcześniej podjudzony przez delegata zakonu, Alsena de Vergarę dokonał pogromu aeckich kupców. Teraz sytuacja dążyła do ognistego finału - grupa podejrzanych indywiduów spróbowała bowiem podpalić siedzibę delegacji zakonnej... Prawdopodobnie udałoby się im to, jednak zaalarmowany narastającym chaosem Praesart wzmocnił straże i rozesłał po mieście swych ludzi, mających obserwować wszelkie podejrzane wydarzenia. Ludzie Praesarta wpadli na trop spisku i podążyli po nitce prosto do kłębka - ujmując zamachowców na nomen omen gorącym uczynku - wszyscy podpalacze wpadli w ręce ludzi Praesarta, a sami zakonnicy wyszli z incydentu bez szwanku... Pytaniem pozostaje tylko, kto stał za próbą zamachu - i ile czasu zajmie oprawcom wyciągnięcie prawdy ze złapanych...
- Nieudany zamach na dyplomatów Zakonu i Alsena de Vergarę
- Służby Praesarta łapią zamachowców na gorącym uczynku
Jeżeli tej nocy ktoś zapuścił by się w pobliże budynku zajmowanego przez delegację Zakonu w Tarcvinium ujrzałby niecodzienny widok - kilku ludzi zawzięcie podtaczało beczułki z oliwą pod ściany, po czym ją rozlewało. Inny z kolei podpierał drzwi, aby uwięzieni w środku zakonnicy broń Adro nie zdołali umknąć z ognistej pułapki którą im szykowano. Zamachowcy pracowali w ciszy i spokoju... Poza jednym, który biedził się co niemiara z wyraźnie zamokniętą hubką.
- Chol... - mruknął, raz po raz próbując skrzesać ognia. - Co za gówno... - raz jeszcze uderzył krzemieniem.
- Może pomóc? - zza pleców podpalacza zabrzmiał głęboki głos.
- Dzięki, chętnie... - odruchowo odpowiedział podpalacz, po czym aż podskoczył uświadamiając sobie, że nie był to żaden z jego towarzyszy. Gdy odwrócił się, ostatnim co ujrzał była solidna dębowa laga, która szybko zbliżała się do jego głowy. Sekundę później, z towarzyszącym temu głośnym dźwiękiem, świadczącym że łepetyna pechowego zamachowcy była chyba jednak bardziej pusta niż pełna, zwalił się na ziemię. Kilkunastu ubranych w ciemne płaszcze ludzi właśnie otaczało budynek, a podpalacze zbyt późno zorientowali się, że nie mają gdzie uciec...
W przeciągu ostatnich lat Tarcvinium było miejscem zamieszek i prób morderstwa obcych oficjeli... Wszystko wskazuje na to, że obce mocarstwa uczyniły sobie z podupadającego imperium miejsce swych zmagań o wpływy na Imperiusie. Dopiero co doszło do próby zamachu na dyplomatów z Elis, gdy niezbyt bystry acz sprawny w ostrzu osobnik o wyraźnie aeckiej powierzchowności rzucił się z nożem na wikariusza i jego świtę - a rok wcześniej podjudzony przez delegata zakonu, Alsena de Vergarę dokonał pogromu aeckich kupców. Teraz sytuacja dążyła do ognistego finału - grupa podejrzanych indywiduów spróbowała bowiem podpalić siedzibę delegacji zakonnej... Prawdopodobnie udałoby się im to, jednak zaalarmowany narastającym chaosem Praesart wzmocnił straże i rozesłał po mieście swych ludzi, mających obserwować wszelkie podejrzane wydarzenia. Ludzie Praesarta wpadli na trop spisku i podążyli po nitce prosto do kłębka - ujmując zamachowców na nomen omen gorącym uczynku - wszyscy podpalacze wpadli w ręce ludzi Praesarta, a sami zakonnicy wyszli z incydentu bez szwanku... Pytaniem pozostaje tylko, kto stał za próbą zamachu - i ile czasu zajmie oprawcom wyciągnięcie prawdy ze złapanych...
- Nieudany zamach na dyplomatów Zakonu i Alsena de Vergarę
- Służby Praesarta łapią zamachowców na gorącym uczynku
