Zjazd i turniej w Vannaheim roku 1205
#4
BIESIADY


[indent]
Powitanie gości z Còirdìlaes i Andern zapoczątkowało cykl biesiad.
Król Freyr wydał pierwszą, powitalną ucztę nie czekając na kolejnych kości, ale i zapowiadając, że wszak nie ostatnia to. Prawdę rzekł, bo jeszcze większą wydano po przybyciu gości z Annarietty, a jeszcze następną, największą, gdy do zjazdu dołączyła delegacja Nainpuru.

Goście wymieszani ze sobą zostali co by nie siedzieli zamknięci wśród własnych orszaków, okupujących części suto zastawionych stołów. Wedle etykiety sadzano gości naprzemienni mąż i niewiastę. Tam gdzie na kawalera trafiło, dodawano mu po prawicy pannę, ale i obok innego członka jej rodu, co by nie ostawiać w biesiadowaniu samej między dwoma nieznanymi jej sobie mężami.
Król Freyr już wcześnniej zbierał informacje o tym co najbardziej lubią jego goście i w tej przytomności miejsca rozdzielał. Wnet wtedy zamiast klik rodowych i przedstawicieli orszaków poszczególnych krain, porobiły się inne - tematyczne. Najbardziej zażywne były dwa, po obu stronach w podkowę ustawionych stołów, gdzie skupiły się towarzystwa: wojownicze i łowieckie. Nie nudziły się jednak niewiasty celujące w swym życiu w modę i dworskie niuanse, gdy czy z Æir Dinn, czy z Andern, czy z Còirdìlaes się wywodziły, gdy za towarzyszów miały gości z Annarietty najbardziej przodujących w tych tematach.
W jednym z rogów ciągu stołów usadzeni zostali "biesiadnicy". O ile zwykle tacy nie mieli zbytnio towarzyszy do swych zabaw nie mieli, to tu zgromadzono takich, co z kielichów za kołnierze wylewali, a i niewiasty takie im za towarzystwo dodano, którym przez grube biesiadne dowcipy uszy zanadto nie czerwieniały. Cichcem mówiło się też, że kilka takich kobiet z nazwy jeno było szlachetnie urodzonymi, bo dwórkami Lucji z Eichelburga być mogły.
U szczytu stołów zgromadzono koronowane głowy i wysłanników tych władców, co ich w imieniu swego majestatu wysłali. Służba usługująca biesiadnikom dobrana była też w ten sposób, aby móc tłumaczyć rozmowy przy stole, gdyby towarzysze obok siebie siedzący nie znali wzajem swych języków.

Uczty od biesiad odróżniało jeno to co działo się w ich trakcie. Na tych pierwszych więcej gości było, czyli dopuszczano najwyższe rody aeirdinnskie, a także więcej muzyków i tancerzy zabawiało gości.  Wydawano też wymyślniejsze potrawy.
Wielkie pasztety, co po przekrojeniu wylatywało z nich kolorowe ptactwo. Pawie, które po upieczeniu udekorowane były swym pełnym upierzeniem. Woły pieczone w całości, a i takoż dziczyzna, w tym wielki jeleń, który wjechał na salę w wymyślnej pozie na dwóch tylnych stojąc kończynach.
Mnogość mięsiw, ryb, ciast i owoców podawanych w najwymyślniejszych formach biła po oczach, a nie ustępowała tu mnogość napitków. Sycone miody z Còirdìlaes, przednie wina z Annarietty, a i dla chętnych najlepsze upplandzkie piwa.

Ucztom i biesiadom w Fólkvang zdawało się nie być końca, a i tak największą przewidywano na zakończenie turnieju.
[/indent]

[Obrazek: PFxqHmv.png]

- Uczty i biesiady trwają w Fólkvang przez cały czas trwania zjazdu
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Zjazd i turniej w Vannaheim roku 1205 - przez Kocurrrek - 16-Feb-2019, 02:55 PM
RE: Zjazd i turniej w Vannaheim roku 1205 - przez Kocurrrek - 16-Feb-2019, 05:46 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości