18-Feb-2019, 09:00 PM
TURNIEJ ZJAZDU VANNAHEIMSKIEGO vol. 3
[indent]
Popołudnie już było późne, ale nikt nie myślał o tym, by ostatnie pojedynki przesunąć na dzień następny. Zostały bowiem jedynie trzy ostatnie, a widzowie tak rozemocjonowani byli, że i o tragicznych wypadkach w większości zdążyli zapomnieć.
Agvindur Lennartdritt, Firth Er'Ardheslaiq i Eskel z Annarietty uczynili rundę honorową wokół szranków i zaprezentowali się wszystkim godnie. Walczyć mieli każdy z każdym.
Agvindur podjechał pod trybuny i kopię pochylił ku księżniczkom annarieckim, a jego świeżo poślubiona Iris obwiązała swój szal wokół drzewca. Eskel nie chcąc być gorszym, zwrócił się ku najmłodszej z sióstr księcia Tankreda, Vivienne, która nie poskąpiła podobnego namaszczenia rycerzowi walczącego o honor swego księstwa. Firth nie bardzo wiedział co uczynić, bo do najstarszej z trzech sióstr zwrócić się o to nie mógł - wszak mężatką była. Siostrę chciał o naznaczenie poprosić, ale ta złożona ziołami dla uspokojenia spała na zamku. Z opresji wybawiła go Halla, średnia z sióstr króla Freyra, jedyna z trzech co niezamężną pozostała. Własną szarfę na kopii księcia z Còirdìlaes przewiązała.
On to z Agvindurem pierwszy w szranki stanął. Z jednej strony żywy młodzian ze strzaskaną ręką, z drugiej blisko czterdziestoletni, inteligentny stary wyga. Co i rusz najeżdżali na siebie krusząc drzewca i ni jeden, ni drugi przewagi osiągnąć nie mógł. Dopiero za ósmym najazdem kopia młodego księcia ześlizgnęła się po pancerzu bękarta króla Lennarta, podczas gdy ten celnie złamał drzewce na piersi Còirdìlaennczyka.
Następna walka nie mniej wyrównana była. Firth rękę na tyle miał zabezpieczoną, że nic nie robił sobie z rany, tym bardziej, że w całym turnieju mało kto w jego tarczę celował, bo drzewce z niej łatwiej ześlizgnać się mogło zamiast na niej pęknąć. Coraz większa wrzawa się unosiła gdy raz za razem rycerze ruszali na siebie galopem. Dopiero szczęście chyba pomogło Eskelowi. Od sześciu najazdów obaj wzajem kopie na sobie kruszyli, ale w kolejnym Annariettczyk wyprowadzając cios trafił lekko, byle musnął swym orężem kopię Firtha. Sam trafi i drzewce na napierśniku przeciwnika złamał, a to lekkie podbicie sprawiło, że brat króla Bryce'a... chybił.
Przegrywając dwa razy, Firth pożegnał się z turniejem.
Gdy zostało ich tylko dwóch nikt już nie siedział i wszyscy spodziewali się równie zaciekłej walki co poprzednie.
Cóż... Zaciekłości obu rycerzom nie stawało, bo obaj spokojni w swym rzemiośle i opanowani byli. Mimo to nawet po nich widać było pasję, gdy o krok od wielkiej wygranej się znaleźli.
Walka o dziwo jednak długą nie była.
W pierwszym najeździe obaj co prawda zgodnie swe kopie na sobie skruszyli, ale już w drugim Eskel tak potwornie przymierzył, że strącił Agvindura z konia nim ten zdołał pojąć co i gdzie go trafiło.
Eskel wszem i wobec udowodnił, że palma pierwszeństwa wśród rycerzy jest tam, skąd w Imperiusie obyczaj rycerski się wywodzi.
[/indent]Agvindur Lennartdritt, Firth Er'Ardheslaiq i Eskel z Annarietty uczynili rundę honorową wokół szranków i zaprezentowali się wszystkim godnie. Walczyć mieli każdy z każdym.
Agvindur podjechał pod trybuny i kopię pochylił ku księżniczkom annarieckim, a jego świeżo poślubiona Iris obwiązała swój szal wokół drzewca. Eskel nie chcąc być gorszym, zwrócił się ku najmłodszej z sióstr księcia Tankreda, Vivienne, która nie poskąpiła podobnego namaszczenia rycerzowi walczącego o honor swego księstwa. Firth nie bardzo wiedział co uczynić, bo do najstarszej z trzech sióstr zwrócić się o to nie mógł - wszak mężatką była. Siostrę chciał o naznaczenie poprosić, ale ta złożona ziołami dla uspokojenia spała na zamku. Z opresji wybawiła go Halla, średnia z sióstr króla Freyra, jedyna z trzech co niezamężną pozostała. Własną szarfę na kopii księcia z Còirdìlaes przewiązała.
On to z Agvindurem pierwszy w szranki stanął. Z jednej strony żywy młodzian ze strzaskaną ręką, z drugiej blisko czterdziestoletni, inteligentny stary wyga. Co i rusz najeżdżali na siebie krusząc drzewca i ni jeden, ni drugi przewagi osiągnąć nie mógł. Dopiero za ósmym najazdem kopia młodego księcia ześlizgnęła się po pancerzu bękarta króla Lennarta, podczas gdy ten celnie złamał drzewce na piersi Còirdìlaennczyka.
Następna walka nie mniej wyrównana była. Firth rękę na tyle miał zabezpieczoną, że nic nie robił sobie z rany, tym bardziej, że w całym turnieju mało kto w jego tarczę celował, bo drzewce z niej łatwiej ześlizgnać się mogło zamiast na niej pęknąć. Coraz większa wrzawa się unosiła gdy raz za razem rycerze ruszali na siebie galopem. Dopiero szczęście chyba pomogło Eskelowi. Od sześciu najazdów obaj wzajem kopie na sobie kruszyli, ale w kolejnym Annariettczyk wyprowadzając cios trafił lekko, byle musnął swym orężem kopię Firtha. Sam trafi i drzewce na napierśniku przeciwnika złamał, a to lekkie podbicie sprawiło, że brat króla Bryce'a... chybił.
Przegrywając dwa razy, Firth pożegnał się z turniejem.
Gdy zostało ich tylko dwóch nikt już nie siedział i wszyscy spodziewali się równie zaciekłej walki co poprzednie.
Cóż... Zaciekłości obu rycerzom nie stawało, bo obaj spokojni w swym rzemiośle i opanowani byli. Mimo to nawet po nich widać było pasję, gdy o krok od wielkiej wygranej się znaleźli.
Walka o dziwo jednak długą nie była.
W pierwszym najeździe obaj co prawda zgodnie swe kopie na sobie skruszyli, ale już w drugim Eskel tak potwornie przymierzył, że strącił Agvindura z konia nim ten zdołał pojąć co i gdzie go trafiło.
Eskel wszem i wobec udowodnił, że palma pierwszeństwa wśród rycerzy jest tam, skąd w Imperiusie obyczaj rycerski się wywodzi.
![[Obrazek: 8fZZy65.png]](https://i.imgur.com/8fZZy65.png)
- Turniej Zjazdu Vannaheimskiego wygrał Eskel z Annarietty
