21-Feb-2019, 04:54 PM
Carstwo Ussury
1205
![[Obrazek: 21jucu1.jpg]](http://i39.tinypic.com/21jucu1.jpg)
Ussura, potężne, acz niestabilne państwo dumnych bojarów i bezwzględnych carów. Kiedy Fiodor Michaiłowicz Nikołajew przejmował stolicę w roku ubiegłym i koronował się na cara, wiele rzeczy zapowiadało wojnę. Nie zdziwiło więc nikogo, gdy ta w końcu wybuchła. Ruchawki na pograniczu z Ludem Varangów i dyplomatyczne zaczepki Królestwa Castiglione wskazywały skąd może nadejść atak. Gdy ostatecznie jednak na dwór dotarły informacje o zdradzie wasala i koalicji ostrzącej sobie zęby na ziemie Caratu nawet najodważniejsi zadrżeli.
Bowiem oto za zachodnimi górami zbierała się wielka armia varangskich barbarzyńców... posiłkowana przez wojska ich wasala - Velkich Luk oraz przez osobliwego sojusznika z południa - Anszanatu. Na północy zbierała się armia Księstwa Grageton, zaś na wschodzie - na terenach zbuntowanego Kniaziostwa Białojezierskiego żołnierze z Castiglione wraz z kohortami posiłkowymi Zakonu Płonącego Miecza.
Jedyną pociechą był fakt, że przeciw nielojalnej Baghdatii wyruszyły wojska sprzymierzonego Despotatu Charizmatikos, zaś z południa nadchodziły pustynne legionu Cesarstwa Varangardu, które miały wesprzeć obrońców. Vohanicki Bejlik Gazirehu również pozostał wierny suzerenowi.
Car nie próżnował. Nie będąc pewien sytuacji na wschodzie (granica z separatystami białojezierskimi była poszarpana i niepewna) zdecydował się skupić działania przede wszystkim na zagrożeniu z zachodu: prowincja Krasjożewska została spalona. Dosłownie. Bojarzy zbierali chłopów i wysyłali na południe, podpalając wsie i ledwo co wzeszłe zboża na polach. Rozbijano drewniane mosty i kładki nad strumieniami, rozkopywano drogi, zawalano przejścia przez bory drzewami. Wszystko byleby opóźnić potencjalny marsz armii, a krainę zostawić nieprzyjazną i spustoszoną.
Czasu ku temu było aż nadto. Wojska Varangów czekały bowiem na sojuszników w Boryhaugene. Armia Bahramidów zaś szła z dalekiego południa. Kiedy ostatecznie armie się połączyły był już środek lata. Niemalże 15 tysięcy ludzi, w tej słabo zamieszkałej prowincji. Nic dziwnego, że bardzo szybko przejedzono pierwsze zapasy, a miejscowi już nawet pod groźbą tortur nie chcieli wyjawić gdzie schowali resztki nędznych zapasów. Prowiant, gromadzony z innych części państwa szedł powoli z uwagi na brak dróg i infrastruktury - obecnej i nautralnej w bogatszych prowincjach. W końcu jednak zdołano się zebrać i rozpocząć przeprawę przez góry. Przełęcze i trudne podejścia nie sprzyjały przemarszowi takich mas wojska. Często oddziały szly jeno czwartą część tego co byłyby wstanie pokonać na równinie. Brakowało też często miejsca na obozowiska, przez co wiły się one wzdłuż wąwozów jak ogniste węże - obóz wojskowy ciągnął się niekiedy na kilkanaście kilometrów - z braku innych możliwości namioty rozbijano tuż przy trasie. Osłoną tego ryzykownego działania zajmowała się medyjska jazda z Anszanatu - niedosypiając i denerwując się na wlokącą się piechotę. Szczęśliwie dla tego wojska - nikt jednak nie nastawał na nic w czasie marszu przez terytoria sojusznicze ani przy granicy. Gdyby choć jedna kompania w odpowiednim miejscu zatarasowałaby im drogę... Tak się jednak nie stało.
Wódz Magnus - osobiście dowodzący wojskami - odetchnął z ulgą, gdy czoła wojsk dotarły na tereny Carstwa i bez walki zajęły twierdzę Krasnożewską ustawioną na granicy. Była ona uszkodzona, widocznie przez okolicznych chłopów, jednak niewielkie nakłady pracy i pieniędzy mogłyby przywrócić jej użyteczność. Od tego momentu teren zaczął się poprawiać i można było powrócić do klasycznych kolumn marszowych i budowy centralnie ułożonych obozowisk. Nadchodziła jednak jesień i drogi stawały się coraz bardziej nieprzejezdne dla obładowanych prowiantem wozów. Niekiedy piechurzy poza własnym ekwipunkiem nieść musieli worki z marchwią, czy toczyć beczki z winem, nawet przez kilka dni. To w połączeniu ze skutecznie zastosowaną strategią spalonej ziemi sprawiło, że prędkość marszu wcale nie wzrosła. Gdy wojska sprzymierzonych dotarły do Krasnożewa nocami pojawiały się już pierwsze przymrozki. Jakież więc było ich zadowolenie, gdy ujrzeli nad miastem Gragetońskie proporce - wojska księcia bowiem, widząc stan prowincji skierowały się wprost do jej stolicy, którą zastano praktycznie w całości opuszczoną. Nawet bramy miejskie zostały polane olejem i podpalone, tak że liche fortyfikacje (czy bardziej płot markujacy palisadę) stały się kompletnie bezużyteczne. Nie namyślając się wiele sprzymierzeni zadecydowali przezimować w mieście, ściągnąć do niego nowe tabory i z nastaniem wiosny ruszyć na Eregard, od którego oddzieleni byli jeszcze rzeką i potężną twierdzą.
W tym samym czasie oddziały zakonne dołączyły do Castiglione. Ci zaś przy przemarszu przez góry napotkali podobne problemy - wyjątkowo deszczowe lato, w połączeniu ze słabą infrastrukturą prowincji sprawiły, że trwał on niespodziewanie długo. Ostatecznie jednak weszły one na zaprzyjaźnione ziemie Konfederacji Słuckiej (a więc Księstwa Białojezierskiego) i ostatecznie dotarły do Garnywołoska. Czując zbliżającą się zimę dowódcy podjęli decyzje o zimowanie w przyjaznym mieście i zebraniu przez ten czas odpowiedniej ilości prowiantu i barek, aby przeprawa przez rzekę mogła odbyć się w przyszłym roku wcześnie - gdy tylko kra spłynie w dół ku zatoce. Szczególnie, że wiedzieli, że przed nimi marsz przez prowincje słabo zaludnione - z lichymi drogami, które będą spowalniać marsz masy ludzkiej.
W tym czasie koalicja obrońców nie próżnowała. Siły Caratu i Bejliku zebrały się w stolicy Ussury, zaś z Varangardu wyszła armia posiłkowa. Mówi się, że Cesarz zwlekał do ostatniej chwili z wysłaniem wojsk - obawiał się bowiem ataku na swoje ziemie. Kiedy tylko jego szpiedzy donieśli, że siły najeźdźców koncentrować się będą na Ussurze - wydał rozkaz do wymarszu. Przez tą zwłokę ostatecznie nie udało się jego żołnierzom połączyć z koalicjantami - zimują w sąsiedniej Charodzie, skąd już tylko 2 tygodnie marszu dzielą ich od stolicy sojusznika.
W każdym razie pierwszy rok wojny ussurskiej obył się bez walnych bitew i znacznych strat. Dobre dowodzenie i rozplanowanie kampanii pozwoliło obejść się bez chorób, czy głodu, spowolniło jednak wszystkie armie biorące udział w kampanii. Taktyka spalonej ziemi i pogoda skutecznie opóźniły natarcie dając tak potrzebny carowi czas. Atakujących jest jednak więcej niż obrońców... ich armie zaś niczym kleszcze zaciskają się coraz bliżej stolicy.
Ten rok rozstrzygnie się gdzie indziej - w wojnie bierze udział bowiem również Despotat Charizmatikos - jeśli uda mi się zająć Baghdatię i dołączy do walk w Ussurze... z drugiej strony uczynić to będzie mógł jedynie jeśli Mur Bezalosa wytrzyma napór wojsk Castiglione. W przeciwnym razie koalicjanci poradzić będą sobie musieli sami.
- Pierwszy rok kampanii bez starć. Wczesna jesień i obfite deszcze spowalniają ofensywę.
- Carat stosuje taktykę spalonej ziemi w prowincji Krasnożewskiej.
- Sprzymierzone wojska Varangów, Bahramidów, Gragetonu, Velkijch Luk zajmują Krasnożew i twierdzę graniczną.
- Armie Zakonu, Castiglione i Konfederacji Słuckiej zimuje w Garnywołosku
- Armie Ussury i Gazirechu zbierają się w Eregardzie
- Armia Varangardu dociera do Charody
