V Bitwa pod Meridą (D3)

Z Dynasteiapedia
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Piąta bitwa pod Meridą

Wydarzenie

Rok 1716
Edycja D3
Strony Portugalia vs. Hiszpania
Rezultat Zwycięstwo Portugalii
Następstwa: Pokój laterański


Piąta bitwa pod Meridą - ostatnia z bitew pod Meridą i jedyna, w której zwycięstwo odnieśli Portugalczycy.

Opis bitwy

Przedpola Meridy niewątpliwie staną się miejscem legendarnym. Po serii ogromnych starć między koroną hiszpańską a portugalską, to małe graniczne miasto jest już opiewane w wielu legendach i historiach. Tymczasem, gdy poeci już układali poematy o krwawo skropionych równinach Meridy, armie przygotowywały się już do piątej i chyba ostatniej batalii w tym rejonie…

Trzydzieści tysięcy jeźdźców, którym udało się zbiec z niefortunnego wzgórza, pola czwartej bitwy pod Meridą, smętnym kłusem wędrowało przez pola Hiszpanii, gdy na swojej drodze ujrzeli spory oddział pod własnymi sztandarami, prowadzony osobiście przez Króla Jana V, którego ostatnimi czasy zaczęto nazywać Szalonym. Na jego spotkanie wyjechał osobiście infant Manuel.

- Mój panie, bracie. – zasalutował pokornie królowi – Wracamy do domu. Armie rozbite, Portugalia pobita, nie mamy już czym walczyć… - Tak? - Szelmowski błysk w oczach Króla zapalił się na krótko – Drogi Manuelu, chyba nie zdajesz sobie z czegoś sprawy. – Jan V chwycił za uzdę konia swego kochanego brata i pociągnął go za sobą na pobliskie wzgórze, z którego Manuel ujrzał nieskończone bataliony pod purpurowymi sztandarami…

Prawie stutysięczna armia Króla Jana V ruszyła w drogę zbyt późno, aby przeważyć losy trzeciej lub czwartej bitwy pod Meridą. Sam Król jednak nie zraził się tym – wsparcie, w postaci brata Manuela na czele 30 tysięcy zbiegłych spod miasta kawalerzystów wielce go ucieszyło, spodziewał się bowiem, iż wszystkie jego armie zostały doszczętnie rozbite. W tej sytuacji jednak nie wahał się ani odrobinę, ale ruszył w stronę Meridy, razem z ogromną armią, dla której – jak się zdawało – ziemi było mało.

- Panie! Panie! – zdyszany zwiadowca hiszpański dopadł do stóp księcia de Tilly – Ogromna liczba Portugalczyków na nas idzie! Przeogromna! Książę tylko zamyślił się głęboko…

Gdy armie portugalskie szybko dotarły na niedawne pobojowisko, Król, nie myśląc wiele, dał ukaz do ataku, nie wysyłając nawet zwiadu. Niestety, dało to poważne konsekwencje. Portugalska piechota, która wyszła zza wzgórz, ujrzała barykady – barykady doprawdy makabryczne, zbudowane bowiem z ciał poległych w ostatnich bataliach żołnierzy, głównie Portugalskich… To straszliwe barbarzyństwo zdesperowanych Hiszpanów, choć uzasadnione desperacją i strachem, wstrząsnęło potężnie armią Jana. Dowódcy, wytrąceni z równowagi i ośmieleni własną liczebnością, nakazali piechocie ruszyć do przodu, prosto na makabryczne, bestialskie szańce. Gdy tylko armia podeszła odpowiednio blisko, zza nich odezwał się huraganowy ogień przerażającej siły ponad stu dział hiszpańskich, ostatniej siły, której de Tilly miał aż nadto. Tak zaskoczyło to Króla i jego dowódców, że dali rozkaz wycofać się i przegrupować. Król ponadto zrzekł się dowództwa na rzecz bardziej doświadczonych komendantów, co – biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia – było wielce rozsądnym krokiem. Armia ustawiła się w szyk standardowy, z artylerią w tyle, kawalerią na flankach, piechotą z przodu. Kolejny szturm był już zmasowany. Centrum ruszyło pełnym pędem, starając się dobiec aż do szańców, zanim artyleria hiszpańska zdąży zareagować, co częściowo się udało – pierwsza linia fizylierów Karola III została przebita, jednak wtedy piechota portugalska znów dostała się w huraganowy ostrzał artylerii, co zmusiło ją do kolejnego wycofania się, akurat w momencie, w którym do szturmu ruszyła konnica, flanując Hiszpanów. Na flankach natrafiła na śmieszne tak naprawdę ilości pikinierów, którzy jednak dali niespotykany popis męstwa i odwagi, w desperacji graniczącej z rozpaczą nie ustępując nawet na krok kawalerii Manuela Bragancy, która zmuszona była się wycofać, ciężko zszokowana męstwem Hiszpanów. Armie, po trzech godzinach starcia, wróciły do statusu quo.

Kolejne godziny obydwie strony wykorzystały do przegrupowania się i zreorganizowania. Portugalczycy przede wszystkim wytoczyli działa, których wcześniej nie zdążyli rozstawić i ustawili je we wcale dogodnych pozycjach, po czym ruszyli do ponownego natarcia pod ich osłoną, zarówno infanterią, jak i konnicą. Hiszpanie odpowiedzieli ogniem tak zmasowanym, że kilku kanonierów upadło z wyczerpania, zaś pięć dział w ogóle eksplodowało, zbyt szybko i zbyt niedbale napychanych przez zdesperowanych strzelców. Ogień dał co prawda efekt w postaci kolejnej masakry w szeregach portugalskich, jednak te nie dały się tym razem zatrzymać, dopadając do „martwych szańców” z obłąkańczą wściekłością w oczach i nie oszczędzając niczego. Piechota hiszpańska, przytłoczona masą ludzi oraz coraz bardziej podłamana na duchu, w akcie desperacji wycofała się do trzeciego szańca z trupów, stanowiącego ostatnią linię obrony. Poprawiło to trochę sytuacje Portugalczyków, bowiem artyleria znalazła się na tyle blisko ich, że zaczęła mieć problemy ze skutecznym ostrzałem. Hiszpanie jednak wciąż stawiali obłąkańczy opór, walcząc na śmierć i życie… Niepomyślnie rozwijała się też sytuacja na flankach. Kawaleria Braganców ponownie uderzyła na pikinierów hiszpańskich, którzy po raz kolejny – tym razem chyba już tylko z łaską Bożą – odparli ich, ponosząc horrendalne straty. Zadanie swoje jednak wypełnili, nie dopuszczając konnych do artylerii. Manuel Braganca, mając dość zaciekłych pikinierów, ruszył otaczać armie szerokim łukiem…

W tym samym momencie centrum hiszpańskie wreszcie zaczęło się łamać. Portugalczycy rzucili do walki resztę odwodów, przewyższając Habsburgów ponad trzykrotnie pod względem liczebności. Atakowani z trzech stron fizylierzy i grenadierzy starali się wciąż dawać opór, lecz w coraz większej ilości miejsc linia łamała się i pękała, choć cudem wciąż trzymała się w całości. Wszystkie wojska hiszpańskie rzucone va banque w centrum rozpoczęły tragiczny, acz wspaniały bój o życie, zdumiewając Portugalczyków zaciekłością i odwagą. Wszystko jednak ma swój koniec – po kilkudziesięciu minutach na horyzoncie pojawiła się ponownie jazda portugalska, która uderzyła na artylerzystów, kompletnie ich masakrując kopytami i szablami – rozpoczął się koniec hiszpańskiej armii. Dowództwo hiszpańskie ruszyło do panicznej ucieczki ostatnimi miejscami, w których nie było Portugalczyków. Kawaleria i piechota, gdy ujrzały tą ewakuację sztabu, nie zdzierżyła naporu psychicznie i także jęła uciekać, gdzie się da… Na polu pozostała jedynie grupa „Barcelona”, która, osłaniając odwrót reszty, została całkowicie unicestwiona. Przeżył tylko jeden, jedyny człowiek, który ranny, został ułaskawiony przez Króla, gdy dobijano niedobitki.

Koniec końców, bitwę wygrali Portugalczycy, jednak, dzięki heroicznej postawie hiszpańskiej armii – z ogromnymi stratami, które wręcz zatrważająco dały dowód waleczności Habsburskiej armii. Kawaleria Manuela, ujrzawszy uciekającego wroga, ruszyła za nim w pościg, jednak wymęczone po forsownej bitwie konie nie nadążyły za Hiszpanami, których piętom strach dodał pędu. Ostatecznie, armia zebrała się pod Meridą, pod czujnym okiem Króla, który zyskał wreszcie, po pięciu epickich bataliach, to, czego szukał w tym małym granicznym mieście: otwartą drogi na Madryt.