Wydarzenia
#24
Basilea ton Aeton
1207

[Obrazek: sparta-650_900x450.jpg]

Unia Ephyrii z Basileą Aetów wydawała się być szansą na zjednoczenie wysp pod jednym władztwem i zażegnania trwającego od pokoleń konfliktu. Szybko okazało się jednak, że ten w teorii pokojowy "mariaż" dwóch władztw okazał się być w istocie związkiem iście patologicznym, gdzie silniejszy partner w obliczu zdecydował się stłamsić słabszą stronę. Już po zawiązaniu się unii najbardziej radykalni z przeciwników tego politycznego konstruktu zdecydowali się opuścić kraj. Wraz ze śmiercią Konstantinosa dla przeciwników unii nagle powiał jednak wiatr w żagle - aby po chwili ucichnąć, gdy kolejni z nich kończyli pomordowani w rynsztokach czy własnych domach... Choć nowy basileus był niepełnoletni i nie sprawował żadnej władzy, to jego regenci okazali się być ludźmi bezwzględnymi i zdecydowanymi - śląc do Ephyrii kolejnych agentów, którzy groźbą, zabójstwem i przekupstwami mieli ustabilizować sytuację. Było tego jednak za mało i powstanie wisiało w powietrzu. Aby ostatecznie stłamsić opór na ziemie Ephyrii wysłano wojsko, które sprawnie rozbiło tworzące się oddziały, mające podnieść sztandar rebelii, po czym wkroczyła do miast Związku. Nie pozwoliło to jednak na kompletne stłamszenie oporu - a pozornie rozbici powstańcy szybko umknęli na prowincję, aby tam zacząć walkę partyzancką z najeźdźcą. Choć nie mogą równać się z regularną armią Basilei, która sprawnie rozbija co większe grupy, to jednak w ich miejsce powstają kolejne, skutecznie destabilizując prowincje byłego Związku. Rebelianci są w stanie skutecznie gromadzić kolejne grupy partyzantów i wyposażać ich dzięki zagranicznemu wsparciu - a konkretniej z wrogiego wobec Basilei Elis, które zaczęło łożyć spore sumy w złocie na ich wsparcie. Plotka głosi, że pomoc obiecali również Kanaanejczycy (tak przynajmniej twierdzili wysłannicy z Elis), jednak wsparcie to z jakiegoś powodu nie dotarło... Jedynym miejscem gdzie powstanie wybuchło zgodnie z planem i powiodło się była niewielka wyspa Lakonia. Znana ze swojej kulturowej odmienności, niepokorności wobec jakiejkolwiek władzy i tradycji wojskowych wysepka przegnała urzędników Basileusa i w tej chwili jest de facto niepodległa - choć nie wiadomo jak długo potrwa ten stan. Choć Lakończycy zdołali zgromadzić trzy setki hoplitów, a wojska Basileusa są zajęte walką z partyzantką  jak na razie ignorują problem niewielkiej wysepki - jednak jasnym jest, że gdy władze Aetonu wezmą się na poważnie za Lakończyków, to ich opór zostanie szybko złamany - a bez zewnętrznego wsparcia nie mają szans na utrzymanie swojej wolności.

***

Nad Basileopolis zapadał późny, letni zmierzch. Robotnicy kierowali się do domów, aby odpocząć przed kolejnym dniem pracy lub do licznych tawern i karczm, aby znaleźć spokój na dnie kielicha taniego wina. Kupcy zwijali kramy i zamykali drzwi swych sklepów, w myślach przeliczając zyski po mniej lub bardziej udanym dniu. Na ulice powoli wylegali wszyscy ci, którzy żyli nocą - prostytutki, pospolici bandyci czy szukający mocnych wrażeń szlachcice, planujący całą noc włóczyć się po knajpach i burdelach. Rzec by było można, że był to dzień jak każdy inny... 

Altair głęboko odetchnął, smakując miejskie powietrze. Od wielu dni przygotowywał się własnie do tej chwili. Badał miasto, od jego dachów po najciemniejsze zaułki, śledził pałacowe sługi i podsłuchiwał ich rozmowy czy przemykał po dalekich zakątkach pałacu, poszukując odpowiednich podejść i usiłując doszukać się schematów w ruchach strażników. Teraz był gotów - nadszedł właściwy czas. Cicho zmówił modlitwę do Pana Światła i aszów, którzy mieli poprowadzić jego ostrze... Raz jeszcze sprawdził czy skryte na nadgarstku ostrze gładko opuszcza swoją kryjówkę i czy wszystkie narzędzia jego "rzemiosła" są na swoim miejscu, po czym ruszył - przeskakując z dachu na dach, niewidoczny dla skoncentrowanych na przyziemnych sprawach mieszkańcach stolicy. W końcu dotarł do muru otaczającego pałac - jego przebycie było dla zabójcy dziecinnie proste. Z łatwością odnajdywał niewidoczne dla laika szczeliny i ubytki, dające oparcie dla palców i stóp, aby po kilku chwilach znaleźć się na szczycie - po czym z równą sprawnością zszedł na dół. Ogrody dawały nieskończone możliwości krycia się w cieniach i pośród roślinności - zwłaszcza w ostatnich promieniach wieczornego słońca. Altair sprawnie przemykał naprzód, tylu dwa razy musząc użyć ostrza, aby pozbyć się niedogodnie umiejscowionych strażników. W końcu pozostało mu tylko wspięcie się do pokojów basileusa - jak zakładał, wieczorem król-dziecko będzie w nich obecny (tak zresztą wynikało z rozmów służących). Widać było, że ogrodnicy mało przykładali się do pracy - pnącza dzikiego wina rozrosły się bowiem w tym miejscu całkiem imponująco, krusząc mur i dając potrzebne oparcie. W miarę jak wspinał się w górę, do uszu Altaira dobiegać zaczęły dźwięki rozmowy - jeden dojrzały, zapewne należący do starca głos i drugi, dziecięcy. Altair pozwolił sobie na lekki uśmiech... W końcu dotarł aż do parapetu i pewnym ruchem podciągnął się w górę. Szybko objął wzrokiem pokój - sporej wielkości salę, najpewniając służącą jako rodzaj gabinetu i podręcznej biblioteki władcy... Przynajmniej w czasach gdy urzędowali tutaj Belisarios czy Konstantinos. Przy wykonanym z egzotycznego wschodniego drewna stole siedział nie kto inny, jak Loukas Ithilida. Na samym stole rozłożona była potężnych rozmiarów mapa Imperiusa. Stojący obok władcy siwowłosy mężczyzna wskazywał kolejne punkty na niej i spokojnym, łagodnym głosem opowiadał o kolejnych krainach. Altair musiał najwyraźniej trafić na lekcję geografii, udzielaną młodemu władcy... 

Zabójca, cicho niczym śmierć wszedł do środka pokoju i krok po kroku zaczął zbliżać się w kierunku swojego celu. Ukryte ostrze wysunęło się bezgłośnie... 

Czasem zdarzają się przypadki, które bogobojni przypisują opiece sił wyższych - sceptycy zaś wzruszają ramionami i mówią - tak to po prostu czasem bywa. Wypadki, które zmieniają bieg dziejów... Dzisiaj narzędziem losu miał okazać się przypadkowy gołąb, który umykając przed drapieżnym ptakiem w panice wpadł przez otwarte okna pałacu w Basileopolis... Seria wydarzeń, które doprowadziły do tego momentu miała pozostać nieznana przyszłym pokoleniom - a była całkowicie i absurdalnie niewiarygodna. Ten oto gołąb, noszący imie Gajusz Juliusz XII pochodził bowiem z osobistej hodowli gołębi-medalistów należącej do samego cesarza Varangardu. Kilka tygodni wcześniej został on skradziony przez zadłużonego służącego. Gołąb został następnie sprzedany kolekcjonerowi z Raszimu - ów jednak niedługo po powrocie do swego kraju przegrał go w karty do aeckiego kupca, który wraz z drogocennym ptakiem powrócił do domu w Basileopolis, zastanawiając się cały czas, cóż też uczynić z tym kuriozum, mającym poza niewielkim rynkiem pasjonatów (i Varangardem) niewielką wartość. Zanim jednak kupiec zdołał podjąć jakiekolwiek działania, jego kilkuletnia córka nieopatrzenie otworzyła klatkę z ptakiem, pozwalając Gajuszowi Juliuszowi wyrwać się na wolność... Po wielu dniach, teraz już wolne zwierzę napotkało swoją wydawałoby się nieuchronną zgubę w postaci jastrzębia - który jednak będąc starym i ślepym, miast natychmiast chwycić cel, wdał się w pościg - który zakończył się w komnacie pałacu... Gołąb z donośnym furkotem... Uderzył prosto w Altaira. Zadziałał instynkt, a zabójca odruchowo zadał cios - kończąc życie gołębia medalisty. Wszystkiemu temu towarzyszył potworny rumot - a władca i jego wychowawca aż podskoczyli w miejscu i odwrócili się... Aby ujrzeć stojącego w chmurze piór, z wyciągniętym ostrzem zabójcę. Pierwszy otrzeźwiał o dziwo starzec, który wydał z siebie okrzyk, typowy dla ludzi w tej sytuacji.
- STRAAAAAAŻEEEE! 
Altair nie myśląc ze wiele rzucił się naprzód, chcąc wykonać powierzoną mu misję. Gdyby Loukas był sam, albo towarzyszył mu ktokolwiek inny, pewnie by mu się udało... Nauczający tego dnia władcę wychowawca, stary Antygon, o czym nie wiedział pechowy zabójca, za młodu prócz pobierania nauk w rozlicznych dziedzinach, zajmował się również pankrationem... W czym osiągał znaczne sukcesy, wygrywając nawet lokalne igrzyska... Mimo że od tego czasu upłynęło wiele lat, refleks starca nadal pozostał wyjątkowy - podobnie jak zdolność szybkiej obecny sytuacji. Antygon pewnym ruchem odepchnął krzesło ze swoim uczniem, posyłając go na bok, po czym samemu rzucił się na zabójcę, chcąc złapać go w unieruchamiający chwyt. 

Nie miał jednak najmniejszych szans z wyszkolonym według starożytnych reguł zakonu zabójców Altairem... Przynajmniej nie miał szans na zwycięstwo - mógł jednak zyskać cenne chwile. Altair zadał szybki cios, a ostrze zagłębiło się w ciało Antygona - ten jednak tylko sapnął i spróbował kopnąć mordercę w jądra - co prawie mu się udało. Tymczasem trzasnęły otwarte z rozmachem drzwi... Leżący na podłodze, zszokowany dzieciak zaczął chyba zaś powoli rozumieć co się dzieje i wydał z siebie wysoki, świdrujący okrzyk. Dwa kolejne ciosy Altair zadał prawie na ślepo - po czym ciosem pięści obalił krwawiącego jak świniak nauczyciela. Gwardziści już wbiegali do środka, wyciągając miecze... Pozostały tylko sekundy. Altair podjął szybką decyzję i wyciągnął swoją wierną, miniaturową kuszę. Urządzenie było już gotowe, a sprytny mechanizm naciągnięty i gotowy do wystrzału. Zabójca wycelował i wystrzelił... W tym momencie poczuł jak coś szarpie go za nogę - to właśnie wykrwawiający się Antygon, w ostatnich chwilach świadomości spróbował zatrzymać Altaira. I to wystarczyło - wytrącony z równowagi morderca chybił - o centymetry, zaś zatruty sokiem z rosnącej tylko w Lanii rośliny, którego raptem kropla powali nawet bawołu bełt wbił się tuż obok głowy wrzeszczącego Loukasa. 

Altair zrozumiał że stracił swoją szansę - a aszowie wyraźnie nie sprzyjali mu tego dnia. Pozostało tylko uciekać i ratować życie - ostatecznie jak nie dziś, to może za jakiś czas trafi się kolejna okazja... Ale żeby tego dokonać musi przeżyć. Na szczęście pokoje pałacu w Basileopolis miały wiele wyjść... I ku jednemu z nich umknął morderca, któremu po piętach postępowali gwardziści - z pałacu nadbiegali zaś kolejni. Zaczął się pościg korytarzami pałacu... W końcu jednak Altair ujrzał swoją szansę - jeżeli dobrze zapamiętał otoczenie pałacu, to pod tym właśnie oknem stał wóz z sianem... Jeżeli tylko zdoła skoczyć, to dalsza ucieczka będzie już prosta. Morderca pewnym ruchem wyskoczył przez okno... Tylko aby w locie zorientować się, że wóz własnie odjeżdżał... Altair niezbyt elegancko zamachał rękoma, jednak nie poleciał jak ptak... Po czym chwilę później z nieprzyjemnym plaśnięciem uderzył o ziemię, łamiąc przy tym kręgosłup oraz wiele innych kości. Gdy strażnicy dobiegli na miejsce, Altair właśnie dogorywał, plując krwią z przebitych połamanymi żebrami płuc... Tak oto zakończyło się życie Altaira ibn La-Ahada... Pozostały jednak pytania - co w odległej Basilei robił zabójca, który miał być na usługach króla Aeir Dinn? Na pozór jest to równie absurdalne jak śnieg w sułtanacie... Tak czy siak - Altair zawiódł, jednak król-dziecko pozostaje w stanie kompletnego szoku wydarzeniami które rozegrały się na jego oczach - plotki głoszą, że Loukas ma budzić się w nocy z krzykiem i zażądał przeprowadzki z pałacu, gdzie ponoć cały czas widzi kryjącego się pośród cieni mordercę... Choć czas leczy rany, nawet te na psychice, to pytaniem jest jaki efekty wywrą te wydarzenia na mającym w przyszłości władać Basileą Loukasie...

***

Nieudana próba morderstwa była tym czego potrzebowali przeciwnicy pretendenta do korony Aetów - bękarta Belisariosa IV - Odeseosa. Jego sprawa od dłuższego czasu zdawała się być beznadziejną - wspierany był właściwie tylko przez radykalnych vohanitów, co sprawiało że szeregi jego zwolenników były nadzwyczaj wątłe. W akcie desperacji próbowano zawrzeć iście nieświęty sojusz z ephyrskimi rebeliantami... którzy w większości są z kolei twardogłowymi tytanistami. Choć w imię polityki zawierano dziwniejsze alianse, to w tym przypadku nie miał to prawa zadziałać - a opanowanie przez wierne Loukasowi wojska Ephyrii sprawiło, że szanse na tron Odeseosa stały się w praktyce zerowe. W tej sytuacji postanowiono wykonać ostatni cios - i oskarżono regentów Odeseosa o zlecenie zamachu na basileusa... Od razu też wydano zaoczny wyrok - Odeseos i ci którzy publicznie wsparli jego sprawę zostali skazani na banicję z Aetonu. Rozwiązanie to było na tyle eleganckie, że pozostali w kraju członkowie frakcji vohanistycznej nie zostali tym czynem aż tak bardzo rozsierdzeni, aby jawnie wystąpić przeciw nadal muszącemu poradzić sobie z ephyrską partyzantką władcy. Oczywistym było, że sprawa Odeseosa - przynajmniej na razie jest przegrana. Wygnańcy położyli więc uszy po sobie i odpłynęli na zachód - do sułtanatu. Nie pozostali tam jednak długo - Raszim pozostaje w przyjaznych stosunkach z Basileą, więc niewykluczone, że Odeseosa spotkałby tu nieszczęśliwy wypadek... Nie mógł też liczyć tu na żadnych sojuszników. Wygnańcy ruszyli więc dalej na zachód - w tradycyjnym kierunku przegranych pretendentów, wygnańców i uciekinierów Imperiusa - ku odległego Anszanatowi, gdzie od wielu lat przebywali członkowie aeckiej ekspedycji przeciw Kultowi Seta - tak zwani Nieśmiertelni. Grupa wojowników i dowodzących nimi możnych, wywodząca się z frakcji vohanistycznej przebywała w stanie swoistego zawieszenia na ziemiach anszana - od czasu uroczystości z okazji zwycięstwa nie zostali wezwani do kraju - a dzięki płynącym regularnie z wysp pieniądzom mogli bez większych przeszkód pozostawać na obczyźnie, Anszan zaś zapewne w imię starożytnych praw gościnności i w uznaniu ich dokonań w walce z Setytami nie próbował wyprosić ich z przedłużającej się wizyty - ba, zaproponował im nawet ziemie na podbitych terenach, a możnym - godności i lenna. Gdy zwolennicy Odessosa razem ze swoim dziecięcym pretendentem dotarli do obozowiska nieśmiertelnych (które po kilku latach przypominało już raczej wioskę), ci bez większego zastanowienia wypowiedzieli posłuszeństwo Basilei... Tym samym stali się rebeliantami - jednak wątpliwym jest, aby tak daleko mogły sięgnąć ich ręce Loukasa - czy że ze względu na swoją liczebność będą w stanie podjąć konkretne działania przeciw Aetonowi o ile nie otrzymają wsparcia... Tak czy siak wraz z ich rebelią, skończą się "wakacje" na koszt basileusa, a rebelianci będą musieli podjąć decyzję co dalej - pewną opcją jest skorzystanie z propozycji nadań w Anszanacie i osiedlenie się w nim - wzorem choćby Djodoarów sprzed wielu pokoleń - choć prawdopodobniejsze jest to, że utworzą oni grupę najemników, w ten sposób zarabiając na byt... Pytaniem pozostaje też - co dalej z Odeseosem? Czy będzie on podróżował z najemnikami, czy też może jego opiekunowie poszukają sobie protektora - choćby w osobie Anszana Bahrama albo innego władcy... 

***

Wszystkie te wydarzenie przyczyniły się do przetasowań religijnych na wyspach fokkijskich. Wraz z wygnaniem lub eksodusem wielu wpływowych członków frakcji vohnistycznej wiara ta utraciła wpływowych protektorów. Poprzedni władcy otwarcie sprzyjali tytanizmowi, a vohanizm na wyspach zawsze rządził się swoimi prawami, będąc mniej ortodoksyjnym i słabiej osadzonym niż na kontynencie. Jeżeli nie dojdzie do odwrócenia trendu możliwym jest erozja wpływów kultu Pana Światła i reakcja pogańska odrodzonego tytanizmu, który zyskuje gdy słabną vohanici - otwiera to również szansę dla adronitów, którzy mogliby wykorzystać chaos aby zyskać przyczółek na wyspach fokkijskich... Co ciekawe mimo otwartego wspierania rebelii w Ephyrii i powszechnie znanej wrogości między oboma władztwami, w Basileopolis nadal istnieje i prężnie działa kupiecka dzielnica Imperium Tarcvinicum, do którego zalicza się obecnie również Liga z Elis. Traktaty handlowe wciąż obowiązują... Jak widać pieniądz pozostaje odpornym na zawirowania polityczne... Pewnym jest, że wyspy Aeckie czekają kolejne ciosy... i niewykluczone że kolejne fale politycznych wygnańców i przegranych w walce o wpływy i władzę.

- Lakonia wypowiada posłuszeństwo Basileopolis.
- Nieudany zamach na Basileosa kończy żywot skrytobójcy Altaira i zostawia szramę na psychice młodego władcy.
- Pretendent do tronu - Odessos - zostaje wygnany. Znajduje schronienie w Anszanacie i przeciąga na swoją stronę aecką kompanię nieśmiertelnych.
- Mocne osłabienie vohanizmu na wyspach fokkijskich. Duża szansa dla tytanistów i... andronitów.
I1: Królestwo Ephyrii/Zakon św. Joneasza | I2: Communio Angelorum/Hetmanat Westurii+Królestwo Utheru | 
I3: Despotatus Antiocheae | I4: Basilea ton Angelon | I5-8: Wieki Ciemne | 
I9: Civitas Ordinium | I10: Zerruko Erresuma | I11: La Repubblika/GM/Konfederacja Kantonów Naugrimskich | I12: Basilea ton Aeton
I12: Game Master


Wiadomości w tym wątku
Wydarzenia - przez Emyrh - 12-Jan-2019, 04:15 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 18-Jan-2019, 09:10 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 21-Jan-2019, 11:02 AM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 30-Jan-2019, 10:23 AM
RE: Wydarzenia - przez Emyrh - 31-Jan-2019, 02:21 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 03-Feb-2019, 03:10 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 09-Feb-2019, 11:15 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 12-Feb-2019, 12:25 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 12-Feb-2019, 01:04 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 12-Feb-2019, 04:59 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 12-Feb-2019, 10:03 PM
RE: Wydarzenia - przez Emyrh - 14-Feb-2019, 01:19 AM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 14-Feb-2019, 12:14 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 15-Feb-2019, 09:10 AM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 15-Feb-2019, 10:16 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 17-Feb-2019, 12:50 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 18-Feb-2019, 03:34 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 18-Feb-2019, 10:16 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 23-Feb-2019, 06:39 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 25-Feb-2019, 09:16 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 26-Feb-2019, 04:36 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 27-Feb-2019, 04:28 PM
RE: Wydarzenia - przez Ellahar - 08-Mar-2019, 09:28 AM
RE: Wydarzenia - przez Ellahar - 16-Mar-2019, 05:37 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości