17-Feb-2019, 12:50 PM
Jantar
1205
1205
![[Obrazek: 36c01fba-7d39-4010-902c-bc181844f3ac.jpg]](http://static.prsa.pl/images/36c01fba-7d39-4010-902c-bc181844f3ac.jpg)
Niewielkie księstwo Jantaru przez pokolenia znajdowało się na uboczu Imperiusa. Władcy przemijali, lata mijały a historyczne zawieruchy zdawały się omijać Jantar. Zamieszkiwany przez lud podobny obyczajami, językiem i religią do sąsiedniej Braniborii, Jantar rządzony był przez dynastię Rawiczów. Bywali wśród nich władcy lepsi i gorsi, choć żaden z nich w szczególny sposób nie zapisał się w kronikach. Spokój swego władztwa zapewniali poprzez alians z sąsiednim państwem Zakonu, sprawiający że władcy Braniborii nie dołączyli Jantaru do swej domeny. Tak więc lata spokojnie mijały, a największym problemem Jantarczyków były narodziny dwugłowego cielęcia dwadzieścia lat nazad. Tak było przynajmniej aż do momentu gdy na tron wstąpił książę Burzmir. Ów zajmował się głównie hulankami, ucztami i turniejami, na wzór obyczajów dworu Annarietty, w której spędził młodość. Jantar był jednak w gruncie rzeczy małym i niezbyt bogatym państewkiem i utrzymywanie stylu życia dorównującego królewskim dworom musiało rychło odbić się na zawartości skarbca księstwa. Szybko więc w szkatule pokazało się dno i Burzmir stanął w obliczu wyboru - zacisnąć pasa, albo znaleźć nowe źródło dochodów. Książe wybrał rzecz jasna to drugie i tradycyjnie dla cierpiących na niedostatek gotowizny władców - podniósł podatki. Ludowi było to nie w smak, ale jak to lud - posarkał, ponarzekał i było na tyle... byłoby na tyle, gdyby nie wielka susza z roku 1199, gdy plony obumarły na plonach, a przed klęską głodu ocaliło Jantarczyków jedynie zakupienie zboża od kupców z kraju zakonnego. Burzmir w żaden sposób poddanym nie pomógł, a o obniżeniu wysokich podatków, aby ulżyć chłopom myśleć nawet nie raczył. Podczas gdy lud wegetował na krawędzi głodu, zabawa na dworze księcia nie ustawała. W końcu gniew chłopów znalazł swoje ujście i zaczęli oni mordować znienawidzonych poborców podatków. Do rozsądku mieszkańców próbowali przemówić duchowni - i nawet im się to udało. Pod przywództwem niejakiego proboszcza Sławomira, delegacja chłopów i mieszczan udała się do Burzmira, aby prosić o obniżenie podatków. Książę delegacji jednak nie przyjął i wzburzony przybyciem chamstwa pod jego dwór nakazał powiesić proboszcza. To była kropla, która przepełniła kielich goryczy - powstał cały kraj, a książę został otoczony w swoim zamku. Mając u boku wierną (a tak mu się przynajmniej zdawało) drużynę, Burzmir był pewny siebie. Czekać tylko przybycia pomocy Zakonników, a rozpędzi tą chłopską hołotę - a nawet jeśli Wielki Mistrz zamarudzi, to jeno do zimy doczekać - a chłopi zmarzną, zgłodnieją i do domów pójdą pod pierzynami siedzieć. Wielki Mistrz nie zamierzał jednak pomagać tyranowi, który zamordował duchownego i zerwał wszystkie pakty z Jantarem. Sam Burzmir nawet się o tym nie zdołał dowiedzieć - dowódca jego drużyny, Radost zwany Piąchą obwiesił bowiem księcia na tej samej szubienicy co Sławomira, po czym został okrzyknięty przez lud nowym księciem.
Nie był to jednak koniec opowieści o złym tyranie i dobrym wyzwolicielu, a jedynie początek kłopotów Jantaru. Burzmir posiadał bowiem liczną rodzinę, która miała więcej szczęścia niż wisielec i umknęła na wszystkie strony świata. Bękart władcy, Bolemir gdy tylko doszło do buntu, przewidująco zdecydował się dać nogę na północ, gdzie schronił się na dworze króla Braniborii. Dwie córki Burzmira z jego pierwszego małżeństwa, przebywały akurat w gościnie u krewniaków - rodu Gaworskich, skąd zostały zabrane do królestwa Djodoarów. W chaosie przewrotu, gdy woje wierni Burzmirowi zostały do nogi wycięci przez buntowników Radosta, żona księcia Wszebora zdołała umknąć z grodu, zabierając ze sobą syna i następcę księcia - Sambora. Udali się oni na południe, do kraju wiecznego (przynajmniej do tej pory) sojusznika Jantaru, Zakonu. Tak więc choć Radost usadowił swoją rzyć na tronie, to nie mógł w żadnym wypadku czuć się na nim zbyt pewnie. On sam zresztą władcą był raczej miernym, choć lud darzyć go zaczął sympatią, a Radost podatki obniżył i poddanych nie gnębił. Jego władza potrwać jednak nie miała długo - Bolemir został bowiem wsparty przez króla Wacława z Braniborii, który dał mu za żonę swoją córkę, Ryksę i uznał bękarta za prawowitego księcia Jantaru. Niedługo po tej deklaracji, bo w roku 1203 do Jantaru wkroczyła silna armia Braniborii pod wodzą księcia Przemysła. Radost, choć próbował zatrzymać marsz wroga, to szybko musiał wycofać się do swojej stolicy, gdzie liczył na odmianę koniunktury - na południu zbierali się bowiem zakonnicy. Miał się jednak srodze pomylić.
Żaden z sąsiadów nie przyszedł mu bowiem z pomocą - Djododarzy zachowali neutralność w konflikcie, a Zakon w zamian za zachodnią część księstwa wsparł Braniborię. Tak więc zamiast odsieczy, Jantarczycy ujrzeli tylko kolejną armie, dołączającą do oblężenia. Tymczasem zapasy żywności kończyły się, a władza Piąchy były coraz bardziej chwiejna. Decyzja o kolejnym zmniejszeniu racji żywności doprowadziła do buntu żołnierzy, którzy obalili władzę Radosta. Ot, karma jak powiedzieliby lanijscy mnisi gdyby opowiedzieć im całą tą historię. Radost był jednak cwańszy od swojego dawnego pracodawcy i odpowiednio wcześnie dał nogę, unikając zadyndania na szubienicy. Tak więc stolica znalazła się w rękach księcia Przemysła i pozostało tylko pytanie - co dalej z Jantarem.
Szybko doszło do porozumienia - zachodni Jantar ma zostać wcielony do domeny zakonnej, a wschodni stanie się domeną księcia Bolemira, wasalną wobec Braniborii. Ponadto Braniboria ma wypłacić rozłożoną na dogodne raty rekompensatę za to, że Zakon dostaje mieć smakowitą połowę jantarskiego kąska. Co na to sam książę? Cóż, zadowolony on nie jest, a jego ambicja pozostaje niezaspokojona, jednak na bezrybiu i rak rybą, jak mawiają Jantarczycy. Niezbyt ma zresztą możliwość protestowania - jego władza jest w pełni zależna od Wacława IV. Nie chce on zbytnio angażować się dalej na południu ale kto wie, czy nie zmusi go do tego sytuacja. Nadchodzące do Braniborii plotki nie napawają optymistycznie. W każdym razie sejm radośnie przyklasnął decyzji króla o zawarciu porozumienia z Zakonem. Co do prawowitego następcy Burzmira, Sambora to został on uznany, w wypadku gdyby Bolemir nie miał swoich potomków, następcą księcia. Jeżeli tak nieszczęśliwie by się zdarzyło, że obydwaj nie dochowaliby się potomków, to władzę w Jantarze obejmą braniborscy Sklawidzi. Władzę Bolemira osłabiła ponadto konieczność wydania przywilejów dla Djodoarów - które to przywileje wydał pod naciskiem "sugestii" Wacława IV. Djodoarskich kupców nie obejmuje przymus drogowy czy prawo składu, przybijające do jantarskiego portu statki mają obniżone o połowę cła, a Djodoarzy mogą założyć faktorię handlową w Jantarze. Tym samym wyjaśnia się tajemnica neutralności - Braniborczycy odpowiednio wcześnie kupili ją w sobie zamian za obietnicę przywilejów. Ostatnią sprawą pozostały przyrodnie siostry Bolemira, które powróciły do Jantaru - tym samym zebrał on u siebie wszystkich potencjalnych pretedentów, którzy mogliby być wykorzystani do destabilizacji sytuacji w Jantarze.
Wraz z nastaniem roku 1205 kończy się konflikt w Jantarze, a do kraju, choć podzielonego, powrócił spokój - chłopi zaś mogą powrócić na pola, mając dość aż zbyt ekscytujących dla nich wydarzeń ostatnich lat. Pozostaje tylko jedno pytanie... gdzie tak właściwie podziewa się teraz Radost?
-Koniec konfliktu o Jantar,
-Bolemir Rawicz księciem wschodniego Jantaru, zachodni Jantar włączony do Zakonu.
