Wydarzenia
#19
Braniboria
1206

[Obrazek: Frischlow_3.jpg?width=400&height=250]
Choć wojna w Jantarze skończyła się jakiś czas temu, wielu braniborskich rycerzy nie powróciło jeszcze do domu. Rozbili oni pokaźnych rozmiarów obóz w Bohemii, gdzie po pewnym czasie przybył sam król Wacław. Pytaniem było - czemu tak się działo? Oficjalnym powodem był mający się odbyć popis szlachty przed królem - i faktycznie rycerzy było tak wielu, jednak większość zgromadzonych stanowili weterani zakończonej właśnie kampanii na południu. Dni płynęły spokojnie - co prawda kilka razy zbyt gorącokrwiści szlachetkowie pod wpływem wina z południa czy miejscowego piwa wdali się w sprzeczki, które szybko przeszły w pojedynki, jednak poza kilkoma nowymi bliznami na łepetynie pieniaczy i uszczerbkiem na honorze nic złego się nie stało - ot typowe problemy dla zgromadzenia zbyt wielu możnych w jednym miejscu....

Gościwuja obudziło nieznośne parcie na pęcherz. Cóż, nie było dobrym pomysłem osuszać dzbana piwa przed udaniem na spoczynek... Teraz chcąc nie chcąc musiał opuścić namiot, aby ulżyć sobie gdzieś w pobliskim lasku. Nie uszedł jednak daleko, gdy jego uwagę zwróciła dziwna jasność na horyzoncie... Z tego co wiedział w tamtym kierunku, może mile dwie albo trzy dalej znajdował się dworek Odrowążów. Znał Michała Odrowąża, który był tam panem... Zginął jednak pechowiec w Jantarze, strzałą rażony.
- Gore! - krzyknął Gościwuj. - Pali się!
Na jego okrzyk z sąsiednich namiotów zaczęli wypadać inni rycerze, desperacko usiłując podciągnąć spodnie czy zawiązać tuniki.
- Co się pali? Gdzie? - zapytał jeden z nich. - Obóz się pali?
- Nie. Dobra Odrowążów! - wskazał w stronę coraz jaśniejszej łuny.
- A to spieprzaj, już myślałem że ktoś ogień zaprószył... - mruknął któryś ze starszych rycerzy i zasunął znowu połę namiotu. Przybywało jednak kolejnych, a zgromadzeni wpatrywali się z pewną konfuzją w horyzont.
- No co tak stoicie?! - zakrzyknął Gościwuj. - Trzeba jechać i zobaczyć co się dzieje. Mogą tam pomocy potrzebować.
Odpowiedziało mu potakujące pomrukiwanie kilku innych rycerzy.
- No. Maaaaćko! - zakrzyknął na swojego pachołka. - Konia siodłaj! Ja tylko odlać się skoczę...

Jakiś czas potem, grupa kilkunastu ochotników minęła wzgórza oddzielające ich dóbr rodu Odrowążów. Od jakiegoś czasu czuli już jednak dobrze znany im z wojny smród... Odór palonej wioski. Gdy stanęli na szczycie pagórka, jeden z towarzyszy Gościwuj wymamrotał tylko.
- Niech mnie Adro wychędoży...
Widok, który ujrzeli w szarówce tego szczególnego momentu przed świtem był w istocie ponury. To nie był przypadkowy pożar - to było celowe podpalenie. Chłopskie chaty właśnie kończyły się dopalać, a w centrum przysiółka dostrzec można było prawdziwą stertę zwłok. Leżący kawałek dalej sporych rozmiarów dworek płonął jak pochodnia - aby chwilę później w głośnym hukiem runąć, gdy osłabione przez pożar ściany zawaliły się do środka.
- No dalej panowie bracia! - zakrzyknął Gościwuj. - Naprzód! Może jeszcze kto żyw został! Albo dorwiemy chociaż skurwieli którzy to zrobili.
Jak powiedział tak zrobili - rycerze popędzili swoje wierzchowce i ruszyli przez wioskę. Widok, który ujrzeli nawet im zmroził krew w żyłach - najwyraźniej ktoś spędził chłopów w jedno miejsce, aby następnie ich wymordować - wszystkie ciała nosiły liczne ślady po cięciach mieczem czy pchnięć włócznią. Na rozległym podwórzu dworu przybyłych czekał jednak jeszcze straszliwszy widok - tutaj napastnicy najwyraźniej postanowili sobie pofolgować i poświęcili swoim ofiarom więcej czasu. Do bram przybito włóczniami niczym makabryczną ozdobę dwójkę dzieci, które następnie wybebeszono. Na samym podwórzu spoczywały zwłoki kilkunastu osób - bez wyjątku porąbanych na kawałki, z wyprutymi wnętrznościami czy naszpikowanych bełtami jak jeże. Jeden ze służących został nawet obwieszony na płocie - na własnych jelitach. Pozbawione ciała głowy nabito na włócznie, ustawiając je naprzeciw siebie tak, jakby zmarli mieli być złączeni w pocałunku.
- kurczaki. - mruknął tylko Gościwuj. Inny rycerz zabulgotał lekko, po czym przechylił się w siodle i zaczął głośno wymiotować.
- Śladów szukać. - rozkazał samozwańczy przywódca grupy. Musiało ich być sporo i daleko ujść nie mogli.
I faktycznie tak było - szybko znaleziono ślady kilkunastu koni, wiodące na południe - najwyraźniej mordercy uszli w wyraźnym pośpiechu. Zanim jednak Gościwuj zdecydował co dalej zrobić, jego uwagę zwróciło lekkie poruszenie się pobliskich krzaków. Rycerz zsiadł z konia i ostrożnie się do nich zbliżył. Gdy odsunął gałęzie, jego oczom ukazała się młoda dziewczyna w niewiarygodnie brudnej koszuli. Kuliła się ona z przerażenia, najwyraźniej niezdolna już nawet do ucieczki...
- Ktoś jednak przeżył. - zakrzyknął do swoich towarzyszy rycerz. - Dobra... Mirko, leć do obozu i powiedz co się stało. Trzeba nam więcej ludzi i w pościg ruszyć...

Wacław VI westchnął ciężko i wyraźnie zmęczonym gestem potarł skronie. Od incydentu minęło kilka godzin, a obóz przypominał gniazdo szerszeni w które ktoś wetknął kij. Szlachta rozbiegła się po okolicy, sprawdzając co z innymi dworkami i wioskmi - a kilkudziesięciu najlepiej zorganizowanych ruszyło na południe, kierując się śladem tajemniczych napastników.
- Jeszcze raz. - władca starał się brzmieć najłagodniej jak tylko mógł. - Zacznijmy jeszcze raz. A więc mówisz, że schowałaś się za skrzynkami i cię nie zobaczyli, tak?
Znaleziona w nocy dziewczyna lekko pokiwała głową. Umyta i ubrana wyglądała niego lepiej, acz można było zauważyć że w jej włosach pojawiły się siwe pasma. I tak dobrze było, że w ogóle cokolwiek pamiętała i można było z nią choćby próbować porozmawiać - nawet jeśli co chwilę wpadała w panikę, albo dostała ataku histerii. Teraz po raz pierwszy od kilku godzin wydawało się, że może uda się z niej wyciągnąć cokolwiek konkretnego.
- Obudziło mnie jak krzyczeli. - wymamrotała. - Że śmierć. Śmierć nam, tod. Tak krzyczeli. Heretykom śmierć... - zaczęła coś mamrotać nieokreślenie przez dłuższą chwilę, jednak nagle uspokoiła się. Któremuś z towarzyszących władcy możnych wymsknęło się ciche westchnienie ulgi. Obawiał się już, że czeka ich kolejny atak płaczu.
- Widziałaś ich? - zapytał władca.
- Ta... Tak... Jak biegłam do płotu... Obejrzałam się... Mieli białe tuniki... i znaki... I włócznie... I miecze... Topory...
- Tod... - powiedział do siebie władca, po czym wyraźnie się zamyślił. Po chwili wstał i przeszedł do stołu. Sięgnął po kawałek papieru i pióro, po czym szybkimi ruchami coś nakreślił.
- Taki znak? - pokazał dziewczynie dość schematycznie narysowany zamek. Ta pokiwała głową... Po czym zaczęła płakać.
- To chyba wystarczy. - powiedział Wacław i gestem wezwał stojącą przy wejściu do namiotu służkę. Ta na wpół wyprowadziła, na wpół wyniosła nadal płaczącą dziewczynę na zewnątrz.


Kilka dni później do obozu wróciła grupa pościgowa - z pustymi rękoma. Dotarli oni aż do granicy państwa zakonnego - gdzie jak okazało się, tajemniczy napastnicy wymordowali grupę żołnierzy strzegących traktu, po czym umknęli na południe. Towarzyszący podczas przesłuchania jedynej ocalałej z masakry możni nie potrafili jednak utrzymać języka za zębami i szczegóły rozmowy szybko rozniosły się po całym obozie - sytuacja była dla wszystkich jasna - napastnicy używali słów z używanego na ziemiach zakonnych języka reterskiego, nosili też ich znaki... Szlachta była wściekła, a gniew rósł z godziny na godzinę - szybko pod namiotem władcy zebrał się liczący setki ludzi tłum. Ich żądania były proste - pomsta na zakonnikach, którzy dokonali tak straszliwej zbrodni. Król znalazł się w sytuacji bez wyjścia i wysłał do wielkiego mistrza ultimatum, żądając wydania sprawców masakry i wycofania się z ziem Jantaru - inaczej wypowiedziana zostanie wojna... Stało się więc to czego się obawiano - zawarte w Jantarze porozumienie nie przetrwało próby czasu i uniknięcie otwartego konfliktu wydaje się być w tej chwili mało prawdopodobne.

-Napaść na braniborską wieś i rzeź jej mieszkańców,
-Świadek oskarża Zakon Płonących Mieczy o dokonanie zbrodni,
-Wzburzona szlachta wymusza na Wacławie IV wydanie ultimatum Zakonowi: albo Zakon wycofa się z Jantaru i wyda sprawców masakry albo wybuchnie wojna.


Wiadomości w tym wątku
Wydarzenia - przez Emyrh - 12-Jan-2019, 04:15 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 18-Jan-2019, 09:10 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 21-Jan-2019, 11:02 AM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 30-Jan-2019, 10:23 AM
RE: Wydarzenia - przez Emyrh - 31-Jan-2019, 02:21 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 03-Feb-2019, 03:10 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 09-Feb-2019, 11:15 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 12-Feb-2019, 12:25 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 12-Feb-2019, 01:04 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 12-Feb-2019, 04:59 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 12-Feb-2019, 10:03 PM
RE: Wydarzenia - przez Emyrh - 14-Feb-2019, 01:19 AM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 14-Feb-2019, 12:14 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 15-Feb-2019, 09:10 AM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 15-Feb-2019, 10:16 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 17-Feb-2019, 12:50 PM
RE: Wydarzenia - przez Gacek - 18-Feb-2019, 03:34 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 18-Feb-2019, 10:16 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 23-Feb-2019, 06:39 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 25-Feb-2019, 09:16 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 26-Feb-2019, 04:36 PM
RE: Wydarzenia - przez Ismerus - 27-Feb-2019, 04:28 PM
RE: Wydarzenia - przez Ellahar - 08-Mar-2019, 09:28 AM
RE: Wydarzenia - przez Ellahar - 16-Mar-2019, 05:37 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości