08-Mar-2019, 09:28 AM
Ta'in
1207
1207
![[Obrazek: Chinesezither.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/1/1d/Chinesezither.jpg)
Cesarstwo Cao narodziło się dzięki czynom jednego człowieka - słynnego taińskiego generała Cao Cao. Znany jako Miecz Zachodu wódz czterysta lat temu poprowadził armie Ta'in za góry Wu, gdzie w toku kampanii która dała mu nieśmiertelną sławę odzyskał dawne zachodnie prowincje Cesarstwa, utracone na rzecz barbarzyńców, a następnie ruszył dalej, rozszerzając granice Ta'in dalej niż ktokolwiek wcześniej. Wielu obawiało się jednak Cao i tego że mógłby obrócić swój wojenny talent i niebagatelne wpływy przeciw władcom Cesarstwa. Gdy zwycięski generał, opromieniony chwałą zdobywcy zachodu powracał do Ta'in, został zamordowany. Wbrew nadziejom spiskowców zamiast zapobiec potencjalnemu zagrożeniu, morderstwo doprowadziło jedynie do krwawej wojny domowej, gdy syn generała - He Cao poderwał do walki wierne swemu ojcu wojska i opanował wiele ziem za górami Wu. Przez prawie stulecie He i jego potomkowie walczyli z Trójcesarstwem, aż w końcu kres wojnie położony został przez kolejny najazd barbarzyńców, który osłabił Cesarstwo Cao tak, że nie było w stanie dalej toczyć wojny. Między oboma państwami zapanował niepewny stan pokoju, jednak pewnym było, że zapoczątkowana morderstwem Cao Cao waśń będzie musiała w końcu zakończyć się zniszczeniem jednego z dwóch państw.
Wraz z początkiem XIII wieku nadszedł również kres Cesarstwa Cao. W roku 1203 zza gór Wu wylały się wojska Ta'in. Cesarz Chen Cao został zaskoczony tym atakiem i desperacko próbował zgromadzić wojska, aby bronić swego kraju. Na szczęście wyprawa Tainów cierpiała z powodu niesubordynacji wojowników zaciągniętych z ludu Wei, którego członkowie z wyjątkowym niezadowoleniem zareagowali na zakaz grabieży podbijanych ziem - które zamierzano w końcu wcielić do Cesarstwa Ta'in. Dopiero obietnica sowitego wynagrodzenia, poparta znaczną ilością cesarskiego srebra przekonała Wei, aby ruszyli na zachód. Tam zajęli się toczeniem wojny zgodnie ze swoimi odwiecznymi zwyczajami - a więc palili, grabili i mordowali, mimo cesarskiego zakazu. Opieszale poruszająca się armia przybyła do stolicy Cao - Chengzou tylko po to, aby zobaczyć zatrzaśnięte wrota. Sytuacja wydawała się jednak beznadziejna, armia Ta'in posiadała bowiem miażdżącą przewagę. Z zachodu dotarły jednak pokrzepiające wieści - oto Freyr Lennastsónn, władca Aeirr Dinn powołał swe hufce - a zwołał ponoć osiem tysięcy chrobrych wojów, aby poprowadzić ich na odsiecz Chengzou. Tak więc oto Cao miałoby zostać ocalone przez białych barbarzyńców z zachodu... W sytuacji w której się znajdował, Chen Cao przyjąłby jednak zapewne pomoc nawet od demonów, gdyby tylko mu ją zaoferowały. Kroplą dziegciu w tej beczce miodu był jednak fakt, że żołnierze Freyra poczynali sobie podczas marszu jakby ruszyli raczej na rejzę, a nie z odsieczą, łupiąc napotkane wioski i gwałcąc wszystkie kobiety które na czas nie zdołali uciec. Gdy jednak na horyzoncie ujrzano chorągwie armii Freyra, w serca mieszkańców stolicy wstąpiła nadzieja. Tainowie potrafili liczyć i widząc przewagę nadciągającej armii szybko porzucili obóz i od wielu miesięcy z trudem wznoszone umocnienia i transzeje, mające otoczyć miasto pierścieniem oblężenia. Chen nie zdecydował się jednak otworzyć bram, aby powitać sojuszników - i miał rację, Aeirdinnczycy bowiem sprawnie zajęli opuszczone przez Tainów umocnienia, a wysłani przez króla barbarzyńców posłowie zażądali zapłaty za zniesienie oblężenia. Kilka skrzyń kosztowności zmieniło właścicieli, a syn cesarza - Han pojechał na zachód jako gwarant "przyjaznych relacji". Aeirdinnczycy zaś powrócili do domu, łupiąc jednak całe zachodnie Cesarstwo i uprowadzając w niewolę niezliczonych mieszkańców. Tymczasem armia Ta'in cały czas czaiła się na wschodzie, spokojnie podporządkowując sobie tamtejsze prowincje.
Armia Trójcesarstwa powróciła następnego roku na wiosnę, tak jak ptaki wracające gdy stopnieją śniegi.
Tym razem nikt już nie wierzył w szansę ocalenia Cesarstwa Cao. Gdy pod mury miasta dotarł wysłannik ze wschodu i wygłosił słowa ultimatum, Chen Cao odrzucił jednak możliwość kapitulacji. Były to ostatnie dni jego władzy. Gdy nakazał stracenie kilku możnych, którzy ponoć zawiązali spisek aby poddać miasto nadchodzącej armii, przyspieszył tylko nieuchronne. Jednym z zabitych był bowiem brat dowódcy gwardii cesarskiej. Ów, zrozumiale rozwścieczony śmiercią krewniaka, zebrał grupą niezadowolonych z decyzji Chena szlachciców i na czele ich ludzi pewnego wieczora zaatakował pałac. Cesarz, choć zaskoczony, zdołał jednak umknąć, chcąc wydostać się z miasta na pokładzie czekającego już w porcie statku. Zgubiło go jednak przywiązanie do rodziny - czekając bowiem, aż dołączą do niego żona z dziećmi, cesarz wraz z ostatnimi lojalnymi mu przybocznymi został zaatakowany przez zdrajców. Po krótkiej walce lojaliści uciekli, jednak ranny cesarz został pochwycony przez spiskowców - i szybko dołączył do już złapanej przez nich rodziny. Grupka ocalałych z zajść w pałacu zwolenników cesarza umknęła statkiem, którym odpłynąć chciał sam władca, zabierając ze sobą cesarską pieczęć i część najcenniejszych skarbów cesarstwa - jednak stanowią oni jedynie smutne wspomnienie po upadłym państwie. Jest też nieszczęsny Han Cao, który pozostaje "gościem" na dworze króla Freyra - stanowiąc cenną kartę w politycznych rozgrywkach, jednak nie posiadając wpływów ni wolności. Niedługo potem Chengzou skapitulowało przed armią Ta'in, a wyniszczone przez najazd Aeirr Dinn zachodnie terytoria Cao podporządkowały się nowe władzy. Ci, którzy nie zamierzali uznać władzy Trójcesarstwa zdecydowali się wziąć nogi za pas i skierować w ostatnim możliwym kierunku - na południe, do Radżatu Nainpuru, lub w wypadku tych, którzy uznali, że jest on zbyt blisko Ta'in - i potencjalnej zemsty trzech cesarzy, jeszcze dalej, licząc że odległość zapewni im bezpieczeństwo. Tak oto dobiegły końca dzieje Cesarstwa Cao.
Zwycięstwo to było wielkim sukcesem dla Ta'in, które poszerzyło swe granice, jak i położyło kres trwającej od prawie czterystu lat rebelii. Aby odpowiednio uczcić wydarzenie tak wielkiej wagi, zdecydowano się na organizację uroczystości które miały nadać zwycięstwu odpowiedniej oprawy - tak aby z pewnością zostało ono zapamiętane na wiele następnych lat. Obchody zorganizowano w stolicy, choć i w mniejszych miastach zorganizowano z tej okazji festyny jak i składano uroczyste ofiary w świątyniach. W dniu festynu chyba cała ludność stolicy wyległa na ulice aby świętować zwycięstwo nad zdrajcami z zachodu. W łaskawym geście ogłoszono nawet ten dzień wolnym od pracy w manufakturach i warsztatach cesarskich. Na licznych placach stolicy rozdawano darmową żywność, tak aby nawet najubożsi mogli w tym dniu weselić się i najeść do syta, zaś opłaceni przez władze grajkowie i tancerze krążyli po ulicach, zabawiając ludność która formowała wokół nich rozbawione korowody. Nie zapomniano również o siłach wyższych - w świątyniach składano kolejne, niezwykle bogate ofiary ze zwierząt i kadzideł, co każdą godzinę zaś przez miasto niósł się głuchy dźwięk gongów, gdy mnisi we wszystkich świątyniach stolicy uderzali w nie, aby uczcić pamięć przodków i dziękować Niebiosom za mądre rządy cesarskie. Główną ulicą stolicy maszerowały kolejne zastępy zwycięskim wojowników jak i grupy urzędników, w uroczystym pochodzie tryumfalnym.
Gdy lud bawił się i weselił, w Zakazanym Mieście trwała inna ceremonia. Do pałacu przybyli możni i dostojnicy z Cao z całymi rodzinami - ci, którzy nie zdecydowali się zawczasu umknąć za granicę i liczyli na miłosierdzie cesarskie. Wszyscy oni mieli pokłonić się przed cesarzem Ang Jin i złożyć mu hołd. Korowód niegdyś butnych panów zachodu przechodził przez bramy Zakazanego Miasta... Jednak nie wszyscy je opuszczali. Przybyli byli obserwowani przez czujne oczy ludzi skrytych pośród wspaniałych pawilonów i pysznych ogrodów. Ludzie o obojętnych twarzach i zimnych oczach pojawiali się niczym duchy i zastępowali drogę tym spośród możnych, których wskazali im cesarscy urzędnicy. Wszyscy ci, których podejrzewano o brak pokory wobec nowej władzy i chęci wspierania obalonej dynastii byli wraz z rodzinami więzieni - po czym bez większych ceregieli pozbawiani życia wraz z całymi rodzinami. Za górami Wu zaś, żołnierze wkraczali do ich posiadłości i dworów... Główny element likwidacji ostatnich elementów upadłego cesarstwa miał dopiero nadejść - przed oblicze Ang Jina przyprowadzono bowiem Chena Cao. Wymieniono jego rozliczne przewiny - zdradę, uzurpację tytułu cesarskiego, obrazę bogów przez sprzeciwianie się woli trzech cesarzy... W obliczu takowych czynów, cesarz Ang Jin bez większych ceregieli wydał wyrok - śmierć, jednak w geście pozwalającym pokonanemu przeciwnikowi na zachowanie honoru miał on zostać ściętym, miast doznania standardowego dla zdrajców zestawu tortur. Chen cały sąd jak i ogłoszenie cesarskiego wyroku przyjął bez słowa i podobnie, z ponurą rezygnacją miał zachowywać się podczas egzekucji, którą wykonano gdy słońce zachodziło za horyzontem - odpowiednie epitafium dla upadłego cesarstwa zachodu...
Pozostała jeszcze kwestia potomstwa Chena - a przynajmniej dwójki, którą udało się pochwycić. Przedstawiono im prostą ofertę - mogli wybrać honorowe samobójstwo albo ukorzyć się przed cesarzem Jin - Gu zostałaby jego żoną, a dalszy los Mao zależałby od dobrej woli cesarza, który jeszcze nie był pewny czy zesłać go do do klasztoru mnichów Xi, albo na dwór cesarza Ha. Dzieci Chena nie zamierzały podzielić losu swojego ojca i bez wahania ukorzyły się przed Angiem... Tym samym końca dobiegła pierwsza część oficjalnych ceremonii - a czas był już najwyższy, słońce stało bowiem w zenicie... Do miasta wjeżdżała zaś Shen Jin, córka cesarza i zwyciężczyni zachodniej kampanii. Świętujący od wielu godzin ludzie zgromadzili się na ulicy wiodącej do Zakazanego Miasta, którą jechała w otoczeniu swych oficerów i wyróżnionych za odwagę żołnierzy Shen. Nieśli oni liczne sztandary i symbole cesarskiej władzy Cao, które zdobyte zostały podczas podboju, aby następnie złożyć je u stóp tronu cesarza Jina. Lud powitał zwyciężczynię gromkimi okrzykami i wiwatami, które towarzyszyły jej do momentu, gdy przekroczyła bramy Zakazanego Miasta. Ku zaskoczeniu wielu zebranych, cesarz nakazał przekazanie swej córce Kryształowego Miecza - broni która należała niegdyś do samego Cao Cao. Miecz ów zawdzięcza swoją nazwę temu, że ma ponoć rozszczepiać światło niczym rzadkie górskie kryształy, opromieniając właściciela barwami tęczy. Ów relikt dawnej epoki uznawany jest za jeden z najcenniejszych skarbów cesarstwa i przekazanie go Shen był aktem, który dodatkowo wywyższył ją i dodał jej chwały.
Gdy powoli zapadał już wieczór do miasta zajechała jeszcze jedna grupa - konni wojownicy o srogich twarzach i sumiastych wąsach - sławni koczownicy z ludu Wei, którzy stanowili choć niekarny, to jednak trzon zachodniej ekspedycji. Cesarz wezwał ich, aby zgodnie ze swym słowem (a cesarskiemu słowu musi stać się zadość) wynagrodzić ich za wierną służbę. Otwarty został cesarski skarbiec, a wojownik co do grosza wypłacono obiecane złoto - ba, obsypano ich nim publicznie. Nagle wzbogaceni Wei ruszyli do miasta, aby wziąć udział w zabawach i przepijać otrzymane bogactwa. Ci z nich którzy od razu nie zajęli się piciem wina i obłapianiem kobiet negocjowalnego afektu chętnie prezentowali swoje słynne zdolności konnej jazdy, zyskując ogromne zainteresowanie (i darmowe wino) od zafascynowanych pokazami akrobacji czy inscenizowanych walk mieszkańców. Powiada się, że ani jeden z Wei nie był tego dnia trzeźwy. Gdy zapadał zmierzch, nad miasto wzniosła się chmura słynnych taińskich lampionów, które miały ponieść do nieba dziękczynne modły... Ci, którzy byli nadal w stanie ustać zatrzymali się na chwile, aby podziwiać ten magiczny widok - a potem powrócili do zabaw, mających trwać aż do następnego poranka... Uroczystości niewątpliwie będą dobrze wspominane przez ludność, a prestiż zwycięskiego władcy znacząco zyskał - Ta'in zaś może być postrzegane jako prawdziwy hegemon na dalekim wschodzie...
Choć podobne, oczywiście skromniejsze festyny urządzono w wielu miastach Trójcesarstwa, warto wspomnieć jednak o jednym miejscu - dawnej stolicy Cao, Chengzhou, gdzie z tej okazji otwarto również miejskie spichlerze, aby za darmo wydawać z nich żywność potrzebującej ludności miasta. Cel tego gestu był jasny - poprzez ulżenie doświadczonej przez oblężenie ludności pokazać hojność nowej władzy i podkreślić, że będzie ona lepsza od poprzedniej... Były jednak miejsca gdzie nie było komu świętować - zachodnie ziemie dawnego Cao, gdzie pośród ruin spalonych osad krążyły tylko dzikie stworzenia. Całe wsie i miasteczka zostały zniszczone, a ich ludność porwana przez Aeirdinnczyków, którzy powiedli ją na zachód w niewole, aby służyli im jako thrallowie...
- Upadek Cesarstwa Cao
- Festyn w Ta'in
I1: Królestwo Ephyrii/Zakon św. Joneasza | I2: Communio Angelorum/Hetmanat Westurii+Królestwo Utheru |
I3: Despotatus Antiocheae | I4: Basilea ton Angelon | I5-8: Wieki Ciemne |
I9: Civitas Ordinium | I10: Zerruko Erresuma | I11: La Repubblika/GM/Konfederacja Kantonów Naugrimskich | I12: Basilea ton Aeton
I12: Game Master
I12: Game Master
