19-Nov-2018, 08:45 PM
[hide]Zatem nie czytasz ze zrozumieniem, bo nie widzę innego wyjścia. Jest to opisane:
"W wypadku, gdy koniecznie jest nowe głosowanie, jest dziewięć głosów do nadania: pięć dla Wielkiej Piątki, oraz cztery dla głów rodzin (gdy król ginie, nie może głosować, a jego pierworodny nie zostaje głową rodziny, póki nowy król nie zostanie wybrany)." Z tego wychodzi dziewięć głosów, rodzina uprzednio panującego władcy ma tylko jeden.
Wszystkie rodziny przyjęły Ulvskole po Pierwszej Wojnie Bratobójczej. Cztery dobrowolnie, reszta asymilowała się z czasem. Sam stwierdziłeś, że ateizmu nie ma - ludzie wyznają Ulvskole lub coś innego. Tak jak w Polsce w średniowieczu była wolność wyznania, tak jest i u mnie. Nie zamierzam też opisywać każdej mniejszości religijnej, bo zwyczajnie nie chce mi się ich wymyślać.
Jeśli to za mało, to musisz dać coś od siebie. Jak dla mnie państwa, trzymające się na podstawie "bądźmy razem żeby nie żreć się między sobą" nie są dobrze przemyślane, a i takie nie miało też być. Już sam fakt że w ciągu ostatnich dwustu lat doszło do dwóch wojen domowych w dość dużej skali, dwie historyczne rodziny zostały wyrzucone oraz że religia jest bo jest - jest jak dla mnie wystarczającą przywarą. W skrócie:
- Rodziny mogą mieć swoje problemy i animozje co do wyboru króla, administracji ziem, któraś może wpaść na pomysł wyjścia z federacji - i co wtedy? Pierwszy punkt z którego można zrobić konflikt.
- Pozycja króla jest słaba, i wsparta tylko poparciem rodzin. W pewnym momencie jedna, dwie, trzy, albo i cztery mogą stwierdzić, że nie nadaje się do władzy, i zarządać jego usunięcia, ale ten się nie wycofa - bum, wojna domowa. Drugi punkt.
- Ulvskole jest co prawda religią panującą w Denn, ale nie ma problemu z rozprzestrzenianiem się innych. Andronizm czy inne chrześcijaństwo może nasłać misjonarzy w ukryciu którzy będą nawoływali do zmian religii, dojdzie do ekstremizmu religijnego - wojna chłopska, trzeci punkt. W którym każda rodzina (zwłaszcza te które niezbyt lubią Ulvskole) może opowiedzieć się po innej stronie.
- Sami poddani mogą stwierdzić, że nie ma sensu pieprzenie się z pozycją króla czy królestwem, i chcieć jeszcze większego rozdrobnienia federacji, najlepiej na rodziny. Bo podatki za wysokie, bo ktoś inny niż rodzina, której są lojalni, im rozkazuje, bo to ktoś się wtrąca w ich wieś, i tak dalej. Tak jak nie liczono się z chłopami, było tak, póki nie podnieśli broni.
W prawdziwym świecie, w XXI. w., mamy obecnie liczne lokalne wojny domowe między plemionami wewnątrz państw. Ludzie ci po prostu nie liczą się z centralnym rządem. Połowa afryki tak ma. Najlepszy (albo najgorszy) przykład jest w Sudanie Południowym. Najpierw prowadzili wojnę domową o niepodległość, a gdy ją zyskali, zaczęli żreć się między sobą, bo najwyraźniej nie mieli planu, co dalej. W historii przedwojennej nie ma za to wielu przykładów państw takich, jakie opisałem, bo najzwyczajniej w świecie nie działały. Dlatego w Afryce nie rozwinął się żaden sensowny twór państwowy, z wyjątkiem Mali, Suahili czy Etiopii - Plemiona po prostu nie potrafiły się dogadać, i tak jest do dziś. To samo ma się do Ameryki Północnej, średniowiecznych Indii, itd.
Jak chcesz dalszych przywar to sorry, ale chyba mijamy się z tym, co jest przywarą, a co nie jest.[/hide]
"W wypadku, gdy koniecznie jest nowe głosowanie, jest dziewięć głosów do nadania: pięć dla Wielkiej Piątki, oraz cztery dla głów rodzin (gdy król ginie, nie może głosować, a jego pierworodny nie zostaje głową rodziny, póki nowy król nie zostanie wybrany)." Z tego wychodzi dziewięć głosów, rodzina uprzednio panującego władcy ma tylko jeden.
Wszystkie rodziny przyjęły Ulvskole po Pierwszej Wojnie Bratobójczej. Cztery dobrowolnie, reszta asymilowała się z czasem. Sam stwierdziłeś, że ateizmu nie ma - ludzie wyznają Ulvskole lub coś innego. Tak jak w Polsce w średniowieczu była wolność wyznania, tak jest i u mnie. Nie zamierzam też opisywać każdej mniejszości religijnej, bo zwyczajnie nie chce mi się ich wymyślać.
Jeśli to za mało, to musisz dać coś od siebie. Jak dla mnie państwa, trzymające się na podstawie "bądźmy razem żeby nie żreć się między sobą" nie są dobrze przemyślane, a i takie nie miało też być. Już sam fakt że w ciągu ostatnich dwustu lat doszło do dwóch wojen domowych w dość dużej skali, dwie historyczne rodziny zostały wyrzucone oraz że religia jest bo jest - jest jak dla mnie wystarczającą przywarą. W skrócie:
- Rodziny mogą mieć swoje problemy i animozje co do wyboru króla, administracji ziem, któraś może wpaść na pomysł wyjścia z federacji - i co wtedy? Pierwszy punkt z którego można zrobić konflikt.
- Pozycja króla jest słaba, i wsparta tylko poparciem rodzin. W pewnym momencie jedna, dwie, trzy, albo i cztery mogą stwierdzić, że nie nadaje się do władzy, i zarządać jego usunięcia, ale ten się nie wycofa - bum, wojna domowa. Drugi punkt.
- Ulvskole jest co prawda religią panującą w Denn, ale nie ma problemu z rozprzestrzenianiem się innych. Andronizm czy inne chrześcijaństwo może nasłać misjonarzy w ukryciu którzy będą nawoływali do zmian religii, dojdzie do ekstremizmu religijnego - wojna chłopska, trzeci punkt. W którym każda rodzina (zwłaszcza te które niezbyt lubią Ulvskole) może opowiedzieć się po innej stronie.
- Sami poddani mogą stwierdzić, że nie ma sensu pieprzenie się z pozycją króla czy królestwem, i chcieć jeszcze większego rozdrobnienia federacji, najlepiej na rodziny. Bo podatki za wysokie, bo ktoś inny niż rodzina, której są lojalni, im rozkazuje, bo to ktoś się wtrąca w ich wieś, i tak dalej. Tak jak nie liczono się z chłopami, było tak, póki nie podnieśli broni.
W prawdziwym świecie, w XXI. w., mamy obecnie liczne lokalne wojny domowe między plemionami wewnątrz państw. Ludzie ci po prostu nie liczą się z centralnym rządem. Połowa afryki tak ma. Najlepszy (albo najgorszy) przykład jest w Sudanie Południowym. Najpierw prowadzili wojnę domową o niepodległość, a gdy ją zyskali, zaczęli żreć się między sobą, bo najwyraźniej nie mieli planu, co dalej. W historii przedwojennej nie ma za to wielu przykładów państw takich, jakie opisałem, bo najzwyczajniej w świecie nie działały. Dlatego w Afryce nie rozwinął się żaden sensowny twór państwowy, z wyjątkiem Mali, Suahili czy Etiopii - Plemiona po prostu nie potrafiły się dogadać, i tak jest do dziś. To samo ma się do Ameryki Północnej, średniowiecznych Indii, itd.
Jak chcesz dalszych przywar to sorry, ale chyba mijamy się z tym, co jest przywarą, a co nie jest.[/hide]
